„Kup flaszkę, weź fakturę na Tuska”. Obywatelski bunt czy proszenie się o kłopoty karnoskarbowe?

"Kup flaszkę, weź fakturę na Tuska". Obywatelski bunt czy proszenie się o kłopoty karnoskarbowe?

W mediach społecznościowych, niczym wirus, rozprzestrzenia się nowa forma obywatelskiego nieposłuszeństwa. Hasło „kup flaszkę, zapłać gotówką, weź fakturę na premiera” ma być wyrazem sprzeciwu wobec polityki rządu oraz planów ograniczenia obrotu gotówkowego. Choć inicjatywa na pierwszy rzut oka wydaje się zabawnym prztyczkiem w nos władzy, eksperci podatkowi łapią się za głowy. Sprawdzamy, gdzie kończy się żart, a zaczyna kodeks karny skarbowy.

Polska scena polityczno-społeczna widziała już wiele form protestu, ale obecna akcja wyróżnia się specyficzną, biurokratyczną złośliwością. Internauci wymieniają się danymi NIP Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, zachęcając się nawzajem do podawania ich przy kasie podczas codziennych zakupów – zwłaszcza tych opłacanych gotówką i obejmujących towary akcyzowe. Cel jest jasny: zasypać administrację rządową „lewymi” fakturami i wyrazić frustrację. Tematyka buntu przedsiębiorców i konsumentów jest nam bliska, a podobne zjawiska regularnie analizujemy na łamach naszego serwisu, przyglądając się nastrojom społecznym.

Faktura jako narzędzie walki politycznej

Mechanizm protestu jest prosty. Obywatel idzie do sklepu, kupuje alkohol lub paliwo, płaci banknotami (co ma być manifestacją przywiązania do tradycyjnego pieniądza) i żąda wystawienia faktury VAT na dane Donalda Tuska lub jego kancelarii. W teorii ma to wygenerować chaos księgowy i symbolicznie obciążyć premiera kosztami „życia Polaków”. W praktyce jednak, system podatkowy jest skonstruowany w sposób, który nie przewiduje miejsca na tego typu happeningi bez konsekwencji prawnych.

Entuzjazm protestujących szybko zderza się z chłodną analizą przepisów. To, co w oczach niezadowolonego wyborcy jest aktem sprawiedliwości dziejowej, w oczach urzędnika skarbowego wygląda na poświadczenie nieprawdy. Sprzedawca ma obowiązek wystawić fakturę na nabywcę, a nabywcą w tym przypadku nie jest premier, lecz osoba stojąca przy kasie.

Eksperci nie mają złudzeń: to przestępstwo

Prawnicy i doradcy podatkowi, którzy przyjrzeli się temu zjawisku, ostrzegają przed pochopnym udziałem w akcji. Jak informuje portal money.pl, powołując się na opinię doradczyni podatkowej Małgorzaty Samborskiej, posługiwanie się danymi innego podmiotu w celu uzyskania faktury jest działaniem bezprawnym. Ekspertka punktuje, że taka faktura nie dokumentuje rzeczywistego zdarzenia gospodarczego pomiędzy sklepem a Kancelarią Premiera.

Zgodnie z Kodeksem karnym skarbowym, zarówno posługiwanie się nierzetelną fakturą, jak i jej wystawianie, jest zagrożone wysokimi grzywnami. Artykuł 62 k.k.s. mówi wprost o odpowiedzialności karnej za wystawienie faktury w sposób nierzetelny. Co więcej, wciąganie w ten proceder niczego nieświadomych kasjerów czy właścicieli sklepów naraża ich na poważne problemy podczas ewentualnej kontroli skarbowej. Zamiast uderzyć w polityków, „rewolucja paragonowa” może rykoszetem trafić w drobnych przedsiębiorców i samych protestujących, którzy w świetle prawa dopuszczają się fałszerstwa dokumentacji.

Symbolika kontra rzeczywistość skarbowa

Mimo ostrzeżeń, nastroje w sieci pozostają gorące. Zwolennicy akcji argumentują, że w obliczu rosnących obciążeń fiskalnych i inflacji, obywatele mają prawo do każdej formy protestu, nawet tej balansującej na granicy prawa. Zjawisko to pokazuje głęboki kryzys zaufania do instytucji państwowych oraz lęk przed cyfryzacją pieniądza, która przez część społeczeństwa odbierana jest jako zamach na wolność osobistą. Czy urzędy skarbowe rozpoczną masowe kontrole w poszukiwaniu „faktur na premiera”, czy też potraktują to jako chwilowy folklor polityczny – czas pokaże. Pewne jest jednak, że każda faktura zostawia ślad, a machina biurokratyczna rzadko miewa poczucie humoru.

Udostępnij