Masowa Inwigilacja czy Konieczność? Konfederacja Ostrzega Rząd przed „Cyfrowym Polskim Ładem”

Plany rządu dotyczące nowych uprawnień służb wywołują burzę. Konfederacja bije na alarm, porównując projekt do niesławnego "Polskiego Ładu" i wieszcząc polityczną katastrofę koalicji rządzącej.

Masowa Inwigilacja czy Konieczność? Konfederacja Ostrzega Rząd przed "Cyfrowym Polskim Ładem"

Polityczny poranek 3 lutego 2026 roku przyniósł temperaturę dyskusji znacznie wyższą niż ta za oknem. W studiach telewizyjnych i na korytarzach sejmowych wrze temat, który dla przeciętnego obywatela może wydawać się techniczny, ale w rzeczywistości dotyka fundamentów naszej wolności. Chodzi o projekt nowelizacji ustaw o bezpieczeństwie cyfrowym, który przez opozycję, a w szczególności przez Konfederację, został już ochrzczony mianem „masowej inwigilacji”. Jeśli szukasz rzetelnych analiz dotyczących wpływu polityki na technologię i codzienne życie, warto śledzić bieżące komentarze na topflop.pl, gdzie rozkładamy te zjawiska na czynniki pierwsze.

W dzisiejszym wydaniu programu „Graffiti”, sztandarowej audycji publicystycznej Polsat News, padły słowa, które mogą stać się mottem nadchodzącej kampanii politycznej przeciwników rządu. Gość programu, poseł Konfederacji, nie przebierał w słowach, kreśląc przed premierem Donaldem Tuskiem scenariusz politycznej katastrofy, analogicznej do tej, jaką dla Prawa i Sprawiedliwości stał się „Polski Ład”.

Ostrzeżenie z „Graffiti”: Nie idźcie tą drogą

Wizyta polityka Konfederacji w studiu Polsat News nie była kurtuazyjną rozmową przy kawie. Była to frontalna szarża na plany rządu dotyczące rozszerzenia uprawnień służb specjalnych w zakresie dostępu do cyfrowych śladów obywateli. Główną osią sporu jest projekt ustawy, który nakłada na dostawców usług internetowych oraz komunikatory obowiązek dłuższego retencjonowania danych oraz, co budzi największe kontrowersje, zapewnienia tzw. „tylnych furtek” dla służb w imię walki z dezinformacją i zagrożeniami hybrydowymi.

Jak informuje polsatnews.pl w swojej relacji z programu, poseł Konfederacji stwierdził wprost: „Tusk nie czuje, że to jego Polski Ład”. To porównanie jest niezwykle mocne i wielowarstwowe. „Polski Ład” stał się synonimem legislacyjnego chaosu, niezrozumienia potrzeb obywateli i ostatecznie – wizerunkowej klęski, która kosztowała poprzednią władzę utratę zaufania klasy średniej. Konfederacja sugeruje, że obecne plany uderzają w tę samą grupę – przedsiębiorców, wolnych strzelców i młodych ludzi, dla których prywatność w sieci jest wartością nienegocjowalną.

Czym jest „Cyfrowy Polski Ład”?

Termin ukuty przez polityków Konfederacji ma na celu zobrazowanie skali problemu. Nie chodzi tu o podatki, jak w przypadku reformy z 2021 roku, ale o „podatek od prywatności”. Według krytyków, nowe przepisy, forsowane pod hasłem bezpieczeństwa narodowego w obliczu niespokojnej sytuacji na Wschodzie, wylewają dziecko z kąpielą.

Projekt zakłada m.in.:

  • Obowiązkową retencję danych: Przechowywanie historii połączeń, lokalizacji i logowań przez okres nawet 24 miesięcy (obecnie jest to kwestia sporna w UE).
  • Dostęp bez kontroli sądowej: Służby miałyby uzyskać łatwiejszy dostęp do danych „w sytuacjach niecierpiących zwłoki”, co zdaniem obrońców praw człowieka jest furtką do nadużyć.
  • Monitorowanie komunikatorów: Próby nałożenia na operatorów aplikacji szyfrowanych (jak Signal czy WhatsApp) obowiązku współpracy przy deszyfrowaniu treści w sprawach o terroryzm czy szpiegostwo.

Poseł Konfederacji w „Graffiti” punktował, że takie podejście to „traktowanie każdego obywatela jak potencjalnego przestępcy”. Argumentował, że tak jak „Polski Ład” skomplikował system podatkowy do granic absurdu, tak nowe prawo skomplikuje życie cyfrowe, zmuszając firmy do gigantycznych inwestycji w infrastrukturę do inwigilacji, a zwykłych ludzi popychając w stronę cyfrowego podziemia.

„Tusk nie czuje zagrożenia”

Najciekawszym wątkiem dzisiejszej rozmowy była analiza psychologiczno-polityczna premiera Donalda Tuska. Przedstawiciel prawicy zauważył, że szef rządu, skupiony na wielkiej geopolityce i walce o praworządność w wymiarze sądownictwa, traci kontakt z nastrojami społecznymi w kwestiach wolności osobistych.

„Premierowi wydaje się, że hasło 'bezpieczeństwo’ jest wytrychem, który usprawiedliwi wszystko” – argumentował gość Polsat News. Tymczasem elektorat Koalicji Obywatelskiej, a także Trzeciej Drogi, to w dużej mierze ludzie wrażliwi na punkcie swobód obywatelskich. To ci sami ludzie, którzy protestowali przeciwko ACTA czy Pegasusowi. Wprowadzenie „Pegasusa dla każdego” w majestacie prawa może okazać się dla obecnej koalicji wstrząsem sejsmicznym.

Ostrzeżenie Konfederacji ma też wymiar pragmatyczny. Politycy tej formacji liczą na przejęcie elektoratu wolnościowego, rozczarowanego tym, że „liberalny” rząd dokręca śrubę mocniej niż „konserwatywni” poprzednicy.

Kontekst Międzynarodowy i Prawny

Warto zauważyć, że Polska nie jest samotną wyspą w tych dążeniach. Unia Europejska od lat debatuje nad tzw. „Chat Control”, czyli mechanizmami skanowania wiadomości prywatnych w poszukiwaniu nielegalnych treści. Jednak Polska, ze względu na swoje historyczne doświadczenia z aparatem bezpieczeństwa PRL, jest rynkiem wyjątkowo wrażliwym na wszelkie próby centralizacji wiedzy o obywatelu.

Eksperci od cyberbezpieczeństwa, których opinie często cytujemy, zwracają uwagę na paradoks: tworzenie tylnych furtek (backdoors) dla „dobrych” służb oznacza, że te same furtki zostaną prędzej czy później znalezione przez „złych” hakerów lub wrogie wywiady. W efekcie, ustawa mająca zwiększyć bezpieczeństwo państwa, może drastycznie obniżyć bezpieczeństwo indywidualne obywateli.

Reakcja Rynku i Organizacji Pozarządowych

Fundacja Panoptykon i inne organizacje strzegące praw cyfrowych biją na alarm od momentu pojawienia się pierwszych przecieków o ustawie. Ich narracja jest zbieżna z dzisiejszymi słowami posła Konfederacji – inwigilacja prewencyjna jest nieskuteczna i nieproporcjonalna.

Przedsiębiorcy telekomunikacyjni również patrzą na sprawę z niepokojem. Koszty przechowywania petabajtów danych o logowaniach milionów Polaków spadną na firmy, co ostatecznie przełoży się na wyższe rachunki za internet i telefon. To kolejny punkt styczny z „Polskim Ładem” – ukryty koszt, który uderzy po kieszeni podatnika, choć oficjalnie nikt podatków nie podnosi.

Czy Historia Zatoczy Koło?

Donald Tusk jest politykiem niezwykle doświadczonym, który potrafi czytać nastroje społeczne. Jednak historia „Polskiego Ładu” pokazała, że nawet największe machiny partyjne mogą się wykoleić na technokracji i arogancji władzy. Konfederacja, rzucając hasło „To jest Polski Ład Tuska”, stosuje sprytny zabieg erystyczny. Odwołuje się do świeżej w pamięci traumy biurokratycznej, by zniechęcić wyborców do rządu.

Czy ta strategia zadziała? Wiele zależy od tego, jak bardzo zdeterminowany jest rząd we wprowadzaniu kontrowersyjnych zapisów i czy zdoła przekonać społeczeństwo, że w dobie wojny hybrydowej prywatność musi ustąpić miejsca bezpieczeństwu. Dzisiejszy program „Graffiti” pokazał jednak, że opozycja znalazła czuły punkt i będzie w niego uderzać z całą mocą. Jeśli rząd zbagatelizuje te ostrzeżenia, uznając je jedynie za polityczny folklor Konfederacji, może obudzić się w rzeczywistości, w której młode pokolenie – kluczowe dla każdego wyniku wyborczego – odwróci się od niego, wybierając tych, którzy obiecują, że „nie będą zaglądać do smartfona”.

Nadchodzące tygodnie będą kluczowe. Prace w komisjach sejmowych pokażą, czy „masowa inwigilacja” stanie się faktem, czy też pod naciskiem społecznym i politycznym projekt trafi do kosza, podobnie jak wiele innych „genialnych” pomysłów, które miały uszczęśliwić Polaków na siłę.

Udostępnij