Prognoza inflacji na 2026 rok: Adam Glapiński ostrzega, że złote czasy gospodarki nie potrwają wiecznie

Polska gospodarka znajduje się w unikalnym momencie: wysoki wzrost gospodarczy spotyka się z niską inflacją. Prezes NBP ostrzega jednak, że ten rzadki stan nie potrwa wiecznie.

Prognoza inflacji na 2026 rok: Adam Glapiński ostrzega, że złote czasy gospodarki nie potrwają wiecznie

Polska gospodarka znalazła się w niezwykle interesującym i z historycznego punktu widzenia rzadkim momencie cyklu koniunkturalnego. Obserwujemy zjawisko, w którym dynamicznemu wzrostowi gospodarczemu towarzyszy stabilizacja cen na poziomach niewidzianych od lat. Zrozumienie tych procesów wymaga wnikliwej analizy mechanizmów makroekonomicznych, którą konsekwentnie staramy się dostarczać na portalu TopFlop.pl, śledząc najważniejsze decyzje monetarne i fiskalne kształtujące nasz portfel. We wtorek, 24 lutego 2026 roku, podczas prestiżowego Forum Bankowego w Warszawie, głos w tej sprawie zabrał prezes Narodowego Banku Polskiego. Jak informuje portal Next.Gazeta.pl w swoim najnowszym raporcie o prognozach ekonomicznych, Adam Glapiński przedstawił kluczowe założenia marcowej projekcji NBP. Z danych tych wyłania się obraz gospodarki o silnych fundamentach, ale jednocześnie pojawia się wyraźne ostrzeżenie przed hurraoptymizmem.

„Złotowłosa gospodarka”: Niska inflacja w parze z wysokim wzrostem PKB

Kluczowym punktem wystąpienia prezesa NBP było zestawienie dwóch najważniejszych wskaźników makroekonomicznych: inflacji konsumenckiej (CPI) oraz dynamiki Produktu Krajowego Brutto (PKB). Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), tzw. szybki odczyt inflacji za styczeń 2026 roku wyniósł zaledwie 2,2 proc. w ujęciu rocznym. Oznacza to, że ceny towarów i usług rosną w tempie, które nie tylko jest bezpieczne dla oszczędności Polaków, ale wręcz znajduje się poniżej środka celu inflacyjnego wyznaczonego przez bank centralny (przypomnijmy, że cel ten wynosi 2,5 proc. z dopuszczalnym przedziałem odchyleń +/- 1 punkt procentowy). Od ponad pół roku wskaźnik ten bezpiecznie kotwiczy w wyznaczonych widełkach. Aby w pełni docenić ten stan rzeczy, należy spojrzeć na niego z szerszej perspektywy historycznej. Zaledwie trzy lata temu, na przełomie 2022 i 2023 roku, polska gospodarka zmagała się z potężnym szokiem cenowym, a inflacja przekraczała dramatyczny poziom 18 proc. Walka z tak gigantyczną utratą wartości pieniądza wymagała drastycznych kroków ze strony Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Dzisiaj sytuacja diametralnie się zmieniła.

Co więcej, stabilizacji cen towarzyszy bardzo wysoki, jak na europejskie warunki, wzrost gospodarczy. Dynamika PKB sięga obecnie 4 proc. W klasycznej ekonomii, opartej m.in. na krzywej Phillipsa, uważa się, że istnieje odwrotna zależność między bezrobociem (i stymulowaniem wzrostu) a inflacją. Zazwyczaj silnie rozpędzona gospodarka, w której konsumenci chętnie wydają pieniądze, generuje presję popytową, co nieuchronnie prowadzi do wzrostu cen. Sytuacja, w której notujemy niemal 4-procentowy wzrost PKB przy inflacji rzędu 2,2 proc., jest stanem nazywanym przez anglosaskich ekonomistów „Goldilocks economy” – gospodarką, która nie jest ani zbyt gorąca (nie generuje wysokiej inflacji), ani zbyt zimna (nie grozi jej recesja).

Ostrzeżenie NBP: Dlaczego ten stan nie będzie trwać wiecznie?

Mimo ewidentnego sukcesu, prezes Adam Glapiński w swoim przemówieniu wyraźnie zaznaczył, że „mamy wysoki wzrost i niską inflację, co jest rzadkim zjawiskiem występującym jednocześnie i nie będzie trwać wiecznie”. To zdanie stanowi trzon analityczny najnowszych przewidywań banku centralnego. Dlaczego zatem inflacja może wzrosnąć w drugiej połowie roku i z czego wynikają te obawy?

Po pierwsze, należy wziąć pod uwagę efekt bazy statystycznej. Obecne niskie odczyty inflacji są po części wynikiem porównywania dzisiejszych cen z wciąż relatywnie wysokim poziomem cen z początku zeszłego roku. W miarę upływu miesięcy ten statystyczny parasol ochronny przestanie działać. Po drugie, polska gospodarka jest silnie napędzana przez konsumpcję wewnętrzną, stymulowaną przez realny wzrost wynagrodzeń (płace rosną szybciej niż ceny) oraz programy socjalne. Jeśli konsumenci zaczną w jeszcze większym stopniu realizować odłożony popyt, sprzedawcy mogą ponownie zacząć podnosić marże.

Trzecim kluczowym czynnikiem jest rynek pracy. Bezrobocie w Polsce pozostaje na historycznie niskich poziomach, co oznacza, że firmy borykają się z brakiem rąk do pracy. Aby przyciągnąć wykwalifikowanych specjalistów, pracodawcy zmuszeni są do podnoszenia pensji. Ten wzrost kosztów pracy dla przedsiębiorstw w długim terminie musi zostać przełożony na końcowe ceny produktów i usług. Dlatego NBP bacznie obserwuje tzw. inflację bazową (wskaźnik po wyłączeniu cen żywności i energii, które są najbardziej podatne na szoki zewnętrzne). Jeśli presja płacowa nie osłabnie, inflacja bazowa może okazać się lepka i trudna do sprowadzenia trwale w okolice 2 proc.

Polityka pieniężna w 2026 roku: Przestrzeń do kolejnych obniżek stóp?

Znaczną część swojego wystąpienia na Forum Bankowym prof. Glapiński poświęcił ocenie dotychczasowych działań Rady Polityki Pieniężnej, przypisując właściwej polityce monetarnej kluczową rolę w ustabilizowaniu sytuacji makroekonomicznej. Warto przypomnieć, że rok 2025 upłynął pod znakiem wyraźnego luzowania polityki kredytowej. RPP dokonała serii obniżek, ścinając główną stopę referencyjną NBP łącznie o 175 punktów bazowych (1,75 pkt proc.). W efekcie, na koniec ubiegłego roku stopa ta uplasowała się na poziomie 4,00 proc.

Obniżki te miały kolosalne znaczenie dla gospodarki. Zmniejszenie kosztu pieniądza na rynku międzybankowym bezpośrednio przełożyło się na spadek rat kredytów hipotecznych i konsumenckich, co ulżyło budżetom domowym milionów Polaków. Ponadto tańszy kredyt inwestycyjny zachęcił przedsiębiorstwa do wznawiania zamrożonych projektów rozwojowych.

Pytanie, które obecnie zadają sobie wszyscy analitycy rynkowi, brzmi: czy RPP zdecyduje się na kolejne cięcia w 2026 roku? Z jednej strony, wstępny odczyt inflacji na poziomie 2,2 proc. daje Radzie teoretyczną przestrzeń do dalszego łagodzenia polityki. Z drugiej jednak strony, przywoływane wcześniej słowa prezesa NBP o nietrwałości obecnego idealnego stanu rzeczy sugerują dużą ostrożność. Marcowa projekcja inflacyjna – najważniejszy dokument analityczny przygotowywany przez ekspertów banku centralnego – pokaże dokładną trajektorię cen na kolejne kwartały. Jeśli z modeli ekonometrycznych wyniknie ryzyko odbicia inflacji pod koniec 2026 roku w kierunku 3,5 – 4 proc. w wyniku odbicia inwestycji publicznych i silnej konsumpcji, RPP najprawdopodobniej przyjmie postawę „wait and see” (czekaj i obserwuj), utrzymując stopy procentowe na obecnym poziomie przez dłuższą część roku.

Konsumpcja pod lupą: Co mówią dane o sprzedaży detalicznej?

Analizując potencjał do wzrostu cen, nie można pominąć twardych danych z realnej gospodarki, a w szczególności wskaźników dotyczących sprzedaży detalicznej. Zgodnie z informacjami przytoczonymi w raportach powiązanych ze styczniowym odczytem inflacji, sprzedaż detaliczna w Polsce w ujęciu rok do roku (styczeń 2026 do stycznia 2025) wzrosła o 4,4 proc. Oznacza to, że Polacy kupują więcej dóbr niż dwanaście miesięcy wcześniej, co jest ewidentnym sygnałem powrotu zaufania konsumenckiego i poprawy siły nabywczej.

Jednakże statystyki te kryją w sobie pewien haczyk, na który ekonomiści zwracają szczególną uwagę. Porównując styczeń 2026 do grudnia 2025, odnotowano spadek sprzedaży detalicznej aż o 17,8 proc. Tak drastyczne tąpnięcie miesiąc do miesiąca jest zjawiskiem o charakterze ściśle sezonowym. Grudzień tradycyjnie jest miesiącem największych żniw dla handlu z powodu Świąt Bożego Narodzenia i związanej z nimi gorączki zakupowej. Styczeń przynosi naturalne ochłodzenie nastrojów, wyprzedaże magazynowe i ograniczanie wydatków przez gospodarstwa domowe, które muszą zbilansować swoje budżety po świątecznych ekscesach.

Dlatego też, dla banku centralnego oceniającego presję inflacyjną, znacznie ważniejszy jest stabilny wzrost w ujęciu rocznym. Utrzymująca się dodatnia dynamika sprzedaży na poziomie ponad 4 proc. potwierdza tezę, że głównym motorem polskiego PKB pozostaje konsument. Dopóki konsumpcja będzie rosła w sposób zrównoważony, nie przekraczając tempa wzrostu wydajności pracy, dopóty gospodarka powinna rozwijać się harmonijnie. Jeśli jednak napływ dodatkowych środków (np. z waloryzacji świadczeń społecznych czy uwolnienia potężnych funduszy europejskich z KPO w obszarze inwestycji publicznych) stworzy nagły nawis popytowy, równowaga ta może zostać zachwiana, realizując tym samym scenariusz, przed którym ostrzega prof. Glapiński.

Przed polską gospodarką rysuje się okres niezwykle ciekawej próby sił. Po bolesnym procesie dezinflacji, który kosztował rynek wiele wyrzeczeń i wymagał restrykcyjnej polityki pieniężnej, weszliśmy w fazę dynamicznego odbicia. Najbliższe miesiące pokażą, czy struktura tego wzrostu, oparta na potężnym filarze konsumpcji wewnętrznej oraz rosnących inwestycjach publicznych, zdoła utrzymać się w ryzach stabilności cenowej. Ujawnione prognozy na 2026 rok niosą ze sobą dużą dozę optymizmu, udowadniając rezyliencję krajowego rynku pracy i sektora przedsiębiorstw. Niemniej jednak zapowiedź prezesa NBP jest jasnym komunikatem dla rynków finansowych i kredytobiorców: czas taniego pieniądza i deflacyjnych marzeń jeszcze nie nadszedł, a utrzymanie obecnej, „złotowłosej” równowagi będzie wymagało od decydentów gospodarczych niemal aptekarskiej precyzji w zarządzaniu stopami procentowymi i polityką fiskalną państwa.

Udostępnij