Przerwana ekspedycja w sercu Jakucji
Świat polskich podróżników i entuzjastów sportów ekstremalnych pogrążył się w żałobie. Zaledwie kilka dni po rozpoczęciu decydującego etapu swojej życiowej wyprawy, Adam Borejko – doświadczony eksplorator, który w ostatnich latach zdobywał zarówno pustynne piaski, jak i górskie szczyty – został znaleziony martwy. Do tragedii doszło w miejscowości Chandyga na rosyjskim Dalekim Wschodzie, kluczowym punkcie przystankowym na drodze do jednego z najbardziej nieprzyjaznych miejsc na Ziemi.
Informacja ta wstrząsnęła społecznością globtroterów, przypominając, jak cienka jest granica między pasją a śmiertelnym ryzykiem. Jak wielokrotnie podkreślali eksperci na łamach topflop.pl, przygotowanie do ekstremalnych warunków to tylko połowa sukcesu; druga połowa leży w rękach losu i nieprzewidywalnych czynników zewnętrznych. Śmierć Polaka w tak odległym i politycznie skomplikowanym regionie, jakim jest dzisiejsza Rosja, rodzi szereg pytań, na które odpowiedzi mogą nie nadejść szybko.
Okoliczności zdarzenia w cieniu „Drogi Kości”
Chandyga, gdzie rozegrał się dramat, to nie jest typowa turystyczna destynacja. To surowa osada położona nad rzeką Ałdan, będąca bramą do trasy kołymskiej, złowrogo zwanej „Drogą Kości”. To tutaj Adam Borejko zatrzymał się na odpoczynek przed dalszą drogą do Ojmiakonu – wioski uznawanej za biegun zimna, gdzie temperatury spadają poniżej -60 stopni Celsjusza.
Według wstępnych doniesień, ciało Polaka odnalazł personel hotelowy. Scenariusz ten jest o tyle niepokojący, że – jak wynika z relacji świadków cytowanych przez lokalne media w Jakucji – podróżnik nie uskarżał się wcześniej na żadne dolegliwości. Nie odnotowano zgłoszeń dotyczących hipotermii, odmrożeń czy nagłych problemów kardiologicznych, co w warunkach syberyjskiej zimy jest najczęstszą przyczyną zgonów. Śmierć nastąpiła nagle, w ciszy hotelowego pokoju, a nie podczas walki z żywiołem na trasie.
Służba Ratownicza Republiki Sacha (Jakucji), która jako pierwsza poinformowała o zdarzeniu za pośrednictwem kanałów w komunikatorze Telegram, zachowuje powściągliwość w komunikatach. Na ten moment brak oficjalnego raportu koronera, a rosyjskie służby śledcze ograniczyły się do zabezpieczenia miejsca zdarzenia. W obecnej sytuacji geopolitycznej, uzyskanie pełnego, transparentnego obrazu sytuacji przez polskie służby dyplomatyczne może być utrudnione.
Profil podróżnika: Od Sahary po Syberię
Adam Borejko nie był nowicjuszem, który porwał się z motyką na słońce. Jego obecność na Syberii była częścią precyzyjnie zaplanowanego projektu, który można określić mianem „Ekstremalnej Trylogii”. Podróżnik postawił sobie za cel zmierzenie się z trzema skrajnymi środowiskami w cyklu rocznym.
W 2023 roku z sukcesem pokonał morderczy skwar Sahary, udowadniając swoją wytrzymałość na skrajne odwodnienie i udary cieplne. Rok później, w 2024, jego celem stały się Himalaje – środowisko wymagające nie tylko kondycji, ale i aklimatyzacji do warunków wysokogórskich. Syberia zimą 2026 roku miała być klamrą zamykającą ten ambitny projekt. Wybór padł na trasę z Jakucka do Ojmiakonu – odcinek liczący 914 kilometrów, który w warunkach zimowych staje się testem ostatecznym dla sprzętu i ludzkiego organizmu.
Borejko, znany z zamiłowania do turystyki rowerowej i wypraw survivalowych, zdawał sobie sprawę z ryzyka. Jak informuje RMF24, był to człowiek, który ryzyko kalkulował, a nie ignorował. Tym bardziej szokujący jest fakt, że jego życie zakończyło się w miejscu, które teoretycznie miało być bezpiecznym azylem – w hotelowym pokoju, a nie w namiocie pośrodku tajgi.
Wyzwanie Ojmiakonu: Dlaczego ta trasa jest tak niebezpieczna?
Cel wyprawy Borejki, Ojmiakon, to miejsce mityczne dla poszukiwaczy przygód. Aby tam dotrzeć, trzeba pokonać Trakt Kołymski. Zimą droga ta zamienia się w lodowy tunel. Choć nawierzchnia jest utwardzona przez mróz, co paradoksalnie ułatwia jazdę w porównaniu do błotnistego lata, temperatury są zabójcze.
W lutym w Jakucji rtęć w termometrach rzadko podnosi się powyżej -40 stopni Celsjusza. W takich warunkach każda awaria sprzętu, pęknięta dętka czy zgubiona rękawica może oznaczać wyrok śmierci w ciągu kilkunastu minut. Jednak to nie mróz okazał się bezpośrednim zabójcą w Chandydze. Eksperci medycyny podróży zwracają uwagę na tzw. syndrom nagłej śmierci, który może być wywołany skumulowanym stresem fizjologicznym. Organizm, poddany ekstremalnym wahaniom temperatur (np. wejście z -50 stopni na zewnątrz do +25 w ogrzewanym hotelu), doznaje szoku termicznego, który może prowadzić do zatorów czy niewydolności krążenia, nawet u osób wysportowanych.
Dodatkowym czynnikiem jest specyfika regionu. Chandyga leży w głębi kontynentu, z dala od zaawansowanych ośrodków medycznych. Pomoc w takich miejscach często ogranicza się do podstawowej ratownictwa, a czas transportu do szpitala w Jakucku liczony jest w godzinach, a czasem dniach – jeśli pogoda pozwoli na start śmigłowca.
Kontekst geopolityczny a bezpieczeństwo Polaków w Rosji
Nie sposób omawiać tej tragedii bez uwzględnienia tła politycznego roku 2026. Podróżowanie Polaków do Federacji Rosyjskiej, choć formalnie możliwe (z wizą), od lat jest odradzane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Napięte relacje dyplomatyczne sprawiają, że w przypadku sytuacji kryzysowych – wypadku, aresztowania czy śmierci – możliwości interwencji konsularnej są drastycznie ograniczone.
Władze rosyjskie często traktują cudzoziemców z krajów „nieprzyjaznych” (do których zaliczają Polskę) z dużą rezerwą. W przypadku niewyjaśnionych zgonów procedury biurokratyczne potrafią ciągnąć się miesiącami. Sekcja zwłok, wydanie aktu zgonu, a wreszcie transport ciała do kraju – to procesy, które w obecnych realiach będą wymagały tytanicznej pracy ze strony rodziny zmarłego i polskich dyplomatów.
Tajemniczość okoliczności śmierci Borejki może również rodzić spekulacje. W regionach o tak silnym nasyceniu służbami specjalnymi i wojskiem, każdy cudzoziemiec z kamerą czy GPS-em jest obiektem zainteresowania. Choć nie ma dowodów na udział osób trzecich, brak transparentności ze strony rosyjskiej jest w takich przypadkach normą, co tylko potęguje ból bliskich i mnoży teorie spiskowe.
Samotność długodystansowca
Wyprawy typu „solo” mają swoją specyfikę. Z jednej strony dają poczucie absolutnej wolności, z drugiej – pozbawiają asekuracji. W grupie, nagłe zasłabnięcie w pokoju hotelowym mogłoby zostać zauważone przez współtowarzysza. Samotny podróżnik jest zdany wyłącznie na siebie. W przypadku Borejki, cisza w pokoju hotelowym została przerwana dopiero przez obsługę, zapewne po upływie doby hotelowej lub braku kontaktu.
To brutalna prawda o ekstremalnych wyprawach solowych. Nawet najlepsze przygotowanie fizyczne, najdroższy sprzęt satelitarny i ubezpieczenie nie chronią przed nagłym zatrzymaniem akcji serca czy wylewem. Syberia nie wybacza błędów, ale czasem zabiera życie nawet tym, którzy błędów nie popełnili.
Co dalej ze śledztwem?
Obecnie najważniejszym zadaniem jest ustalenie faktycznej przyczyny zgonu. Czy była to ukryta wada serca, która ujawniła się pod wpływem ekstremalnego stresu? Czy doszło do zatrucia (przypadkowego lub celowego)? A może zawinił nieszczelny system grzewczy w hotelu i tlenek węgla – cichy zabójca, który w rosyjskich warunkach (częste dogrzewanie piecykami gazowymi) zbiera obfite żniwo?
Polski konsulat w Moskwie (lub najbliższa placówka w Irkucku, o ile wciąż funkcjonuje w pełnym zakresie) będzie musiał monitorować działania prokuratury w Jakucji. Doświadczenie lat ubiegłych pokazuje jednak, że współpraca ta będzie trudna.
Śmierć Adama Borejki to bolesna strata dla polskiego środowiska podróżniczego. Przypomina nam, że pasja poznawania świata, choć piękna, niesie ze sobą ryzyko ostateczne. Jego marzenie o dotarciu do Ojmiakonu pozostało niespełnione, ale historia jego „Trylogii” – od gorących piasków Afryki po lodowe pustkowia Syberii – pozostanie świadectwem niezwykłej determinacji i chęci przesuwania ludzkich granic. W nadchodzących tygodniach będziemy z uwagą śledzić rozwój wydarzeń i informować o ustaleniach śledczych, mając nadzieję, że prawda o tej tragedii ujrzy światło dzienne.