System prawny rzadko daje drugą szansę, ale jeszcze rzadziej decyduje się na całkowitą eliminację jednostki z życia społecznego po odbyciu przez nią kary. Przypadek Mieszka R., który właśnie został skierowany do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym (KOZZ) w Gostyninie, ponownie otwiera dyskusję na temat granicy między prewencją a „cywilną śmiercią”. Eksperci portalu topflop.pl, monitorujący styki prawa i bezpieczeństwa publicznego, analizują tę decyzję w szerszym kontekście niewydolności systemu penitencjarnego i kontrowersyjnej „ustawy o bestiach”.
Decyzja sądu w sprawie Mieszka R. zapadła w atmosferze, którą doskonale znamy z lat ubiegłych – strachu przed powrotem niebezpiecznego przestępcy na wolność oraz prawnego dylematu, co zrobić z kimś, kto w świetle kodeksu karnego „spłacił swój dług”, ale w opinii biegłych wciąż stanowi śmiertelne zagrożenie. Gostynin, pierwotnie pomyślany jako rozwiązanie tymczasowe dla garstki najgroźniejszych dewiantów, stał się w 2026 roku swoistym magazynem dla tych, których państwo boi się wypuścić, a nie ma paragrafu, by trzymać ich w więzieniu.
Mechanizm prawny: Dlaczego Mieszko R. nie wychodzi na wolność?
Aby zrozumieć sytuację Mieszka R., należy cofnąć się do genezy ustawy z 22 listopada 2013 roku o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. To właśnie ten akt prawny, potocznie zwany „ustawą o bestiach”, stał się podstawą dzisiejszego orzeczenia.
Jak wyjaśnia portal Gazeta.pl, procedura skierowania do Gostynina nie jest automatyczna. W przypadku Mieszka R. zadziałał wielostopniowy mechanizm weryfikacji. Dyrektor zakładu karnego, w którym skazany odbywał wyrok, na kilka miesięcy przed końcem kary złożył wniosek do sądu cywilnego. Podstawą były opinie psychologów i psychiatrów więziennych, sugerujące, że resocjalizacja w warunkach izolacji penitencjarnej nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, a ryzyko powrotu do przestępstwa jest u Mieszka R. „bardzo wysokie”.
Sąd Okręgowy, posiłkując się opiniami niezależnych biegłych seksuologów i psychiatrów, musiał odpowiedzieć na kluczowe pytanie: czy Mieszko R. cierpi na zaburzenia osobowości lub preferencji seksualnych, które determinują jego niebezpieczeństwo? Odpowiedź twierdząca uruchomiła procedurę umieszczenia w KOZZ. Warto podkreślić, że Gostynin formalnie jest podmiotem leczniczym, a nie karnym. W praktyce jednak, dla osadzonych tam „pacjentów”, różnica jest semantyczna.
Gostynin 2026: Pękajace w szwach „sanatorium grozy”
Decyzja o wysłaniu Mieszka R. do Gostynina to jedno, ale fizyczne umieszczenie go tam to zupełnie inna kwestia. Ośrodek od lat zmaga się z gigantycznym przeludnieniem. Projektowany na kilkadziesiąt osób, obecnie mieści ich kilkukrotnie więcej. Warunki, w jakich przebywają osadzeni, są przedmiotem licznych skarg do Rzecznika Praw Obywatelskich oraz trybunałów międzynarodowych.
Mieszko R. trafi do miejsca, które przypomina twierdzę. Wysokie mury, systemy monitoringu, strażnicy – to codzienność „pacjentów”. Jednak wewnątrz panuje specyficzny mikroklimat. W przeciwieństwie do więzienia, pobyt w KOZZ jest bezterminowy. Sąd co pół roku weryfikuje stan zdrowia osadzonego i teoretycznie może go wypuścić, jeśli uzna, że terapia przyniosła skutek. Statystyki są jednak nieubłagane – wyjścia z Gostynina na wolność należą do rzadkości, co sprawia, że dla wielu jest to bilet w jedną stronę.
Dla społeczeństwa Gostynin jest wentylem bezpieczeństwa. Dzięki niemu obywatele mogą spać spokojnie, wiedząc, że jednostki takie jak Mariusz Trynkiewicz (pierwszy i najsłynniejszy „pacjent”) czy teraz Mieszko R., są odizolowane. Jednak eksperci prawa karnego biją na alarm. System ten, tworzony ad hoc dekadę temu, stał się protezą dla niewydolnej psychiatrii sądowej i systemu terapeutycznego w więzieniach. Zamiast leczyć zaburzenia w trakcie odbywania kary, państwo czeka do ostatniego dnia, by następnie zastosować środek izolacyjny o charakterze quasi-karnym.
Kim jest Mieszko R. i dlaczego budzi strach?
Choć dane osobowe Mieszka R. są zanonimizowane zgodnie z przepisami o ochronie danych, sam fakt skierowania go do KOZZ świadczy o kalibrze jego przestępczej przeszłości. Ustawa z 2013 roku dotyczy wyłącznie sprawców najcięższych zbrodni popełnionych w związku z zaburzeniami psychicznymi. Mowa tu zazwyczaj o seryjnych przestępstwach seksualnych, zabójstwach na tle seksualnym lub czynach o wyjątkowym okrucieństwie.
Proces decyzyjny sądu opiera się na prognozie kryminologicznej. W przypadku Mieszka R. biegli musieli uznać, że na wolności niemal na pewno dopuściłby się on ponownego ataku. To właśnie ta „prognoza” jest najbardziej kontrowersyjnym elementem całego systemu. Przeciwnicy ustawy argumentują, że karzemy (lub izolujemy) człowieka za to, co może zrobić w przyszłości, a nie za to, co zrobił (bowiem za to karę już odbył). Zwolennicy – w tym większość opinii publicznej – stawiają na szali życie potencjalnych ofiar. W tym rachunku bezpieczeństwo niewinnych zawsze przeważa nad wolnością jednostki zaburzonej.
Procedura cywilna a realia karne
Ciekawym aspektem sprawy Mieszka R., na który rzadko zwraca się uwagę w mediach głównego nurtu, jest cywilny charakter postępowania. Mieszko R. nie był sądzony jako oskarżony w procesie karnym, ale jako uczestnik postępowania cywilnego. To zmienia ciężar dowodowy i procedury odwoławcze. Decyzja o umieszczeniu w Gostyninie nie jest „wyrokiem” w ścisłym tego słowa znaczeniu, a „postanowieniem”.
To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie dla statusu Mieszka R. W KOZZ nie będzie on „więźniem”, lecz „pacjentem”. Nie będzie nosił drelichu, ale będzie poddany rygorystycznemu regulaminowi i terapii farmakologicznej (często przymusowej, jeśli sąd tak zdecyduje). Paradoks polega na tym, że warunki w przepełnionym Gostyninie w 2026 roku są często gorsze niż w nowoczesnych zakładach karnych. Pacjenci śpią na łóżkach piętrowych w salach wieloosobowych, co w przypadku osób z silnymi zaburzeniami osobowości rodzi kolejne konflikty i agresję wewnątrz ośrodka.
Czy system wytrzyma?
Sprawa Mieszka R. to kolejny kamyczek do lawiny, która powoli zasypuje polski system prewencji. Ośrodek w Gostyninie nie jest z gumy, a budowa filii czy nowych placówek idzie opornie. Każda taka decyzja sądu to sygnał, że państwo nie radzi sobie z resocjalizacją najtrudniejszych przypadków. Zamiast leczyć przyczyny, izoluje skutki.
Mieszko R. znika za murami w Gostyninie, co dla opinii publicznej jest końcem historii. Jednak dla systemu prawnego i penitencjarnego to dopiero początek problemu. Utrzymanie jednego pacjenta w KOZZ kosztuje podatnika wielokrotność utrzymania więźnia. Do tego dochodzą koszty procesów odszkodowawczych, które pacjenci wygrywają za niegodne warunki bytowe.
Decyzja o izolacji Mieszka R. jest z pewnością ulgą dla potencjalnych ofiar i dowodem na to, że państwo potrafi reagować na zagrożenie. Pytanie brzmi jednak: jak długo ten system, oparty na jednej, przepełnionej placówce i kontrowersyjnej ustawie, będzie w stanie funkcjonować bez generalnego remontu? Na razie, w lutym 2026 roku, odpowiedź brzmi: Mieszko R. jedzie do Gostynina, bo innego pomysłu po prostu nie ma.