SAFE a koreańskie pożyczki z czasów PiS: Gigantyczna przepaść w oprocentowaniu i polityczna burza wokół zbrojeń

Rząd planuje sfinansować zbrojenia z unijnego programu SAFE, co wywołuje polityczny spór. Analiza pokazuje drastyczne różnice w kosztach w porównaniu do koreańskich kredytów z czasów PiS.

SAFE a koreańskie pożyczki z czasów PiS: Gigantyczna przepaść w oprocentowaniu i polityczna burza wokół zbrojeń

Temat finansowania polskiej armii i modernizacji sił zbrojnych nie schodzi z nagłówków gazet i portali ekonomicznych. Jak wskazuje dogłębna analiza na portalu topflop.pl, kwestia tego, skąd i na jakich warunkach państwo polskie pozyskuje miliardy na zakup nowoczesnego sprzętu wojskowego, stała się osią jednego z najpoważniejszych sporów politycznych i ekonomicznych ostatnich miesięcy. W centrum tej niezwykle burzliwej debaty znalazł się unijny program SAFE, który ma stanowić potężny zastrzyk finansowy dla budżetu obronnego. Decyzje podejmowane dzisiaj będą miały fundamentalny wpływ na finanse publiczne przez najbliższe dziesięciolecia, obciążając lub odciążając przyszłe pokolenia podatników. Z jednej strony mamy do czynienia z propozycją rządu Donalda Tuska, opierającą się na tanim pieniądzu z Unii Europejskiej, z drugiej strony z wetem prezydenckim i dziedzictwem drogich pożyczek zaciąganych w Korei Południowej przez poprzednią ekipę rządzącą.

Polityczny pat na najwyższych szczeblach władzy

Sytuacja wokół unijnego instrumentu finansowego SAFE uległa drastycznemu zaostrzeniu, gdy do gry włączył się czynnik stricte polityczny. Z najnowszych doniesień jasno wynika, że Karol Nawrocki ogłosił kategoryczną decyzję o niepodpisywaniu ustawy dotyczącej unijnego programu SAFE. Taki ruch ze strony głowy państwa – lub osoby pełniącej kluczową rolę w procesie legislacyjnym na tym etapie – stanowi ogromne wyzwanie dla stabilności planowania budżetowego. Odrzucenie ustawy, która miała stanowić prawną i finansową ramę dla wielomiliardowych transferów, teoretycznie powinno zamrozić cały proces modernizacji lub zmusić Radę Ministrów do poszukiwania alternatywnych, z reguły znacznie droższych, źródeł finansowania na rynkach komercyjnych.

Jednakże reakcja rządu była natychmiastowa i niezwykle stanowcza. Premier Donald Tusk, nie zważając na zapowiedzi braku podpisu pod ustawą, zadeklarował, że i tak zamierza realizować założenia programu SAFE. Ta determinacja ze strony szefa rządu pokazuje, jak ogromną wagę koalicja rządząca przykłada do zmiany modelu finansowania zbrojeń. Realizacja tego planu mimo braku pełnego konsensusu na najwyższych szczeblach władzy państwowej oznacza, że prawnicy rządowi prawdopodobnie znaleźli ścieżki ominięcia tradycyjnego procesu ustawodawczego lub planują wdrożenie mechanizmów bezpośrednich. Taki dualizm w podejściu do strategicznego zadłużenia państwa wywołuje zrozumiały niepokój na rynkach, choć z punktu widzenia czystej arytmetyki finansowej, argumenty rządu wydają się mieć silne podstawy ekonomiczne.

Anatomia unijnego programu SAFE: Długoterminowa perspektywa

Aby zrozumieć, dlaczego rząd tak zdeterminowanie walczy o wdrożenie programu SAFE, należy bardzo dokładnie przyjrzeć się jego parametrom finansowym. Jak dokładnie informuje portal money.pl, warunki oferowane przez instytucje europejskie drastycznie różnią się od standardowych kredytów zaciąganych przez suwerenne państwa na rynkach komercyjnych. Program ten został skrojony na miarę potężnych, strategicznych inwestycji, które nie przynoszą natychmiastowego zwrotu kapitału, lecz budują długofalowe bezpieczeństwo państwa.

Kluczowym elementem unijnej propozycji jest czas spłaty. Zobowiązanie w ramach programu SAFE zostaje rozłożone na bezprecedensowy okres 45 lat. Taki horyzont czasowy sprawia, że roczne obciążenia dla budżetu państwa stają się znacznie łatwiejsze do udźwignięcia w perspektywie kolejnych dekad. Co więcej, program przewiduje niezwykle korzystny mechanizm dziesięcioletniej karencji. Oznacza to, że przez pierwszą dekadę od momentu uruchomienia środków, polski budżet państwa będzie zobowiązany do spłacania wyłącznie samych odsetek, bez konieczności naruszania kwoty głównej pożyczonego kapitału. Takie „wakacje kapitałowe” dają gospodarce ogromną przestrzeń na rozwój i adaptację, zanim nadejdzie czas faktycznego zwrotu pożyczonych miliardów.

Najważniejszym jednak parametrem, który definiuje atrakcyjność programu SAFE, jest jego oprocentowanie. Zgodnie z oficjalnymi danymi przedstawianymi przez Ministerstwo Finansów, w pierwszym roku funkcjonowania programu oprocentowanie to wyniesie zaledwie 3,17 procent. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że jest to oprocentowanie o charakterze zmiennym. W perspektywie kilkudziesięciu lat stawka ta będzie ulegać modyfikacjom w zależności od globalnych i europejskich stóp procentowych oraz wahań na rynkach finansowych. Mimo tego ryzyka, startowa wartość na poziomie niewiele przekraczającym trzy procent jest uznawana przez analityków rynkowych za wyjątkowo korzystną, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę gigantyczną skalę potrzeb pożyczkowych zdominowanych przez wydatki militarne.

Dziedzictwo PiS: Kosztowne kredyty z Korei Południowej

Dla pełnego obrazu sytuacji niezbędne jest zestawienie propozycji unijnej z mechanizmami finansowania, które były wykorzystywane w poprzednich latach. Za czasów rządów partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS), Polska dokonała historycznych, gigantycznych zamówień na sprzęt wojskowy w Korei Południowej. Zakupy te, obejmujące między innymi czołgi, armatohaubice oraz samoloty szkolno-bojowe, były uzasadniane pilną koniecznością natychmiastowego wzmocnienia potencjału obronnego w obliczu zmieniającej się architektury bezpieczeństwa w naszej części Europy.

Jednakże błyskawiczne tempo tych transakcji miało swoją wysoką, ukrytą cenę finansową. Z racji braku odpowiednich, wolnych środków w budżecie centralnym, rząd PiS zmuszony był posiłkować się zewnętrznym finansowaniem, zaciągając potężne zobowiązania w południowokoreańskich instytucjach finansowych, w tym w agencji kredytów eksportowych KEXIM. Warunki tych pożyczek, jak wskazują eksperci, były dalekie od optymalnych dla polskiego podatnika. Według rzetelnych analiz rynkowych, oprocentowanie koreańskich kredytów wynosiło około 6,5 procent.

Ta liczba jest absolutnie kluczowa dla zrozumienia dzisiejszego sporu politycznego. Zaciągnięcie wielomiliardowego długu na tak wysokim procencie oznacza gigantyczne, wieloletnie koszty obsługi tego zadłużenia. W świecie wielkich finansów państwowych różnica wynosząca ponad trzy punkty procentowe to nie jest drobny detal księgowy – to równowartość setek milionów, a w skali makro, dziesiątek miliardów złotych, które co roku będą bezpowrotnie wypływać z krajowego budżetu w formie płatności odsetkowych do azjatyckich wierzycieli.

Alternatywy rynkowe: Dlaczego obligacje BGK są droższe?

Aby ocena była w pełni obiektywna, nie można ograniczać się jedynie do porównania programu SAFE z koreańskimi kredytami. Należy również sprawdzić, ile kosztowałoby sfinansowanie podobnych zakupów zbrojeniowych poprzez standardowe mechanizmy dłużne, z których polskie państwo korzysta na co dzień. Głównym wehikułem do pozyskiwania środków na cele specjalne, omijającym często konstytucyjne limity zadłużenia, stał się w ostatnich latach Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK).

Eksperci rynkowi bezlitośnie obnażają matematykę dłużną. W przypadku emisji obligacji przez Bank Gospodarstwa Krajowego na rynkach międzynarodowych, całkowity koszt finansowania wynosiłby obecnie od 4,3 do 5,2 procent. Choć jest to wynik zauważalnie lepszy niż w przypadku pożyczek koreańskich (6,5 proc.), to nadal pozostaje on o ponad jeden do dwóch punktów procentowych wyższy niż startowa oferta unijnego programu SAFE (3,17 proc.).

Matematyka stojąca za tymi liczbami jest nieubłagana i tłumaczy upór premiera Donalda Tuska. Przejście z modelu opartego na drogich pożyczkach z Korei (6,5 proc.) lub umiarkowanie drogich obligacjach funduszy celowych BGK (ok. 5 proc.) na stabilne, zrzeszone finansowanie unijne (3,17 proc.) to w prostej linii zaoszczędzenie gigantycznych kwot. Analitycy szacują, że tylko w okresie dziesięcioletniej karencji, różnica w kosztach obsługi samych odsetek mogłaby przynieść budżetowi państwa oszczędności liczone w dziesiątkach miliardów złotych. Te zaoszczędzone środki mogłyby zostać realokowane na inne pilne potrzeby państwa, na przykład na modernizację infrastruktury krytycznej, rozwój nowoczesnych technologii podwójnego zastosowania, czy też wzmocnienie sektora ochrony zdrowia.

Chłodne spojrzenie makroekonomistów: Głosy krytyki i ostrzeżenia

Pomimo niewątpliwych, czysto matematycznych korzyści płynących z niższej stopy procentowej, wdrożenie programu SAFE w proponowanym kształcie spotyka się z bardzo surową krytyką ze strony najbardziej utytułowanych i wpływowych postaci polskiej ekonomii. Radość polityków z „taniego pieniądza” studzą chłodne, bezlitosne analizy makroekonomiczne, które wskazują na ukryte, długofalowe koszty systemowe dla całej polskiej gospodarki i stabilności rodzimego pieniądza.

Zdecydowanie najmocniejszy głos w tej sprawie zabrał Główny ekonomista Credit Agricole, Jakub Borowski. W swoich eksperckich wypowiedziach zwrócił on uwagę na mechanizm, który dla przeciętnego obywatela jest całkowicie niewidoczny, a z punktu widzenia działania banku centralnego – wręcz fundamentalny. Borowski jednoznacznie ostrzega, że nagłe przekazanie potężnej kwoty, rzędu 200 miliardów złotych, prosto do budżetu państwa wywoła potężny szok płynnościowy. Taki zastrzyk gotówki trwale i gwałtownie zwiększy nadpłynność całego sektora bankowego w Polsce.

W normalnych warunkach gospodarczych, to Narodowy Bank Polski (NBP) odpowiada za regulowanie tej płynności, aby zapobiegać destrukcyjnym zjawiskom inflacyjnym. Jak tłumaczy Borowski, NBP będzie zmuszony do nieustannej, kosztownej absorpcji tego nawisu inflacyjnego. Operacje ściągania tego nadmiaru pieniądza z rynku będą generować bezpośrednie koszty dla banku centralnego, które ekonomista szacuje na astronomiczną kwotę około 8 miliardów złotych rocznie. Ta kwota, będąca realnym kosztem ekonomicznym całej operacji, będzie bezpośrednio i systematycznie pomniejszać przyszłe zyski NBP przez wiele długich lat. W efekcie wpłaty z zysku NBP do budżetu państwa (z których korzystały poprzednie rządy) ulegną drastycznemu zmniejszeniu lub całkowitemu zanikowi.

Wtóruje mu w tym dr Bogusław Grabowski, ceniony były członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Grabowski przenosi dyskusję na wyższy poziom strategiczny, wskazując na konsekwencje instytucjonalne. Ostrzega on jednoznacznie, że kumulujące się straty banku centralnego, wywołane koniecznością obsługi tej ogromnej nadpłynności, doprowadzą do poważnego osłabienia wiarygodności całej polityki pieniężnej państwa polskiego. Instytucja centralna, która notuje gigantyczne straty i traci zaufanie rynków, ma znacznie utrudnione zadanie w prowadzeniu skutecznej walki z ewentualnymi szokami inflacyjnymi w przyszłości. Osłabiona polityka pieniężna to prosta droga do niestabilności złotego i wyższych kosztów obsługi długu na innych polach.

Głos w debacie zabrał również architektoniczny twórca polskich reform gospodarczych po 1989 roku, były prezes NBP i były wicepremier – prof. Leszek Balcerowicz. W swoim bezkompromisowym stylu, Balcerowicz nie pozostawił na całym mechanizmie suchej nitki. Wprost i bez owijania w bawełnę określił tę skomplikowaną inżynierię finansową mianem „księgowej sztuczki”. W ocenie profesora, manipulowanie wielkimi przepływami finansowymi i wyprowadzanie ich poza standardowe ramy rygoru budżetowego zaciemnia prawdziwy obraz sytuacji makroekonomicznej kraju i stanowi niebezpieczny precedens z punktu widzenia przejrzystości finansów publicznych.

Podsumowując tę skomplikowaną materię, stajemy przed dylematem, który nie ma prostych i bezbolesnych rozwiązań. Czysta arytmetyka zadłużenia wyraźnie faworyzuje mechanizm unijny, który oferuje najtańszy kapitał na rynku z wyjątkowo długim okresem spłaty i komfortową, dziesięcioletnią karencją. Rezygnacja z długu oprocentowanego na 6,5 procent na rzecz pożyczki na 3,17 procent to z matematycznego punktu widzenia oczywisty zysk. Z drugiej jednak strony, ignorowanie alarmujących głosów takich autorytetów jak Borowski, Grabowski i Balcerowicz wiąże się z podjęciem kolosalnego ryzyka makroekonomicznego. Skutki uboczne w postaci trwałej nadpłynności sektora bankowego, wielomiliardowych strat operacyjnych Narodowego Banku Polskiego i potencjalnej utraty wiarygodności polityki monetarnej mogą z czasem zniwelować, a nawet przewyższyć początkowe zyski z różnicy w oprocentowaniu. Przyszłość pokaże, czy decyzja premiera o ominięciu weta z perspektywy historycznej okaże się mistrzowskim posunięciem finansowym chroniącym budżet przed miliardowymi odsetkami z czasów azjatyckich zakupów zbrojeniowych, czy też klasyczną pułapką, w której krótkoterminowa oszczędność wywołała długoterminowy kryzys instytucjonalny.

Udostępnij