Kwestia ograniczenia handlu w siódmy dzień tygodnia od lat pozostaje jednym z najbardziej polaryzujących tematów w polskiej debacie publicznej. To, co miało być prostą regulacją wspierającą pracowników, przekształciło się w skomplikowany system wyjątków, luk prawnych i corocznych pytań o to, kiedy właściwie możemy udać się do sklepu. Rok 2026 nie przynosi rewolucji, której oczekiwała część liberalnego elektoratu, ale wprowadza istotne korekty w kalendarzu, wynikające z układu świąt. Dla branży retail i konsumentów, którzy śledzą najnowsze analizy gospodarcze, zrozumienie tego harmonogramu jest kluczowe dla planowania zarówno budżetów domowych, jak i strategii sprzedaży.
Ograniczenie handlu w niedziele, wprowadzone stopniowo od marca 2018 roku, na stałe zmieniło krajobraz polskich miast i nawyki zakupowe społeczeństwa. Początkowo zakładano, że Polacy szybko przyzwyczają się do robienia zakupów w piątki i soboty, a niedziele staną się czasem rekreacji. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej złożona. Zamiast prostego przesunięcia popytu, rynek zareagował dynamicznym rozwojem sektora e-commerce, stacji benzynowych pełniących funkcje delikatesów oraz małych sklepów działających na zasadzie franczyzy, gdzie za ladą staje właściciel. W 2026 roku te trendy nie tylko się utrwalają, ale wręcz ewoluują w odpowiedzi na sztywny gorset przepisów, który wciąż obowiązuje mimo licznych zapowiedzi politycznych o jego poluzowaniu.
Sztywny kalendarz a ruchome święta
Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni precyzyjnie określa, kiedy sklepy wielkopowierzchniowe mogą otworzyć swoje drzwi dla klientów. Zgodnie z obowiązującym stanem prawnym, w roku kalendarzowym występuje siedem takich dni. Są to: kolejne dwie niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia, niedziela bezpośrednio poprzedzająca pierwszy dzień Wielkiej Nocy oraz ostatnie niedziele stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia. Wydaje się to proste, jednak układ kalendarza gregoriańskiego sprawia, że w każdym roku daty te wypadają w innej konfiguracji, co rodzi nieporozumienia.
W 2026 roku sytuacja jest o tyle specyficzna, że układ dni świątecznych wymusza pewne przesunięcia, które mogą zaskoczyć konsumentów przyzwyczajonych do rutyny z lat poprzednich. Kluczowym momentem jest okres przedświąteczny w grudniu. Zgodnie z przepisami, handel dozwolony jest w dwie niedziele poprzedzające Boże Narodzenie. W 2026 roku Wigilia (24 grudnia) wypada w czwartek. Oznacza to, że niedziele handlowe przypadną na 13 i 20 grudnia. Jest to układ korzystny dla handlowców, dający dwa pełne weekendy sprzedażowe tuż przed szczytem zakupowym, w przeciwieństwie do lat, gdy Wigilia wypada w niedzielę, co drastycznie skraca czas pracy sklepów.
Oprócz grudnia, konsumenci będą mogli zrobić zakupy w następujące dni:
- 25 stycznia 2026 – ostatnia niedziela stycznia, tradycyjnie związana z okresem wyprzedaży zimowych.
- 29 marca 2026 – niedziela bezpośrednio poprzedzająca Wielkanoc (Wielkanoc w 2026 roku wypada 5 kwietnia).
- 26 kwietnia 2026 – ostatnia niedziela kwietnia, często zbiegająca się z przygotowaniami do majówki.
- 28 czerwca 2026 – ostatnia niedziela czerwca, początek sezonu wakacyjnego i wyprzedaży letnich.
- 30 sierpnia 2026 – ostatnia niedziela sierpnia, kluczowy moment dla branży w kontekście powrotu do szkoły („Back to School”).
Polityczne obietnice kontra rzeczywistość prawna
Temat przywrócenia handlu w niedziele był jednym z gorących postulatów kampanijnych w ostatnich cyklach wyborczych. Przedsiębiorcy i organizacje zrzeszające pracodawców argumentowali, że zakaz uderza w polską gospodarkę, ogranicza wolność wyboru konsumentów i prowadzi do marnowania żywności. Z drugiej strony, związki zawodowe, z „Solidarnością” na czele, twardo broniły status quo, wskazując na prawo pracowników handlu do wypoczynku i spędzania czasu z rodziną. W 2026 roku wciąż tkwimy w legislacyjnym klinczu. Mimo że w przestrzeni publicznej pojawiały się projekty zakładające np. dwie niedziele handlowe w miesiącu w zamian za wyższe wynagrodzenie (np. 200% stawki), żaden z nich nie zyskał wystarczającego poparcia, by zmienić ustawę fundamentalnie.
Jak informuje w swoim raporcie serwis Interia Biznes, ostateczny kształt kalendarza na 2026 rok wynika z braku nowelizacji przepisów, co oznacza utrzymanie dotychczasowego, restrykcyjnego modelu siedmiu niedziel. Jest to wiadomość, która stabilizuje sytuację planistyczną dla dużych sieci handlowych, ale jednocześnie rozczarowuje część branży liczącej na liberalizację. Brak zmian oznacza, że Polska pozostaje jednym z krajów o najbardziej restrykcyjnych przepisach dotyczących handlu w Europie, co wciąż budzi kontrowersje w kontekście swobody działalności gospodarczej.
Ewolucja nawyków konsumenckich: Efekt soboty i e-commerce
Osiem lat funkcjonowania zakazu handlu (licząc do 2026 roku) trwale przebudowało zwyczaje zakupowe Polaków. Sobota stała się „nową niedzielą” handlu. To w ten dzień sieci dyskontowe notują rekordowe obroty, a parkingi przed centrami handlowymi pękają w szwach. Zjawisko to ma swoje negatywne konsekwencje – kumulacja ruchu w soboty prowadzi do przeciążenia infrastruktury, dłuższego czasu oczekiwania w kolejkach i większego stresu zarówno dla klientów, jak i pracowników, którzy muszą obsłużyć zwiększony wolumen sprzedaży w krótszym czasie.
Równolegle obserwujemy niesłabnący wzrost znaczenia handlu internetowego. Niedziela niehandlowa stała się dniem „window shoppingu” w sieci. Polacy, nie mogąc udać się do galerii stacjonarnej, masowo przeglądają oferty sklepów online. Platformy e-commerce doskonale wykorzystują ten trend, oferując w niedziele darmowe dostawy czy specjalne promocje typu „Sunday Sale”. W 2026 roku granica między offlinem a onlinem zaciera się jeszcze bardziej dzięki modelowi click & collect oraz automatyzacji dostaw. Paczkomaty i punkty odbioru, działające 24/7, stały się protezą dostępności handlu w dni objęte zakazem.
Małe sklepy i luka „na placówkę pocztową”
Choć ustawa miała wspierać małe, rodzinne sklepy, rzeczywistość rynkowa okazała się brutalna. Wiele małych placówek upadło, nie wytrzymując konkurencji z dyskontami, które agresywnie walczą o klienta ceną i promocjami od czwartku do soboty. Ci, którzy przetrwali, często korzystają z wyłączeń ustawowych. Najsłynniejszym wyjątkiem była metoda „na placówkę pocztową”, która pozwalała otwierać sklepy świadczące usługi pocztowe. Choć ustawa została uszczelniona (wymóg wykazania odpowiedniego procentu przychodów z usług przeważających), kreatywność przedsiębiorców nie zna granic. W 2026 roku obserwujemy wykorzystywanie innych wyłączeń, np. związanych z placówkami kulturalnymi, dworcami czy stacjami paliw, które systematycznie rozszerzają swój asortyment o artykuły spożywcze, chemię gospodarczą, a nawet odzież.
Sklepy typu convenience, takie jak Żabka, stały się beneficjentami systemu, operując na granicy przepisów lub w pełni legalnie wykorzystując status franczyzobiorcy działającego we własnym imieniu. Dla konsumenta oznacza to, że w „zakazaną” niedzielę wciąż może zrobić podstawowe zakupy, ale często po znacznie wyższych cenach niż w dyskoncie. Tworzy to specyficzną nierówność rynkową, gdzie duże, zagraniczne sieci hipermarketów są zamknięte, a mniejsze podmioty (często również będące częścią wielkich grup kapitałowych) notują zyski.
Perspektywa pracownicza: Czas wolny a zarobki
Dyskusja o niedzielach handlowych nie może pomijać aspektu pracowniczego. Dla wielu osób zatrudnionych w handlu, wolne niedziele to gwarancja odpoczynku i możliwość spędzenia czasu z rodziną. Badania opinii publicznej wskazują, że większość pracowników sektora retail nie chce powrotu do pełnego handlu w niedziele. Argument ten jest silnie podnoszony przez związki zawodowe.
Jednak w 2026 roku, w obliczu rosnących kosztów życia i inflacji, pojawia się coraz głośniejsza grupa pracowników (zwłaszcza studentów i osób pracujących dorywczo), dla których niedziela była dniem, w którym mogli dorobić. Brak możliwości pracy w ten dzień ogranicza ich dyspozycyjność i potencjalne zarobki. W odpowiedzi na to, część ekspertów rynku pracy sugeruje wprowadzenie modelu dobrowolności pracy w niedziele ze znacznie wyższą stawką godzinową. Takie rozwiązanie wciąż jednak pozostaje w sferze teorii, a obowiązujące prawo sztywno narzuca zakaz.
Wpływ na centra handlowe i gastronomię
Niedziele niehandlowe odcisnęły piętno na funkcjonowaniu galerii handlowych. Obiekty te musiały zredefiniować swoją funkcję. Z miejsc typowo handlowych przekształcają się w centra rozrywki i gastronomii. Kina, siłownie, kręgielnie i strefy food court mogą być otwarte w niedziele niehandlowe, co sprawia, że galerie nie pustoszeją całkowicie, ale ich obroty są nieporównywalnie niższe niż w dni handlowe.
W 2026 roku widać wyraźnie, że najemcy z sektora modowego czy AGD/RTV muszą wypracować tygodniowe cele sprzedażowe w sześć dni. Wymusza to intensyfikację działań marketingowych w tygodniu. Z kolei gastronomia zlokalizowana w galeriach często cierpi rykoszetem – klienci, nie mogąc zrobić zakupów, rzadziej wybierają się do galerii tylko na obiad, preferując restauracje „na mieście” lub zamawianie jedzenia do domu.
Co dalej z zakazem?
Patrząc na kalendarz niedziel handlowych w 2026 roku, widzimy system, który okrzepł, ale wciąż jest źródłem frustracji dla wielu grup interesu. Polityczny klincz sprawia, że radykalne zmiany są mało prawdopodobne w krótkim terminie, chyba że nastąpi gwałtowne załamanie gospodarcze wymuszające stymulację konsumpcji. Na ten moment konsumenci muszą uzbroić się w kalendarze i planować większe zakupy z wyprzedzeniem, pamiętając, że w Polsce niedziela w galerii handlowej to wciąż luksus dostępny tylko siedem razy w roku. Czy w przyszłości doczekamy się kompromisu w postaci np. handlu do godziny 14:00 lub uwolnienia dwóch niedziel w miesiącu? Czas i wskaźniki ekonomiczne pokażą.