Tajemnica nadgarstka wiceministra. Andrzej Szejna w ogniu pytań o luksusowy dodatek

Tajemnica nadgarstka wiceministra. Andrzej Szejna w ogniu pytań o luksusowy dodatek

Transparentność życia publicznego to fundament zaufania wyborców do polityków. Czasami jednak proste pytania o widoczne elementy majątku potrafią wprawić doświadczonych parlamentarzystów w zakłopotanie. Jak zauważa redakcja portalu topflop.pl, kolejna „afera zegarkowa” może wisieć w powietrzu, a wszystko za sprawą wywiadu, w którym wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Szejna miał wyraźne problemy z precyzyjnym określeniem pochodzenia i wartości swojego czasomierza.

Amnezja przed mikrofonem

Sytuacja miała miejsce podczas rozmowy w studiu RMF FM, gdzie redaktor Robert Mazurek zwrócił uwagę na zegarek widniejący na nadgarstku wiceszefa MSZ. Dziennikarz, znany z dociekliwości, zapytał wprost o markę i model urządzenia, sugerując, że może to być sprzęt luksusowej szwajcarskiej firmy Tag Heuer, którego wartość rynkowa oscyluje w granicach kilkunastu tysięcy złotych. Reakcja polityka Lewicy była zaskakująca. Zamiast jasnej deklaracji, słuchacze usłyszeli serię wymijających odpowiedzi.

Szejna stwierdził, że „musi sobie przypomnieć”, czy dany przedmiot został ujęty w jego oświadczeniu majątkowym. Tłumaczenie to brzmi o tyle kuriozalnie, że przepisy w Polsce są jasne: każdy przedmiot o wartości powyżej 10 tysięcy złotych musi zostać zgłoszony w jawnym rejestrze korzyści lub oświadczeniu majątkowym. Jak informuje serwis Onet, polityk kluczył, twierdząc, że posiada wiele zegarków – niektóre tańsze, inne droższe – i w tamtym momencie nie był w stanie zweryfikować statusu tego konkretnego modelu.

Historia uczy, że zegarki bywają niebezpieczne

W polskiej polityce temat zegarków jest niezwykle wrażliwy. Wszyscy pamiętają głośną sprawę Sławomira Nowaka, którego kariera załamała się właśnie z powodu niewpisania drogiego czasomierza do oświadczenia majątkowego. Od tamtego czasu politycy zazwyczaj przykładają wielką wagę do tego, co noszą na rękach i co wpisują w dokumenty.

Postawa Andrzeja Szejny, który na antenie próbował bagatelizować sprawę, mówiąc o „różnych zegarkach” i zasłaniając się niepamięcią, budzi uzasadnione kontrowersje. W dobie powszechnego dostępu do informacji, sprawdzenie modelu i ceny zegarka zajmuje internautom kilka minut. Jeśli okaże się, że zegarek jest warty więcej niż ustawowy limit, a nie widnieje w oświadczeniu, wiceminister może mieć poważne kłopoty wizerunkowe, a nawet prawne.

Udostępnij