Monumentalny powrót okrutnej księżniczki. „Turandot” Opery Australijskiej dzieli i zachwyca w sezonie 2026

Monumentalny powrót okrutnej księżniczki. "Turandot" Opery Australijskiej dzieli i zachwyca w sezonie 2026

Giacomo Puccini nie zdążył dokończyć swojego ostatniego dzieła, ale to nie przeszkodziło „Turandot” stać się jedną z najważniejszych pozycji w światowym kanonie operowym. W 2026 roku Opera Australia ponownie sięga po ten tytuł, starając się tchnąć nowe życie w legendę o lodowatej księżniczce. Jak relacjonujemy w dziale kultury na portalu TopFlop.pl, premiera w słynnym gmachu nad zatoką przyciągnęła uwagę krytyków nie tylko ze względu na muzykę, ale przede wszystkim na inscenizacyjny rozmach.

Wystawianie „Turandot” w Joan Sutherland Theatre zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem – to opera wymagająca potężnych chórów i skomplikowanej scenografii, co na stosunkowo kameralnej scenie w Sydney może stanowić wyzwanie. Tegoroczna produkcja stawia na wizualną intensywność, balansując między tradycyjną chińską estetyką a nowoczesnym oświetleniem, które momentami staje się równorzędnym aktorem spektaklu. Dla australijskiej publiczności to okazja, by sprawdzić, czy klasyczna forma wciąż potrafi rezonować z dzisiejszą wrażliwością, zwłaszcza w kontekście dyskusji o sposobie przedstawiania kultur wschodnich w sztuce zachodniej.

„Nessun Dorma” w cieniu smoka

Muzycznym sercem spektaklu pozostaje niezmiennie aria „Nessun Dorma”, która w popkulturze zyskała status hymnu wykraczającego poza mury opery. W produkcji z 2026 roku rola Kalafa została powierzona tenorowi o potężnym wolumenie, który musiał zmierzyć się z legendarnymi wykonaniami poprzedników. Reakcje publiczności po trzecim akcie zazwyczaj weryfikują sukces całego przedsięwzięcia. W tej inscenizacji nacisk położono jednak nie tylko na solistów. Dyrygentura skupia się na wydobyciu z orkiestry dramatyzmu i mroku, który często gubi się w bardziej „bajkowych” adaptacjach tego dzieła.

Jak zauważa recenzent serwisu Sydney Travel Guide, tegoroczna odsłona „Turandot” to przede wszystkim triumf zespołu i chórów, które w tej operze pełnią kluczową rolę narratora i komentatora wydarzeń. Źródło zwraca uwagę na fakt, że choć główni bohaterowie niosą ciężar emocjonalny, to właśnie masowe sceny zbiorowe, dopracowane w najmniejszym detalu choreograficznym, budują atmosferę dusznego, totalitarnego dworu w Pekinie, gdzie jedno słowo władczyni decyduje o życiu lub śmierci.

Wizualny przepych a dramaturgia

Reżyseria tegorocznej wersji kładzie duży nacisk na psychologię postaci, starając się nieco „uczłowieczyć” tytułową bohaterkę jeszcze przed finałową sceną przemiany. Kostiumy, będące mieszanką historycznych odniesień i teatralnej fantazji, odgrywają tu kluczową rolę w budowaniu dystansu między Turandot a jej poddanymi. Scenografia wykorzystuje nowoczesne technologie, w tym projekcje multimedialne, aby rozszerzyć optycznie przestrzeń sceny, co pozwala na płynne przejścia między intymnymi scenami z udziałem Liù a monumentalnymi sekwencjami dworskimi.

Sezon 2026 w Sydney Opera House pokazuje, że klasyka nie musi być „muzealna”. Produkcja ta z pewnością wywoła dyskusje wśród purystów operowych, zwłaszcza w kwestii interpretacji zakończenia (opracowanego przez Franco Alfano), jednak frekwencja na pierwszych spektaklach sugeruje, że publiczność wciąż pragnie wielkich emocji i wizualnego spektaklu. Czy ta wersja „Turandot” przejdzie do historii jako definitywna interpretacja na miarę XXI wieku, czy też pozostanie solidną, rzemieślniczą pozycją w repertuarze – to ocenią widzowie podczas nadchodzących tygodni.

Udostępnij