Początek lutego 2026 roku nie zapowiadał scenariusza, który właśnie wyłania się z najnowszych, długoterminowych modeli pogodowych. Choć zima w tym sezonie dała się już we znaki, to, co według synoptyków czeka nas w drugiej i trzeciej dekadzie miesiąca, może zapisać się w historii polskiej meteorologii. Nad Europę Środkową nadciąga potężny układ wyżowy, który otworzy drogę dla arktycznego powietrza o niespotykanej od lat skali. Eksperci ostrzegają: realne są spadki temperatur do poziomu -35 stopni Celsjusza. To nie jest zwykły atak zimy, to potencjalna sytuacja kryzysowa dla infrastruktury i wyzwanie dla całego społeczeństwa.
- Anatomia nadchodzącego mrozu: Mechanizm „Bestii ze Wschodu”
- Kalendarium i geografia mrozu: Kiedy i gdzie będzie najzimniej?
- Kontekst historyczny: Czy grozi nam powtórka „Zimy Stulecia”?
- Wyzwanie dla infrastruktury: Energetyka i transport na krawędzi
- Zdrowie i bezpieczeństwo publiczne
- Niepewność prognoz i potrzeba monitoringu
Jeszcze kilka dni temu analizy wskazywały na typowy, umiarkowanie mroźny luty. Jednak dynamika atmosfery jest nieubłagana. Nagłe ocieplenie stratosferyczne nad Arktyką (SSW – Sudden Stratospheric Warming) doprowadziło do rozbicia wiru polarnego, co jest bezpośrednim zapalnikiem nadchodzących zmian. Jak wielokrotnie podkreślaliśmy w analizach klimatycznych na TopFlop.pl, destabilizacja wiru polarnego niemal zawsze skutkuje „rozlaniem się” lodowatego powietrza na niższe szerokości geograficzne. Tym razem główny impet uderzenia ma być skierowany bezpośrednio na Europę Wschodnią i Środkową, w tym Polskę.
Anatomia nadchodzącego mrozu: Mechanizm „Bestii ze Wschodu”
Aby zrozumieć skalę zagrożenia, należy przyjrzeć się mechanizmowi, który steruje obecną pogodą. Kluczowym graczem na mapach synoptycznych staje się potężny, rosyjski wyż (często nazywany Wyżem Syberyjskim lub medialnie „Bestią ze Wschodu”). Układ ten, budujący się obecnie nad zachodnią Rosją i Skandynawią, zaczyna działać jak gigantyczna pompa ssąca.
W normalnych warunkach zimowych nad Polską dominuje cyrkulacja strefowa – napływ wilgotnego i stosunkowo ciepłego powietrza znad Atlantyku. Obecnie jednak dochodzi do zjawiska tzw. blokady atmosferycznej. Wyż rosyjski jest tak silny, że całkowicie zatrzymuje te atlantyckie niże. Jednocześnie, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, po swojej wschodniej i południowej flance zaczyna ściągać powietrze bezpośrednio z głębi Syberii i Arktyki.
To powietrze ma specyficzne właściwości: jest skrajnie wychłodzone (osiadające w wyżu powietrze traci ciepło przez promieniowanie), a przy tym bardzo suche i ciężkie. Kiedy taka masa powietrza dociera nad kontynent, a niebo jest bezchmurne (co jest typowe dla wyżu), nocne spadki temperatur są drastyczne z powodu tzw. wypromieniowania ciepła z gruntu w kosmos.
Kalendarium i geografia mrozu: Kiedy i gdzie będzie najzimniej?
Najnowsze aktualizacje modeli numerycznych (m.in. amerykańskiego GFS i europejskiego ECMWF) są zgodne co do trendu, różniąc się jedynie nieznacznie co do dokładnych wartości minimalnych. Pierwsze oznaki nadchodzącej zmiany odczujemy już pod koniec bieżącego tygodnia (po 8 lutego 2026 r.), kiedy temperatury zaczną systematycznie spadać poniżej -10°C w nocy.
Prawdziwe apogeum chłodu przewidywane jest jednak na okres między 12 a 18 lutego 2026 roku. Jak informuje serwis TwojaPogoda.pl, powołując się na najnowsze dane prognostyczne, to właśnie w tym oknie czasowym nad Polską znajdzie się jądro najzimniejszej masy powietrza.
Gdzie sytuacja będzie najtrudniejsza?
- Polska Wschodnia i Północno-Wschodnia (Podlasie, Suwalszczyzna, Lubelszczyzna): To regiony tradycyjnie najbardziej narażone na wlew chłodu ze wschodu. Tutaj temperatury nocami mogą regularnie spadać poniżej -25°C, a lokalnie, przy pogodnym niebie i obecności pokrywy śnieżnej (która działa jak izolator i wzmacnia wypromieniowanie), termometry mogą wskazać szokujące -30°C do -32°C.
- Doliny i Kotliny Górskie (Podhale, Bieszczady): To właśnie te obszary są najbardziej zagrożone wspomnianym w prognozach ekstremum. W specyficznych warunkach ukształtowania terenu, gdzie zimne, ciężkie powietrze spływa i gromadzi się w zagłębieniach (tworząc tzw. zastoiska mrozowe), możliwe są spadki do -35°C. Takie wartości są realne na przykład w rejonie Kotliny Orawsko-Nowotarskiej czy w bieszczadzkich dolinach rzecznych.
- Centrum i Zachód kraju: Tutaj mróz będzie nieco lżejszy, ale nadal bardzo dotkliwy. Nocne spadki do -20°C, a lokalnie -25°C, są wysoce prawdopodobne. Nawet w ciągu dnia temperatura w wielu miejscach kraju może nie wzrosnąć powyżej -15°C.
Kontekst historyczny: Czy grozi nam powtórka „Zimy Stulecia”?
Prognozy mówiące o -35°C automatycznie przywołują wspomnienia (lub opowieści) o legendarnych zimach z przeszłości. Czy luty 2026 roku zapisze się w tej samej lidze?
Warto przypomnieć, że absolutny rekord zimna w Polsce wynosi -41,0°C i został odnotowany w Siedlcach 11 stycznia 1940 roku (choć istnieją nieoficjalne pomiary z 1929 roku mówiące o jeszcze niższych wartościach w górach). Słynna „Zima Stulecia” z przełomu 1978/1979 roku zapisała się w pamięci nie tyle samymi rekordami absolutnymi temperatury, co gwałtownością nadejścia (drastyczny spadek temperatury w Sylwestra połączony z gigantycznymi opadami śniegu) i paraliżem kraju.
Nadchodząca fala mrozów z lutego 2026 roku ma inną charakterystykę – jest to mróz typu wyżowego, „suchy”. Oznacza to, że głównym zagrożeniem nie będą metrowe zaspy (choć śnieg już leżący utrzyma się), ale właśnie ekstremalnie niska temperatura powietrza.
Bardziej adekwatnym porównaniem mogą być fale mrozów ze stycznia 1987 roku (kiedy w Białymstoku zanotowano -34,6°C), z 2006 roku, czy z lutego 2012 roku. W 2012 roku długotrwały wyż rosyjski przyniósł w Polsce temperatury rzędu -30°C na nizinach i jeszcze niższe w górach. Jeśli obecne prognozy na luty 2026 się sprawdzą, będziemy mieli do czynienia z wydarzeniem o skali nieobserwowanej od co najmniej 14 lat, a lokalnie – być może nawet od kilku dekad. To stawia obecną sytuację w kategorii zjawisk ekstremalnych, wykraczających poza standardową zmienność naszego klimatu.
Wyzwanie dla infrastruktury: Energetyka i transport na krawędzi
Tak głębokie i długotrwałe spadki temperatur to nie tylko ciekawostka meteorologiczna, ale przede wszystkim realny test wytrzymałości dla infrastruktury krytycznej państwa.
System Elektroenergetyczny i Ciepłowniczy: Polska energetyka, wciąż w dużej mierze oparta na węglu, w okresach ekstremalnych mrozów pracuje na najwyższych obrotach. Zapotrzebowanie na moc drastycznie rośnie (ogrzewanie elektryczne, dogrzewanie farelkami, praca pomp ciepła na grzałkach). Ryzyko awarii sieci przesyłowych wzrasta. W temperaturach poniżej -25°C dochodzi do zjawiska kurczenia się przewodów energetycznych, co może prowadzić do ich zrywania, zwłaszcza jeśli towarzyszy temu wiatr lub szadź.
Kluczowe staje się również zapewnienie ciągłości dostaw ciepła systemowego w miastach. Awarie magistrali ciepłowniczych przy -30°C oznaczają błyskawiczne wychładzanie mieszkań i konieczność ewakuacji mieszkańców. Taka temperatura jest również wyzwaniem dla infrastruktury gazowej – choć sam gaz ziemny nie zamarza w tych warunkach, to elementy naziemne infrastruktury przesyłowej są narażone na ekstremalne obciążenia.
Transport i Komunikacja: Temperatury rzędu -30°C to granica wytrzymałości dla wielu pojazdów. Powszechnym problemem staje się wytrącanie parafiny z oleju napędowego (nawet tego „zimowego”, jeśli nie jest on przystosowany do warunków arktycznych), co unieruchamia samochody ciężarowe i autobusy. Problemy dotyczą również akumulatorów, których wydajność drastycznie spada.
Transport kolejowy jest szczególnie narażony na pękanie szyn. Stal w tak niskich temperaturach staje się bardziej krucha, a naprężenia termiczne mogą prowadzić do uszkodzeń torowisk, co skutkuje opóźnieniami lub całkowitym wstrzymaniem ruchu pociągów. Oblodzeniu ulega również sieć trakcyjna.
Zdrowie i bezpieczeństwo publiczne
Ekstremalny mróz to bezpośrednie zagrożenie życia. Wychłodzenie organizmu (hipotermia) w warunkach -30°C następuje błyskawicznie. Szczególnie narażone są osoby bezdomne, starsze, a także osoby pod wpływem alkoholu. Służby miejskie i organizacje pomocowe już teraz powinny zostać postawione w stan najwyższej gotowości.
Przy tak niskich temperaturach dochodzi również do szybszego odmrażania odsłoniętych części ciała – nosa, uszu, policzków czy palców. Niezbędne jest odpowiednie ubranie (wielowarstwowe) i unikanie dłuższego przebywania na zewnątrz, zwłaszcza przez dzieci i seniorów.
Ważnym aspektem jest również jakość powietrza. Wyżowa pogoda, brak wiatru i silna inwersja termiczna (gdy zimne powietrze zalega przy ziemi, a cieplejsze znajduje się wyżej, tworząc „czapę”) sprzyjają kumulacji zanieczyszczeń. W połączeniu z intensywnym ogrzewaniem domów (często paliwami niskiej jakości w obliczu wysokich kosztów energii), czeka nas prawdopodobnie epizod rekordowego smogu, co dodatkowo obciąży układ oddechowy i krążenia obywateli.
Niepewność prognoz i potrzeba monitoringu
Choć obecne modele są zgodne co do nadejścia potężnej fali mrozów, należy pamiętać, że prognozy na okres powyżej 7-10 dni zawsze obarczone są pewnym marginesem błędu. Kluczowe będą najbliższe dni i kolejne aktualizacje modeli GFS i ECMWF.
Główna niewiadoma dotyczy dokładnego położenia centrum wyżu oraz ewentualnej obecności zachmurzenia. Jeśli w nocy, podczas największego napływu masy arktycznej, niebo się zachmurzy, spadki temperatur zostaną wyhamowane (chmury działają jak „kołdra” zatrzymująca ciepło przy ziemi). Jeśli jednak niebo pozostanie bezchmurne, scenariusz z -35°C w kotlinach górskich i -30°C na nizinach wschodniej Polski stanie się bardzo realny.
Niezależnie od tego, czy termometry pokażą ostatecznie -28°C czy -35°C, nadchodząca druga połowa lutego 2026 roku będzie najpoważniejszym egzaminem zimowym od wielu lat. Warto wykorzystać czas, który pozostał do nadejścia głównej fali chłodu, na odpowiednie przygotowanie domów, samochodów i zabezpieczenie osób najbardziej potrzebujących. Sytuacja jest dynamiczna i wymaga stałego monitorowania komunikatów meteorologicznych.