Poniedziałkowy wieczór w sercu amerykańskiej demokracji zamienił się w scenę rodem z politycznego thrillera. Turyści spacerujący w okolicach Pomnika Waszyngtona przecierali oczy ze zdumienia, gdy na jednym z wielkoformatowych ekranów, zazwyczaj służących do informacji publicznej, pojawił się komunikat, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Jak analizuje redakcja topflop.pl, incydent z udziałem wizerunku prezydenta Donalda Trumpa i nieżyjącego skandalisty Jeffreya Epsteina to cios w wizerunek administracji, który rodzi pytania o szczelność systemów bezpieczeństwa.
Widmo przeszłości na telebimie
Zdarzenie miało miejsce 19 stycznia, dzień przed przypadającą na 20 stycznia rocznicą urodzin zmarłego w 2019 roku Jeffreya Epsteina. Na cyfrowym billboardzie zlokalizowanym w pobliżu National Mall przez kilkadziesiąt sekund wyświetlana była grafika przypominająca oficjalną kartkę z Białego Domu. Treść zawierała „serdeczne życzenia urodzinowe” skierowane do skompromitowanego finansisty, a całość opatrzona była podpisem 47. prezydenta USA.
Reakcja przechodniów była natychmiastowa – media społecznościowe zalała fala nagrań i zdjęć dokumentujących ten kuriozalny moment. Choć obraz zniknął po niespełna minucie, ustępując miejsca standardowym komunikatom turystycznym, szkoda wizerunkowa została wyrządzona. W Waszyngtonie natychmiast zawrzało, a przeciwnicy polityczni prezydenta zyskali paliwo do kolejnych ataków, przypominając dawne, towarzyskie relacje obu panów z czasów nowojorskich, mimo że od lat Trump odcinał się od tej znajomości.
Biały Dom reaguje na cybernetyczny incydent
Administracja prezydencka zareagowała błyskawicznie, kategorycznie odcinając się od autorstwa komunikatu. Rzecznik Białego Domu określił sytuację mianem „złośliwego ataku hakerskiego” i „obrzydliwej prowokacji”, mającej na celu destabilizację nastrojów społecznych. Służby specjalne, w tym Secret Service oraz FBI, natychmiast zabezpieczyły infrastrukturę cyfrową w okolicy National Mall, rozpoczynając śledztwo w sprawie nieautoryzowanego dostępu do systemu zarządzania treścią miejską.
Jak donosi stacja CNN, incydent ten jest traktowany z najwyższą powagą nie tylko ze względów politycznych, ale przede wszystkim jako naruszenie bezpieczeństwa narodowego. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa, cytowani przez amerykańskie media, wskazują, że jeśli hakerzy byli w stanie przejąć kontrolę nad ekranami w tak newralgicznym punkcie stolicy, to świadczy to o poważnych lukach w zabezpieczeniach infrastruktury krytycznej Waszyngtonu.
Walka z dezinformacją w erze cyfrowej
To wydarzenie wpisuje się w szerszy kontekst walki z dezinformacją i tzw. deepfake’ami, które stają się coraz potężniejszym narzędziem walki politycznej. Wyświetlona grafika była przygotowana z dużą dbałością o detale – czcionka, logo Białego Domu oraz faksymile podpisu prezydenta wyglądały na autentyczne, co zmyliło wielu obserwatorów.
Pytanie, kto stoi za tym atakiem, pozostaje na razie bez odpowiedzi. Czy była to akcja zagranicznych służb, domorosłych „hacktywistów”, czy może element wewnętrznej gry politycznej? Władze Waszyngtonu zapowiedziały audyt wszystkich systemów wyświetlania w przestrzeni publicznej. Do czasu wyjaśnienia sprawy, mieszkańcy stolicy i turyści z pewnością będą z większą rezerwą spoglądać na komunikaty pojawiające się w przestrzeni miejskiej, mając w pamięci, że w cyfrowym świecie nic nie jest takie, jakim się wydaje na pierwszy rzut oka.