Forza Horizon 6: Cenowy szok na start. Edycja Ultimate testuje granice portfeli graczy

Najnowsza odsłona wyścigowego hitu od Playground Games uderzy graczy po kieszeni mocniej niż kiedykolwiek. Ceny edycji specjalnych Forza Horizon 6 osiągają pułap, który dla wielu fanów serii może okazać się barierą nie do przeskoczenia.

Forza Horizon 6: Cenowy szok na start. Edycja Ultimate testuje granice portfeli graczy

Wirtualna motoryzacja jeszcze nigdy nie była tak kosztowna. Oczekiwanie na kolejną odsłonę festiwalu Horizon zawsze wiąże się z ogromnymi emocjami, jednak tym razem ekscytację fanów studzi kubeł zimnej wody w postaci cennika. Microsoft, przygotowując grunt pod premierę Forza Horizon 6, zdaje się testować nową granicę bólu finansowego konsumentów, windując ceny edycji specjalnych do poziomów, które jeszcze kilka lat temu wydawały się abstrakcją.

Rynek gier wideo przechodzi dynamiczne zmiany, a inflacja w sektorze cyfrowej rozrywki staje się faktem, z którym coraz trudniej dyskutować. Jeśli regularnie śledzicie analizy rynku gier i technologii, doskonale wiecie, że era taniego grania na premierę odeszła w zapomnienie. Jednak przypadek Forza Horizon 6 jest szczególny. To nie jest zwykła korekta inflacyjna, lecz wyraźny sygnał zmiany strategii giganta z Redmond. Flagowe wyścigi, które od lat stanowiły wizytówkę konsol Xbox i komputerów PC, wkraczają w strefę luksusu, stawiając graczy przed trudnym wyborem: płacić krocie za własność czy oddać się w objęcia abonamentu.

Ultimate Edition: Luksus, który słono kosztuje

Największe kontrowersje budzi wycena najbardziej rozbudowanej wersji gry, czyli edycji Ultimate. Przez lata przyzwyczailiśmy się, że wersje „full package”, zawierające przepustki samochodowe, przyszłe dodatki i status VIP, kosztują więcej, ale mieściły się w granicach rozsądku akceptowalnego dla entuzjasty. W przypadku „szóstki” ta granica została przesunięta drastycznie.

Jak informuje serwis Gry-Online, różnica w cenie między edycją Ultimate nowej odsłony a jej odpowiednikiem z Forza Horizon 5 jest uderzająca. Skok cenowy jest na tyle wyraźny, że w mediach społecznościowych i na forach dyskusyjnych zawrzało. Gracze, którzy pamiętają premierę poprzedniej części, czują się rozgoryczeni. Wówczas za kompletne doświadczenie płaciliśmy kwotę, która – choć wysoka – była do przełknięcia jako jednorazowy wydatek na setki godzin zabawy. Obecnie kwota ta szybuje w rejony, które dotychczas zarezerwowane były dla edycji kolekcjonerskich z fizycznymi gadżetami, a nie dla cyfrowych licencji.

Co dostajemy w zamian za ten drenaż portfela? Standardowo: wcześniejszy dostęp do gry (zazwyczaj kilka dni przed oficjalną premierą), dwa duże rozszerzenia fabularno-mapowe, paczki samochodów oraz bonusy VIP przyspieszające progresję. Pytanie, czy zawartość ta uzasadnia tak agresywną politykę cenową, pozostaje otwarte. Wielu komentatorów branżowych wskazuje, że koszt produkcji gier AAA wzrósł, ale skala podwyżki w przypadku FH6 wydaje się wyprzedzać nawet te wskaźniki.

Mechanizm „Early Access” jako dźwignia finansowa

Jednym z najbardziej dyskusyjnych elementów strategii sprzedażowej Microsoftu, a także innych wydawców, jest monetyzacja niecierpliwości. Wczesny dostęp, czyli możliwość zagrania w tytuł na 4-5 dni przed „zwykłymi śmiertelnikami”, stał się kluczowym argumentem sprzedażowym najdroższych edycji.

W przypadku serii Forza Horizon, która opiera się na aspekcie społecznościowym i wspólnym odkrywaniu mapy, start z opóźnieniem względem posiadaczy edycji Ultimate jest dla wielu fanów psychologicznie trudny. Nikt nie chce być tym, który dołącza do zabawy, gdy inni mają już garaże pełne unikatowych aut i odkryte wszystkie drogi. Wydawca doskonale o tym wie, cynicznie wykorzystując syndrom FOMO (Fear Of Missing Out – lęk przed pominięciem).

Wzrost ceny edycji Ultimate w Forza Horizon 6 sprawia, że ten „podatek od niecierpliwości” staje się wyjątkowo dotkliwy. Gracze stają przed dylematem: czekać i czuć się „gorszym” na starcie, czy zapłacić kwotę, za którą można by kupić dwie lub trzy inne pełnoprawne gry w promocji. To brutalna weryfikacja lojalności fanów marki.

Abonament Game Pass: Ratunek czy pułapka?

Analizując drastyczny wzrost cen zakupu gry na własność, nie sposób uciec od kontekstu usługi Xbox Game Pass. Istnieje uzasadniona teoria, że zaporowe ceny pudełkowych i cyfrowych wersji Forza Horizon 6 nie są przypadkiem, a celowym działaniem mającym na celu „zagonienie” jeszcze większej liczby graczy do subskrypcji.

Microsoft od lat buduje narrację, w której Game Pass jest „najlepszą ofertą w gamingu”. Kiedy cena pojedynczej gry zbliża się do kosztu rocznego abonamentu (lub jego znacznej części), matematyka dla przeciętnego konsumenta staje się prosta. Po co wydawać kilkaset złotych jednorazowo, skoro za ułamek tej kwoty można zagrać w dniu premiery w ramach abonamentu?

Tutaj jednak pojawia się haczyk. Wersja dostępna w standardowym Game Passie to zazwyczaj edycja podstawowa. Aby cieszyć się dodatkami i wczesnym dostępem, subskrybent i tak musi sięgnąć do kieszeni, kupując tzw. „Zestaw Rozszerzeń” (Premium Add-ons Bundle). Cena tego zestawu również prawdopodobnie ulegnie korekcie w górę, podążając za ogólnym trendem. W rezultacie model, który miał być tanią alternatywą, staje się systemem mikrotransakcji o skali makro, gdzie „podstawa” jest w abonamencie, ale „pełne doświadczenie” wciąż wymaga sowitej dopłaty.

Rynek PC vs Konsole: Gdzie zaboli bardziej?

Podwyżki cen dotykają wszystkich platform, ale to rynek PC może zareagować na nie najbardziej nerwowo. Gracze konsolowi są już od jakiegoś czasu „przyzwyczajani” do standardu cenowego na poziomie 350+ PLN za nowości. Tymczasem na Steam czy w sklepie Microsoft Store na PC, oczekiwania cenowe wciąż są nieco niższe, choć ta granica zaciera się błyskawicznie.

Wzrost ceny Forza Horizon 6 może też wpłynąć na rynek wtórny kluczy oraz szarą strefę (tzw. keyshopy), które prawdopodobnie przeżyją oblężenie. Jednak Microsoft coraz skuteczniej uszczelnia systemy regionalne, utrudniając tanie zakupy w walutach innych krajów. Polski gracz, zarabiający w złotówkach, staje więc twarzą w twarz z globalną korporacyjną machiną finansową, która przelicza zyski w dolarach i euro, nierzadko stosując przeliczniki niekorzystne dla naszego rynku.

Czego spodziewać się po samej grze?

Odejmując na chwilę kwestie finansowe, warto zastanowić się, czy Forza Horizon 6 ma szansę obronić się jakością. Playground Games to studio, które rzadko zawodzi pod względem technologicznym. Oczekuje się, że „szóstka” będzie prawdziwym pokazem możliwości silnika graficznego na obecnej generacji konsol. Mówi się o pełnym ray tracingu w czasie rozgrywki, jeszcze bardziej zaawansowanej fizyce zniszczeń i dynamicznie zmieniającym się otoczeniu.

Jeśli chodzi o lokalizację, plotki krążące po sieci wskazują na Japonię lub powrót do Europy (Niemcy?), co byłoby spełnieniem marzeń wielu fanów driftu i kultury JDM. Niezależnie od miejsca akcji, gra musi zaoferować coś więcej niż tylko nową mapę, by uzasadnić tak drastyczny skok cenowy. Czy będzie to rewolucja w modelu jazdy, czy może zupełnie nowy tryb kariery? Na te odpowiedzi przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Krajobraz po podwyżce

Decyzja o podniesieniu ceny Forza Horizon 6 względem poprzedniczki to ryzykowny ruch, który może odbić się czkawką, jeśli gra nie spełni wyśrubowanych oczekiwań. W dobie kryzysu gospodarczego wydawanie tak dużych kwot na cyfrową rozrywkę staje się decyzją, którą konsumenci podejmują znacznie ostrożniej.

Możemy być świadkami sytuacji, w której sprzedaż „na własność” spadnie, a statystyki graczy zostaną sztucznie napompowane przez użytkowników Game Pass. Dla Microsoftu może to być sukces w tabelkach Excela, ale dla gracza, który lubi mieć grę na swojej półce (nawet tej wirtualnej) na zawsze, nadeszły ciężkie czasy. Forza Horizon 6 staje się symbolem nowej ery – ery, w której bycie graczem „premium” wymaga portfela o równie „premium” zasobach. Pozostaje mieć nadzieję, że jakość wirtualnych asfaltów wynagrodzi nam ten realny wydatek.

Udostępnij