Cień na wodzie: Irański dron rzuca wyzwanie amerykańskiej „armadzie”. Czy Trump naciśnie guzik?

Najnowszy irański bezzałogowiec Shahed-129 przez kilka dni śledził amerykański lotniskowiec USS Abraham Lincoln. W odpowiedzi Donald Trump wysyła na Bliski Wschód potężną flotę i ostrzega Teheran, że "czas na ugodę ucieka".

Cień na wodzie: Irański dron rzuca wyzwanie amerykańskiej "armadzie". Czy Trump naciśnie guzik?

30 stycznia 2026 roku zapisze się w historii dyplomacji – lub wojny – jako dzień, w którym nerwy obu stron napięte zostały do granic możliwości. Podczas gdy potężna grupa uderzeniowa US Navy zmierza w kierunku Cieśniny Ormuz, Teheran odpowiada w sposób chłodny i technologicznie wyrafinowany, wysyłając swojego najlepszego „szpiega” prosto nad pokład amerykańskiego kolosa.

Redakcja TopFlop.pl analizuje sytuację na Bliskim Wschodzie, przyglądając się incydentowi, który może stać się iskra zapalną globalnego konfliktu. To już nie są tylko potyczki słowne na Twitterze czy Truth Social. To realna gra operacyjna, w której po jednej stronie mamy miliardy dolarów w amerykańskiej stali, a po drugiej – roje tanich, lecz zabójczo skutecznych irańskich dronów.

Shahed-129: „Oko Proroka” nad USS Abraham Lincoln

Informacje, które spłynęły wczorajszego wieczora, nie pozostawiają złudzeń co do intencji Teheranu. Irański bezzałogowy statek powietrzny (UAV) Shahed-129 przez kilka dni nieustannie monitorował ruchy grupy uderzeniowej dowodzonej przez lotniskowiec USS Abraham Lincoln. Nie był to przypadkowy przelot ani błąd nawigacyjny. Jak wskazują eksperci, była to precyzyjnie zaplanowana operacja Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), mająca na celu dwa rzeczy: zebranie danych wywiadowczych oraz demonstrację siły.

Shahed-129 to nie jest zwykły modelarski samolot. To odpowiednik amerykańskiego MQ-1 Predator – maszyna klasy MALE (Medium Altitude Long Endurance), zdolna do przebywania w powietrzu przez 24 godziny bez przerwy.

Jego obecność nad amerykańską flotą to jasny sygnał: „Widzimy was. Wiemy, gdzie jesteście i ile macie okrętów”. Portal DefenceSecurityAsia ocenia ten ruch jako celową eskalację. Teheran chce pokazać własnemu społeczeństwu, że nie boi się „Wielkiego Szatana”, nawet w obliczu nadciągającej odsieczy zapowiedzianej przez prezydenta USA.

Asymetria strachu: Miliardy kontra miliony

Kluczowym elementem tej układanki jest ekonomia wojny. Cameron Chell, prezes firmy Draganfly i ekspert ds. bezzałogowców, w wywiadzie dla Fox News zwrócił uwagę na niebezpieczną dysproporcję. Iran opanował sztukę łączenia tanich platform nośnych z precyzyjnymi głowicami. Oznacza to, że dron wart ułamek miliona dolarów może zagrozić okrętowi wartemu miliardy.

Doniesienia Jerusalem Post z czwartku dolewają oliwy do ognia. Korpus Strażników Rewolucji miał właśnie odebrać partię 1000 nowych dronów bojowych. To właśnie ta „armia robotów” ma stanowić pierwszą linię obrony – i ataku – w przypadku konfrontacji. Irańscy dowódcy oficjalnie mówią o gotowości do rozmów, ale w tym samym zdaniu dodają, że ich „palec spoczywa na spuście”. To klasyczna taktyka „kija i marchewki”, z tym że w wydaniu irańskim marchewka jest zgniła, a kij najeżony elektroniką.

„Szybkość i przemoc”: Doktryna Trumpa 2.0

Odpowiedź Waszyngtonu jest natychmiastowa i utrzymana w charakterystycznym dla Donalda Trumpa stylu. Prezydent USA, wykorzystując swoją platformę Truth Social, nie bawii się w dyplomatyczne eufemizmy. Opisuje flotę zmierzającą ku Zatoce Perskiej jako siłę „większą, szybszą i bardziej zdeterminowaną” niż ta, która operowała w pobliżu Wenezueli.

„To większy fлот… Gotowy, chętny i zdolny do szybkiego wykonania swojej misji, z szybkością i przemocą, jeśli to konieczne” – napisał Trump.

W regionie znajduje się już co najmniej 10 amerykańskich okrętów wojennych, a w czwartek dołączył do nich kolejny niszczyciel.

Według przecieków opublikowanych przez The Wall Street Journal, na biurku w Gabinecie Owalnym wylądowały już plany „wspaniałego” (w języku wojskowym: zmasowanego) uderzenia. Opcje obejmują szeroko zakrojone bombardowania infrastruktury reżimu oraz celów związanych z programem nuklearnym. Trump przypomniał przy tym czerwcowe bombardowania z ubiegłego roku, grożąc, że nowa kampania będzie „znacznie gorsza”.

Poker o atom: Czy Teheran blefuje?

Mimo wojennej retoryki, w tle toczy się gra dyplomatyczna o najwyższą stawkę. Donald Trump, pytany w piątek przez dziennikarzy w Gabinecie Owalnym, stwierdził wprost: „Mogę wam powiedzieć jedno: oni chcą zawrzeć umowę”.

Prezydent USA zdaje się wierzyć, że presja militarna (Hard Power) jest jedynym językiem zrozumiałym dla Ajatollahów, który zmusi ich do rezygnacji z ambicji nuklearnych. Jak informuje źródło w materiale TVN24, USA naciskają na „sprawiedliwą umowę BEZ BRONI JĄDROWEJ”. Trump docenił nawet gest Teheranu, jakim było wstrzymanie egzekucji protestujących, co może być odczytywane jako nieśmiały sygnał deeskalacji.

Jednak libańska gazeta Al-Akhbar, powiązana z Hezbollahem, przedstawia zupełnie inną optykę. Według ich analiz, Teheran skalkulował, że wojna – choć kosztowna – może być „tańsza” politycznie niż upokarzająca kapitulacja przed żądaniami Waszyngtonu. Dla reżimu, który zmaga się z wewnętrznymi protestami młodych ludzi pozbawionych nadziei, zewnętrzny wróg może być paradoksalnie czynnikiem jednoczącym naród.

Co nas czeka w lutym 2026?

Sytuacja jest dynamiczna. Ministerstwo Skarbu USA nałożyło w piątek nowe sankcje na szefa MSW Iranu i aparat represji, co zamyka kolejne furtki finansowe dla reżimu. Z drugiej strony, obecność drona Shahed-129 nad amerykańskim lotniskowcem to policzek, którego mocarstwo nie może puszczać płazem w nieskończoność.

Czy „armada” Trumpa to tylko lewar negocjacyjny, czy realne przygotowanie do inwazji? Historia uczy, że w Zatoce Perskiej granica między manewrami a wojną jest cieńsza niż papier. Wszyscy patrzą teraz na USS Abraham Lincoln – okręt, który nosi imię prezydenta, który zjednoczył podzielony naród, teraz stał się symbolem podziału świata na dwa wrogie obozy.

Udostępnij