Rząd mrozi ceny benzyny i diesla, ale zapomina o autogazie? Minister energii odpowiada na kluczowe pytania o przyszłość LPG

Miliony Polaków jeżdżących na autogazie czują się pominięte przez nowy pakiet osłonowy rządu. Minister energii Miłosz Motyka zdradza, czy planowane są kolejne interwencje obniżające ceny LPG.

Rząd mrozi ceny benzyny i diesla, ale zapomina o autogazie? Minister energii odpowiada na kluczowe pytania o przyszłość LPG

Ostatnie dni na polskim rynku paliwowym to czas bezprecedensowych decyzji administracyjnych, które mają uchronić portfele obywateli przed drastycznymi skutkami globalnych zawirowań. W obliczu narastającego kryzysu geopolitycznego władze zdecydowały się na krok, który jeszcze niedawno wydawał się niemożliwy – powrót do ręcznego sterowania rynkiem. Jak oceniają analitycy zaproszeni przez niezależny portal gospodarczy topflop.pl, interwencja państwa jest potężna, ale pozostawia ogromną wyrwę. Wprowadzony z pompą pakiet osłonowy całkowicie pomija jedno z najpopularniejszych paliw w Polsce – autogaz. Kierowcy, którzy zainwestowali w instalacje LPG licząc na oszczędności, nagle znaleźli się w legislacyjnej próżni, zadając sobie jedno, niezwykle istotne pytanie: dlaczego zostaliśmy wykluczeni i czy możemy liczyć na pomoc państwa w najbliższej przyszłości?

Pakiet „CPN” i rewolucja na pylonach. Jak działają ceny maksymalne?

Aby zrozumieć skalę problemu kierowców jeżdżących na LPG, należy najpierw przyjrzeć się mechanizmom, które rząd właśnie uruchomił w stosunku do paliw tradycyjnych. Nowy pakiet, nazwany w kuluarach „Ceny Paliw Niżej” (CPN), opiera się na trzech głównych filarach. Pierwszym z nich jest drastyczna, choć tymczasowa obniżka podatku VAT na paliwa silnikowe z 23 do zaledwie 8 procent. Rozporządzenie w tej sprawie obowiązuje od 31 marca do 30 kwietnia 2026 roku. Drugim filarem jest cięcie podatku akcyzowego – w przypadku benzyny stawka spadła do 1239 zł na 1000 litrów, a dla oleju napędowego do 880 zł na 1000 litrów. To obciążenie dla budżetu państwa, które Ministerstwo Finansów szacuje na około 1,6 miliarda złotych miesięcznie (700 mln zł z tytułu akcyzy i 900 mln zł z tytułu VAT).

Najważniejszym i najbardziej kontrowersyjnym elementem jest jednak trzeci filar – ceny maksymalne. Zgodnie z decyzją Ministra Energii, cena za litr benzyny 95-oktanowej nie może przekroczyć 6,16 zł, natomiast za olej napędowy (diesel) kierowcy zapłacą maksymalnie 7,60 zł. Mechanizm ten opiera się na sztywnej formule wyliczanej na bazie średnich cen hurtowych, do których doliczana jest stała maksymalna marża sprzedażowa w wysokości 30 groszy na litrze. Dla właścicieli stacji paliw, szczególnie tych niezależnych, to potężny cios w rentowność, a dla rządu potężne narzędzie kontroli. Niestety, w opublikowanych w Dzienniku Ustaw rozporządzeniach próżno szukać jakiejkolwiek wzmianki o regulacji cen gazu płynnego.

Trzy miliony pominiętych. Polscy kierowcy autogazu na lodzie

Wykluczenie LPG z pakietu ochronnego budzi ogromne kontrowersje, biorąc pod uwagę specyfikę polskiego parku maszynowego. Polska od lat jest jednym z europejskich, a nawet światowych liderów pod względem liczby pojazdów zasilanych autogazem. Szacuje się, że po naszych drogach porusza się grubo ponad 3 miliony samochodów z instalacją gazową. Są to w przeważającej mierze pojazdy należące do osób o niższych i średnich dochodach, dla których samochód jest niezbędnym narzędziem dojazdu do pracy, często z terenów wykluczonych komunikacyjnie.

LPG tradycyjnie nazywane jest „paliwem oszczędnych”. Brak jakiejkolwiek tarczy chroniącej przed wzrostem cen tego surowca uderza zatem w najbardziej wrażliwą ekonomicznie grupę społeczeństwa. Podczas gdy kierowcy nowoczesnych, drogich SUV-ów z silnikami diesla mogą odetchnąć z ulgą widząc gwarantowane 7,60 zł na pylonie, kierowcy kilkunastoletnich aut kompaktowych z instalacją gazową z niepokojem obserwują rosnące wskaźniki cen. Rozgoryczenie jest tym większe, że to właśnie gaz bywa najbardziej podatny na szoki podażowe wynikające ze zmian na wschodnich rynkach surowcowych.

Jasna deklaracja z rządu. Co dalej z interwencją na rynku LPG?

Oliwy do ognia dolał fakt, że politycy koalicji rządzącej przez pierwsze dni po ogłoszeniu tarczy unikali jednoznacznych odpowiedzi na pytania o autogaz. Sytuacja zmieniła się jednak po niedawnym wywiadzie szefa resortu energii. Jak informuje RMF24, minister energii Miłosz Motyka w porannej rozmowie musiał wprost zmierzyć się z pytaniem, czy LPG zostanie wkrótce objęte podobną obniżką i regulacją cen maksymalnych.

Z ust ministra padła odpowiedź, która daje kierowcom pewną nadzieję, choć daleka jest od twardej gwarancji. „Niewykluczone, że będziemy podejmować działania” – stwierdził szef resortu, dając tym samym do zrozumienia, że temat nie jest w rządzie całkowicie zamknięty, a analitycy ministerstwa wciąż monitorują sytuację. Jednocześnie minister podkreślił uwarunkowania zewnętrze, które wiążą państwu ręce: „Jesteśmy w pewien sposób uzależnieni od sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jako rząd robimy absolutnie wszystko po stronie podatkowej”. Ta wypowiedź wyraźnie wskazuje, że ewentualne włączenie LPG do tarczy jest warunkowane dalszym rozwojem wydarzeń na arenie międzynarodowej, a nie tylko polityczną wolą w Warszawie. Z punktu widzenia budżetu, dołożenie kolejnego paliwa do pakietu osłonowego oznaczałoby utratę setek milionów złotych dodatkowych wpływów, co w obliczu rosnącego deficytu jest dla Ministerstwa Finansów scenariuszem wysoce niepożądanym.

Cień wojny nad dystrybutorem. Dlaczego rynek tak nerwowo reaguje?

Słowa ministra o „sytuacji na Bliskim Wschodzie” to klucz do zrozumienia dzisiejszej dramatycznej sytuacji na stacjach paliw w całej Europie. Rok 2026 zapisze się w historii rynków energetycznych jako czas niezwykłej niestabilności. Konflikt zbrojny w Zatoce Perskiej oraz powtarzające się ataki na infrastrukturę naftową w regionie doprowadziły do skokowego wzrostu cen ropy, która wyceniana jest obecnie na poziomach nienotowanych od wielu lat. Globalny łańcuch dostaw został przerwany, a stawki frachtu morskiego tankowców poszybowały w kosmos.

Problem z LPG jest o tyle bardziej skomplikowany, że jego logistyka i struktura importu do Polski drastycznie różni się od benzyny i oleju napędowego. O ile krajowe rafinerie są w stanie w dużym stopniu zabezpieczyć popyt na podstawowe paliwa płynne po dywersyfikacji dostaw z kierunków zachodnich i północnych, o tyle rynek autogazu w Polsce historycznie opierał się na imporcie gotowego produktu z kierunku wschodniego. Trwające procesy odchodzenia od dostaw z rynków wschodnich, połączone z nagłym kryzysem na Bliskim Wschodzie i sankcjami logistycznymi, sprawiają, że fizyczna dostępność cząsteczek gazu płynnego w Europie Środkowej jest mniejsza. Wprowadzenie w tej sytuacji sztywnych, maksymalnych cen na LPG wiązałoby się z ogromnym ryzykiem. Kiedy cena ustalona przez państwo jest niższa niż rynkowy koszt sprowadzenia surowca, prywatni importerzy po prostu przestają go przywozić. Rząd z pewnością obawia się, że administracyjne obniżenie ceny LPG doprowadziłoby nie do oszczędności dla kierowców, ale do fizycznego braku tego paliwa na stacjach.

Obowiązki stacji i surowe kary za łamanie „Cen Paliw Niżej”

Ustawodawca, wprowadzając radykalne zmiany, musiał zadbać o ich rygorystyczne egzekwowanie. Nie wystarczy obniżyć podatków na papierze – trzeba mieć pewność, że ta obniżka zostanie w pełni przełożona na cenę detaliczną dla konsumenta, a stacje nie skonsumują niższych podatków poprzez podbicie własnych marż. Nowa legislacja nakłada na kluczowych uczestników rynku bardzo ostre obowiązki.

Przede wszystkim wprowadzono codzienne raportowanie dla dużych graczy rynkowych do resortu energii w celu bieżącego aktualizowania i monitorowania stawek. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wraz z Inspekcją Handlową otrzymały nowe kompetencje i nakaz przeprowadzenia zmasowanych kontroli na stacjach w całym kraju. Kary za sprzedaż benzyny lub diesla powyżej wyznaczonego limitu (6,16 zł i 7,60 zł) są drakońskie i mogą prowadzić nawet do odebrania koncesji na obrót paliwami ciekłymi. System ten, choć skuteczny dla wytypowanych paliw, potęguje jednak frustrację właścicieli aut na gaz – stacje, zmuszone do kompresji swoich marż na benzynie i oleju napędowym, mogą próbować odrobić straty narzucając wyższe marże na jedynym produkcie rynkowym, który nie podlega rządowym ograniczeniom cenowym, czyli właśnie na LPG.

Wydarzenia z przełomu marca i kwietnia 2026 roku pokazują, jak w sytuacji głębokiego kryzysu państwo musi sięgać po narzędzia z pogranicza gospodarki rynkowej i centralnie planowanej. Podczas gdy interwencja ustabilizowała sytuację na rynku głównych paliw, miliony kierowców autogazu wciąż czekają na rozwój wypadków. Deklaracje Ministerstwa Energii oznaczają, że ewentualna ulga dla posiadaczy aut z instalacją LPG nie jest wykluczona, jednak na ten moment kierowcy muszą przygotować się na to, że ostateczną cenę na pylonie ukształtuje wyłącznie brutalny mechanizm rynkowy, popyt, podaż i informacje płynące z dalekiej Zatoki Perskiej.

Udostępnij