Igrzyska pod nadzorem cenzora? KRRiT reaguje na słowa o Karolu Nawrockim w TVP

Maciej Świrski i KRRiT biorą pod lupę transmisję olimpijską w TVP. Powodem kontrowersyjne słowa na temat kandydata na prezydenta, Karola Nawrockiego.

Igrzyska pod nadzorem cenzora? KRRiT reaguje na słowa o Karolu Nawrockim w TVP

Sport od zawsze miał być strefą wolną od polityki, swoistym sacrum, gdzie liczą się sekundy, metry i medale. Jednak w polskiej rzeczywistości medialnej, szczególnie w roku wyborczym, nawet studio olimpijskie może stać się polem minowym. Eksperci portalu topflop.pl, monitorujący największe wpadki i kryzysy wizerunkowe, przyglądają się nowej odsłonie wojny na linii KRRiT – Telewizja Polska. Tym razem poszło o jedno zdanie na temat Karola Nawrockiego, które padło w ferworze sportowych emocji.

Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo to czas, kiedy uwaga milionów Polaków skupiona jest na ekranach telewizorów. To również idealny moment dla polityków, by ogrzać się w blasku znicza olimpijskiego. Jednak granica między informacją a agitacją, a także między rzetelnym komentarzem a polityczną złośliwością, bywa cienka. Przekroczono ją – zdaniem regulatora rynku – podczas jednej z ostatnich transmisji.

Interwencja Przewodniczącego: O co poszło?

Jak informuje Przegląd Sportowy Onet, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) podjęła natychmiastowe działania w sprawie komentarza, który wybrzmiał na antenie TVP. Sprawa dotyczy Karola Nawrockiego, prezesa IPN i jednej z kluczowych postaci w wyścigu o fotel prezydencki w 2026 roku.

Mechanizm działania KRRiT, kierowanej przez Macieja Świrskiego, jest w ostatnich latach stały i przewidywalny. Rada, postrzegana przez wielu komentatorów jako ramię zbrojne poprzedniej władzy (PiS), skrupulatnie monitoruje „nową” TVP, szukając potknięć, naruszeń bezstronności czy – jak to często bywa formułowane w oficjalnych pismach – „naruszenia polskiej racji stanu”. Tym razem punktem zapalnym stała się relacja sportowa.

Choć w przestrzeni publicznej dominuje narracja o „odpolitycznieniu” mediów publicznych po zmianach z przełomu 2023 i 2024 roku, incydent ten pokazuje, że sport wciąż nie jest wolny od politycznych podtekstów. Czy dziennikarz TVP pozwolił sobie na złośliwość wobec kandydata prawicy? A może wręcz przeciwnie – komentarz był neutralny, ale w obecnej, napiętej atmosferze kampanii wyborczej, każda wzmianka o Nawrockim jest interpretowana jako atak lub nieuprawniona promocja?

KRRiT jako „Wielki Brat” mediów publicznych

Decyzja o wszczęciu postępowania wyjaśniającego przez KRRiT wpisuje się w szerszy kontekst „wojny o media”. Maciej Świrski, przewodniczący Rady, wielokrotnie udowadniał, że nie zawaha się użyć swoich uprawnień do nakładania kar na nadawców, których przekaz uznaje za szkodliwy. W przeszłości kary te dotyczyły TVN, a teraz ostrze krytyki (i potencjalnych sankcji finansowych) wymierzone jest w TVP.

W przypadku transmisji z Igrzysk, sytuacja jest szczególnie delikatna. Karta Olimpijska oraz zasady etyki dziennikarskiej nakazują oddzielenie sportu od bieżącej walki partyjnej. Jednak obecność polityków na trybunach czy w kontekście sukcesów sportowców jest nieunikniona. Problem pojawia się w warstwie narracyjnej.

Jeżeli słowa o Nawrockim miały charakter ocenny, ironiczny lub sugerujący konkretne postawy wyborcze, KRRiT ma formalne podstawy do interwencji, powołując się na art. 18 ustawy o radiofonii i telewizji, mówiący o bezstronności i wyważeniu przekazu. Krytycy Rady wskazują jednak na asymetrię w jej działaniach – przez lata rządów PiS, agresywna propaganda w TVP nie spotykała się z takimi reakcjami regulatora. Dziś, gdy wiatr polityczny wieje w drugą stronę, KRRiT staje się niezwykle wyczulona na każdy niuans.

Karol Nawrocki w centrum uwagi

Sam Karol Nawrocki, jako postać wyrazista i polaryzująca, jest trudnym tematem dla komentatorów sportowych. Jego obecność na wydarzeniach rangi międzynarodowej jest naturalna z racji pełnionej funkcji państwowej, ale w kontekście kampanii prezydenckiej staje się elementem gry wyborczej.

Dziennikarze sportowi stają przed dylematem: ignorować obecność VIP-a na trybunach (co może być odebrane jako cenzura) czy o nim wspomnieć (narażając się na zarzut robienia darmowej reklamy lub – w przypadku niefortunnego komentarza – ataku). Wpadka na antenie TVP, którą teraz analizuje KRRiT, pokazuje, jak łatwo wpaść w tę pułapkę. Wystarczy jedno niefortunne zdanie, by uruchomić machinę biurokratyczną i polityczną.

Dla „nowej” TVP to kolejny test wiarygodności. Stacja musi udowodnić, że potrafi relacjonować wielkie wydarzenia bez politycznego skrzywienia, które było jej znakiem rozpoznawczym w latach ubiegłych. Z kolei dla KRRiT to okazja do wykazania, że stoi na straży pluralizmu – choć wielu obserwatorów widzi w tym raczej próbę ochrony interesów konkretnego obozu politycznego.

Konsekwencje dla rynku medialnego

Wszczęcie postępowania przez KRRiT nie oznacza jeszcze kary, ale sam fakt interwencji ma efekt mrożący (tzw. chilling effect). Komentatorzy i wydawcy mogą zacząć stosować autocenzurę, unikając jakichkolwiek tematów, które mogłyby drażnić regulatora. To niebezpieczne zjawisko, zwłaszcza w czasie Igrzysk, które powinny łączyć, a nie dzielić.

Warto zauważyć, że spór ten toczy się w cieniu gigantycznych pieniędzy i zasięgów. Reklamy przy transmisjach olimpijskich są najdroższe na rynku, a każda kontrowersja podbija oglądalność, choć niekoniecznie w sposób, jakiego życzyliby sobie reklamodawcy. Jeśli TVP zostanie ukarana, zapłacą za to podatnicy. Jeśli KRRiT przeszarżuje, narazi się na zarzuty o polityczne nękanie mediów.

Sytuacja wokół słów o Karolu Nawrockim to papierek lakmusowy obecnego stanu polskich mediów. Pokazuje, że nawet w 2026 roku, po wielu zapowiedziach zmian, wciąż tkwimy w klinczu, gdzie instytucje państwowe są wykorzystywane do bieżącej walki politycznej, a dziennikarze muszą ważyć każde słowo, nie tylko ze względu na poprawność językową, ale i polityczne bezpieczeństwo stacji.

Igrzyska w cieniu kampanii

Nie można zapominać, że rok 2026 to rok wyborczy. Każde pojawienie się kandydata w TV, nawet w tle zawodów sportowych, jest walutą. Reakcja KRRiT może być odczytywana jako próba „wyrównywania szans” w specyficznie pojmowany sposób – poprzez dyscyplinowanie nadawcy, który nie jest już sojusznikiem politycznym kandydata popieranego przez Radę.

Ostatecznie, największym przegranym w tym sporze jest widz. Zamiast cieszyć się sportowym świętem i analizować szanse medalowe Polaków, jesteśmy zmuszani do śledzenia kolejnych odcinków serialu „KRRiT kontra reszta świata”. Czy doczekamy się czasów, gdy komentator sportowy będzie mógł powiedzieć to, co myśli, bez ryzyka, że następnego dnia jego słowa będą analizowane przez prawników i urzędników państwowych? Na razie, jak widać na przykładzie sprawy Nawrockiego, droga do tej normalności jest długa i wyboista, a meta wciąż pozostaje daleko za mgłą politycznych sporów.

Udostępnij