Niebo zapłonęło kolorami. To, co wydarzyło się nad Polską, eksperci nazywają „historycznym spektaklem”

Niebo zapłonęło kolorami. To, co wydarzyło się nad Polską, eksperci nazywają "historycznym spektaklem"

Noc z 19 na 20 stycznia 2026 roku na długo pozostanie w pamięci miłośników astronomii oraz przypadkowych przechodniów, którzy mieli szczęście spojrzeć w górę. Nad Polską rozegrał się prawdziwy świetlny teatr – zorza polarna o niespotykanej dotąd intensywności rozświetliła mrok, stając się widoczną nawet w miejscach, gdzie zazwyczaj łuna miejska uniemożliwia takie obserwacje. Jak podaje redakcja topflop.pl, skala tego zjawiska zaskoczyła nawet wieloletnich badaczy nieba.

Zorza, która przełamuje schematy

Zazwyczaj, aby dostrzec Aurora borealis w naszej szerokości geograficznej, trzeba udać się w Bieszczady lub nad Bałtyk, szukając miejsc wolnych od zanieczyszczenia światłem. Tym razem jednak natura postanowiła zignorować te reguły. Warunki były idealne – bezchmurne niebo i wyjątkowo silna burza geomagnetyczna sprawiły, że zielone i fioletowe wstęgi tańczyły nad głowami mieszkańców największych polskich aglomeracji.

Raporty o doskonałej widoczności napływały z Warszawy, Krakowa czy Wrocławia. To sytuacja bez precedensu, gdy zjawisko typowe dla kół podbiegunowych staje się elementem miejskiego krajobrazu w Europie Środkowej. Karol Wójcicki, znany popularyzator astronomii prowadzący profil „Z głową w gwiazdach”, nie krył emocji, określając to wydarzenie mianem historycznego. Zwrócił uwagę, że zielone filary światła widoczne w samym zenicie to widok, który w Polsce zdarza się niezwykle rzadko, a jego intensywność tej nocy była powalająca.

Emocje silniejsze niż mróz

Emocje silniejsze niż mróz
Emocje silniejsze niż mróz

Media społecznościowe w ciągu kilku godzin zostały zalane falą fotografii. Od profesjonalnych ujęć wykonanych drogim sprzętem, po drżące, ale pełne uroku zdjęcia ze smartfonów – każde z nich jest dowodem na potęgę natury. Jak informuje serwis Turystyka WP, jednym ze szczęśliwców, któremu udało się uwiecznić ten spektakl, był pan Piotr z małopolskiej miejscowości Wójtowa.

Fotograf przyznał, że mimo iż widział zorzę już niejednokrotnie, w tym podczas silnej burzy w maju 2024 roku, to emocje towarzyszące obserwacji zawsze są tak samo silne. Cisza, zachwyt i poczucie obcowania z czymś monumentalnym sprawiają, że fizyczny dyskomfort przestaje mieć znaczenie. Zdrętwiałe od mrozu palce są niewielką ceną za możliwość bycia naocznym świadkiem tak rzadkiego w naszym regionie pokazu.

Dlaczego niebo świeci?

Z naukowego punktu widzenia to, co obserwowaliśmy, jest efektem interakcji wiatru słonecznego z ziemską atmosferą. Naładowane cząsteczki emitowane przez naszą gwiazdę pędzą w kierunku Ziemi, gdzie są przechwytywane przez pole magnetyczne planety i kierowane w stronę biegunów. Tam, zderzając się z atomami tlenu i azotu w górnych warstwach atmosfery, wzbudzają je do świecenia.

Kolor zależy od rodzaju gazu i wysokości zderzenia – tlen na niższych wysokościach daje barwę zieloną (najczęściej widoczną), a na wyższych czerwoną. Azot odpowiada za barwy fioletowe i niebieskie. Tej nocy parametry wiatru słonecznego były na tyle ekstremalne, że „owale zorzowe” rozszerzyły się daleko na południe, obejmując swoim zasięgiem nie tylko Polskę, ale także Niemcy, Austrię czy Szwajcarię.

Co dalej z cyklem słonecznym?

To wydarzenie wpisuje się w okres wzmożonej aktywności słonecznej. Nasza dzienna gwiazda cyklicznie przechodzi przez fazy spokoju i burz, a obecne maksimum cyklu dostarcza nam wrażeń, na jakie czekaliśmy latami. Obserwatorzy nieba powinni zatem zachować czujność. Choć trudno przewidzieć, czy kolejna noc przyniesie powtórkę z rozrywki o podobnej skali, to pewne jest, że Słońce nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Warto mieć pod ręką aplikacje monitorujące parametry kosmicznej pogody i, gdy tylko wskaźniki poszybują w górę, spojrzeć w niebo – być może historia napisze kolejny rozdział szybciej, niż się spodziewamy.

Udostępnij