Miało być rutynowe otwarcie turnieju dla jednego z faworytów, a skończyło się na dramatycznej walce o przetrwanie. Hubert Hurkacz, rozpoczynając swoją kampanię w tegorocznym Australian Open, zafundował kibicom pełen wachlarz emocji – od niedowierzania i lęku, po ulgę. Jak donosi redakcja topflop.pl, starcie z kwalifikantem Zizou Bergsem okazało się jednym z najtrudniejszych testów charakteru dla polskiego tenisisty w ostatnim czasie.
Zimny prysznic w australijskim słońcu
Początek spotkania był dla fanów znad Wisły prawdziwym szokiem. Hubert Hurkacz, rozstawiony z „dziewiątką”, wydawał się na korcie zupełnie nieobecny. Jego ruchy były ociężałe, słynny serwis nie funkcjonował, a proste błędy z forhendu mnożyły się w zastraszającym tempie. Sytuację potęgował niemiłosierny upał panujący tego dnia w Melbourne, który wyraźnie nie sprzyjał wrocławianinowi.
Zizou Bergs, belgijski kwalifikant niemający w tym meczu nic do stracenia, doskonale wyczuł słabość rywala. Grał bez presji, agresywnie i skutecznie, wykorzystując każdą chwilę zawahania Polaka. Belg błyskawicznie przełamał serwis Hurkacza i utrzymał przewagę do końca pierwszego seta, wygrywając go 6:4. Widmo sensacyjnej porażki już w pierwszej rundzie Wielkiego Szlema stało się niezwykle realne.
Punkt zwrotny i interwencja pogody
Druga partia początkowo kontynuowała ten niepokojący trend. Hurkacz wciąż nie mógł odnaleźć swojego rytmu, a Bergs, niesiony udanym otwarciem, naciskał coraz mocniej. Wtedy jednak do gry wkroczyły czynniki zewnętrzne. Ekstremalne temperatury zmusiły organizatorów do przerwania meczu. Ta wymuszona pauza okazała się dla polskiego tenisisty zbawienna.
Po powrocie na kort zobaczyliśmy zupełnie innego zawodnika. Hurkacz zaczął lepiej się poruszać, wróciła precyzja uderzeń, a przede wszystkim w jego oczach pojawiła się wiara w możliwość odwrócenia losów spotkania. Choć w drugim secie walka wciąż była niezwykle wyrównana, to Polak w decydujących momentach zachował zimną krew, wyszarpując zwycięstwo 7:5. Jak relacjonuje Przegląd Sportowy Onet, ten moment ostatecznie podciął skrzydła ambitnemu Belgowi, który wcześniej rozgrywał być może mecz życia.
Dominacja faworyta w decydujących odsłonach
Wygranie drugiego seta było momentem przełomowym, po którym z Berga uszło powietrze. Kwalifikant zaczął gasnąć fizycznie, podczas gdy Hurkacz z każdym gemem nabierał wiatru w żagle. Trzeci set był już demonstracją siły dziewiątej rakiety świata i zakończył się szybkim 6:1. Czwarta partia okazała się formalnością – Hurkacz kontrolował przebieg wydarzeń, pieczętując awans wynikiem 6:3.
Mimo pozytywnego finału, styl zwycięstwa pozostawia wiele pytań dotyczących aktualnej dyspozycji Huberta Hurkacza na progu pierwszego turnieju wielkoszlemowego w sezonie. Najważniejszy jest jednak awans do drugiej rundy, gdzie poprzeczka z pewnością zostanie zawieszona jeszcze wyżej. Polak nie ma wiele czasu na regenerację po tym wyczerpującym otwarciu.