Nieproszony gość z kosmosu: 11-tonowy fragment chińskiej rakiety nad Europą. POLSA monitoruje sytuację

Polska Agencja Kosmiczna (POLSA) ostrzega przed niekontrolowanym wejściem w atmosferę ważącego 11 ton korpusu chińskiej rakiety ZQ-3 R/B. Obiekt może przelecieć nad Polską między 29 a 30 stycznia 2026 roku, stwarzając potencjalne, choć minimalne zagrożenie.

Nieproszony gość z kosmosu: 11-tonowy fragment chińskiej rakiety nad Europą. POLSA monitoruje sytuację

Niebo nad Polską ponownie stało się przedmiotem zainteresowania ekspertów od bezpieczeństwa kosmicznego. Tym razem powodem nie są jednak zjawiska astronomiczne, a technologia „made in China”, która wymknęła się spod kontroli. Polska Agencja Kosmiczna (POLSA) wydała oficjalny komunikat dotyczący korpusu rakiety ZQ-3 R/B. Czy mamy powody do obaw?

Scenariusz brzmi jak wstęp do filmu katastroficznego, jednak jest to chłodna rzeczywistość, z którą muszą mierzyć się agencje kosmiczne na całym świecie. Potężny, ważący około 11 000 kilogramów obiekt, pędzi w kierunku Ziemi z prędkością tysięcy kilometrów na godzinę. Nie jest to meteoryt, lecz pozostałość po ludzkich ambicjach podboju kosmosu – górny stopień chińskiej rakiety nośnej Zhuque-3. Jeśli szukasz rzetelnych informacji i najnowszych wiadomości ze świata technologii i bezpieczeństwa, warto śledzić bieżące komunikaty, ponieważ sytuacja na orbicie zmienia się dynamicznie.

Anatomia zagrożenia: Czym jest obiekt ZQ-3 R/B?

Aby zrozumieć skalę wyzwania, przed którym stoją systemy monitorowania przestrzeni kosmicznej, musimy przyjrzeć się bliżej samemu obiektowi. ZQ-3 R/B to element rakiety Zhuque-3, która została wystrzelona z centrum startowego Jiuquan w Chinach na początku grudnia 2025 roku (dokładnie 3 grudnia). Producentem rakiety jest prywatna chińska firma LandSpace, która intensywnie rozwija technologie napędowe oparte na metanie i ciekłym tlenie.

Ważący 11 ton korpus nie jest małym odłamkiem, który niezauważenie spłonie w górnych warstwach atmosfery. To masywna struktura metalowa, która – w przeciwieństwie do nowoczesnych zachodnich odpowiedników – nie została wyposażona w system kontrolowanej deorbitacji. Oznacza to, że po wyniesieniu ładunku na orbitę, stopień ten został pozostawiony samemu sobie, stopniowo tracąc wysokość w wyniku tarcia o szczątkową atmosferę. Teraz, po niespełna dwóch miesiącach dryfowania, grawitacja Ziemi upomina się o swoją własność.

Alarm POLSA: Kluczowe daty i trajektoria
Alarm POLSA: Kluczowe daty i trajektoria

Eksperci zwracają uwagę na fakt, że tak duża masa obiektu znacznie zwiększa ryzyko przetrwania niektórych jego elementów podczas procesu re-entry (ponownego wejścia w atmosferę). Silniki, zbiorniki ciśnieniowe czy elementy konstrukcyjne wykonane z tytanu lub stali nierdzewnej mogą nie ulec całkowitemu spaleniu i dotrzeć do powierzchni planety jako śmiercionośne pociski.

Alarm POLSA: Kluczowe daty i trajektoria

Polska Agencja Kosmiczna, pełniąca rolę strażnika polskiego nieba w kontekście zagrożeń orbitalnych, nie bagatelizuje sprawy. W swoim najnowszym komunikacie agencja precyzyjnie określiła ramy czasowe, w których może dojść do incydentu.

Według danych analitycznych, okno niepewności – czyli czas, w którym spodziewane jest wejście obiektu w gęste warstwy atmosfery – rozpoczyna się 29 stycznia 2026 roku o godzinie 18:03 czasu UTC i trwa aż do 30 stycznia 2026 roku do godziny 20:17 czasu UTC. To ponad 26-godzinny okres, w którym służby na całym świecie będą w stanie najwyższej gotowości.

Dlaczego Polska znalazła się w strefie zainteresowania? Wszystko rozbija się o parametry orbitalne. Nachylenie orbity (inklinacja) obiektu wynosi 56,94 stopnia. W praktyce oznacza to, że rakieta przelatuje nad regionami położonymi pomiędzy 57 stopniem szerokości geograficznej północnej a 57 stopniem szerokości południowej. Polska, leżąca w całości w tym zakresie, znajduje się bezpośrednio pod trasą przelotu.

Jak informuje Business Insider, Polska Agencja Kosmiczna podkreśla, że choć trajektoria lotu przebiega nad naszym krajem, a także nad znaczną częścią Europy, nie jest to równoznaczne z pewnością uderzenia. To kluczowe rozróżnienie, które często umyka w sensacyjnych nagłówkach. Przelot nad terytorium a punkt upadku to dwie różne kwestie, determinowane przez moment, w którym atmosfera ostatecznie wyhamuje obiekt.

Fizyka upadku: Co dzieje się z rakietą w atmosferze?

Proces niekontrolowanego wejścia w atmosferę to spektakularne i chaotyczne zjawisko fizyczne. Gdy obiekt o masie 11 ton wchodzi w gęste warstwy powietrza z prędkością orbitalną (około 28 000 km/h), przed jego czołem powstaje fala uderzeniowa. Powietrze ulega tak silnemu sprężeniu, że zmienia się w plazmę o temperaturze tysięcy stopni Celsjusza.

Większość konstrukcji aluminiowych topi się i paruje niemal natychmiast. Jednak rakieta to nie tylko poszycie. Elementy silnika, turbopompy czy wręgi wzmacniające są znacznie bardziej odporne termicznie. Szacuje się, że w przypadku obiektów tej wielkości, od 20% do nawet 40% masy początkowej może przetrwać „piekło” wejścia w atmosferę i uderzyć w ziemię lub wodę. W przypadku ZQ-3 mówimy więc o potencjalnych 2-4 tonach złomu spadającego z nieba.

Problem z przewidzeniem dokładnego miejsca upadku wynika z nieprzewidywalności zachowania się obiektu. Koziołkująca rakieta zmienia swój opór aerodynamiczny w sposób chaotyczny. Zmiana orientacji o kilka stopni może przesunąć punkt upadku o setki, a nawet tysiące kilometrów wzdłuż trajektorii. Dlatego właśnie POLSA i inne agencje (jak EU SST – European Space Surveillance and Tracking) podają tak szerokie okna czasowe.

Dlaczego Chiny wciąż to robią? Problem „kosmicznych śmieci”

Sytuacja z rakietą Zhuque-3 nie jest odosobnionym przypadkiem, a raczej elementem szerszego, niepokojącego trendu w chińskim programie kosmicznym. W przeciwieństwie do NASA czy ESA, które starają się projektować swoje misje tak, aby zużyte stopnie rakiet wpadały w kontrolowany sposób do „Cmentarzyska Kosmicznego” w południowym Pacyfiku (Punkt Nemo), chińskie rakiety często pozostawiane są na orbitach, które wymuszają niekontrolowany powrót.

Podobne incydenty miały miejsce w przeszłości z potężnymi rakietami Długi Marsz 5B, których szczątki spadały m.in. na wioski w Wybrzeżu Kości Słoniowej czy do Oceanu Indyjskiego w pobliżu Malediwów. Społeczność międzynarodowa, w tym administratorzy NASA, wielokrotnie krytykowała Chiny za brak transparentności i nienależytą dbałość o standardy bezpieczeństwa.

Firma LandSpace, jako podmiot komercyjny, teoretycznie powinna dążyć do wyższych standardów, jednak priorytetem w wyścigu kosmicznym „Nowej Ery” wciąż pozostaje skuteczne wyniesienie ładunku, a kwestia „sprzątania” po sobie schodzi na dalszy plan. Incydent z ZQ-3 R/B pokazuje, że problem ten dotyczy nie tylko państwowych gigantów, ale również rosnącego sektora prywatnego w Państwie Środka.

Rola POLSA i systemów wczesnego ostrzegania

W obliczu takich zagrożeń, rola instytucji takich jak Polska Agencja Kosmiczna staje się kluczowa dla bezpieczeństwa narodowego. Centrum Operacyjne POLSA nie działa w próżni. Jest częścią europejskiego konsorcjum EU SST, które zrzesza agencje z wielu krajów, dzieląc się danymi z radarów i teleskopów optycznych.

Monitorowanie obiektu ZQ-3 trwa nieprzerwanie od momentu jego startu w grudniu. Dzięki temu eksperci mogą na bieżąco korygować prognozy. Warto zauważyć, że POLSA nie tylko „obserwuje”, ale ma również wypracowane procedury alarmowe dla Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) oraz służb ratunkowych. Choć prawdopodobieństwo upadku na teren zabudowany w Polsce jest określane jako „ułamek procenta”, procedura musi zadziałać perfekcyjnie w każdym przypadku.

Współczesne systemy SSA (Space Situational Awareness) pozwalają na śledzenie obiektów wielkości piłki tenisowej. 11-tonowa rakieta jest na radarach „wielka jak stodoła”, co pozwala na precyzyjne określenie jej pozycji, ale – jak wspomniano wcześniej – nie na dokładne przewidzenie momentu jej zniszczenia w atmosferze z dużym wyprzedzeniem. Dopiero na kilka godzin przed wejściem, margines błędu zmniejsza się do poziomu pozwalającego na wydanie konkretnych ostrzeżeń dla danego regionu.

Czy powinniśmy się bać? Analiza ryzyka

POLSA w swoim komunikacie wyraźnie zaznacza: sytuacja jest monitorowana, a ryzyko dla ludności pozostaje minimalne. Statystyka jest tutaj naszym sprzymierzeńcem. Ziemia w 71% pokryta jest wodą. Z pozostałych 29% lądu, ogromna część to pustynie, góry, lasy i tereny niezamieszkane. Prawdopodobieństwo, że szczątki uderzą w konkretnego człowieka, jest astronomicznie małe – szacuje się je na jeden do kilku bilionów.

Niemniej jednak, historia zna przypadki uszkodzeń mienia. W kontekście prawnym, odpowiedzialność za wszelkie szkody wyrządzone na powierzchni Ziemi przez obiekt kosmiczny ponosi państwo wypuszczające (zgodnie z Konwencją o międzynarodowej odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez obiekty kosmiczne z 1972 roku). W tym przypadku – Chińska Republika Ludowa. Jednakże, dochodzenie roszczeń w takich sytuacjach bywa skomplikowaną batalią dyplomatyczną.

Z perspektywy zwykłego obywatela, obecny alarm nie powinien być powodem do paniki, lecz raczej przypomnieniem o tym, jak zatłoczona staje się przestrzeń nad naszymi głowami. Wydarzenia zaplanowane na 29 i 30 stycznia 2026 roku będą testem sprawności przepływu informacji między służbami a społeczeństwem.

Co robić w przypadku zaobserwowania zjawiska?

Jeśli wejście w atmosferę nastąpi w nocy nad Polską, będzie to widoczne jako jasny, wolno przemieszczający się bolid, który może rozpadać się na mniejsze fragmenty, ciągnąc za sobą świetliste ogony. W odróżnieniu od spadających gwiazd, zjawisko to trwa znacznie dłużej – od kilkudziesięciu sekund do nawet minuty.

Eksperci zalecają:

  1. Nie zbliżać się: Jeśli jakiekolwiek fragmenty spadną na ziemię, nie wolno ich dotykać. Mogą być one skażone toksycznymi resztkami paliwa rakietowego (choć w przypadku Zhuque-3 napędzanego metanem ryzyko chemiczne jest mniejsze niż przy hydrazynie, wciąż mogą występować inne substancje niebezpieczne).
  2. Zgłosić: O każdym podejrzanym znalezisku należy natychmiast powiadomić policję lub straż pożarną, podając dokładną lokalizację.
  3. Dokumentować: Jeśli warunki są bezpieczne, nagranie wideo lub zdjęcie zjawiska może być cennym materiałem badawczym dla POLSA, pomagającym w analizie trajektorii.

Nadchodzące godziny będą kluczowe dla ustalenia ostatecznego miejsca spoczynku chińskiej rakiety. Czy będzie to Pacyfik, Syberia, czy może jednak – wbrew statystyce – Stary Kontynent? Służby pozostają w gotowości, a my możemy jedynie spoglądać w niebo, mając nadzieję, że jedynym efektem tego incydentu będą spektakularne, ale bezpieczne fajerwerki w górnych warstwach atmosfery.

Udostępnij