Czy polska firma może podbić świat w pojedynkę? Historia InPostu pokazuje, że nawet najbardziej innowacyjna technologia w pewnym momencie zderza się z brutalną rzeczywistością kapitału. 9 lutego 2026 roku zapisze się w historii polskiego biznesu jako dzień, w którym InPost przestał być tylko „nasz”, a stał się częścią globalnej układanki FedEx. Analizujemy, co ta transakcja oznacza dla rynku, akcjonariuszy i samego Rafała Brzoski.
W świecie wielkiego biznesu granica między spektakularnym sukcesem a barierą nie do przejścia bywa niezwykle cienka. Eksperci portalu topflop.pl od dawna obserwowali agresywną ekspansję InPostu na rynkach zachodnich, zadając sobie pytanie: jak długo można rosnąć organicznie w starciu z takimi tytanami jak DHL czy Amazon? Odpowiedź nadeszła dzisiaj. InPost znalazł potężnego sojusznika, choć cena tego sojuszu – utrata pełnej niezależności – dla wielu obserwatorów może wydawać się gorzka.
Szklany sufit polskiego biznesu
Termin „szklany sufit” rzadko pojawiał się w kontekście InPostu. Spółka Rafała Brzoski przez lata była synonimem niepowstrzymanego wzrostu. Od małej firmy roznoszącej blaszki, przez wojnę z Pocztą Polską, aż po dominację na rynku e-commerce i spektakularny debiut na giełdzie w Amsterdamie. Jednak globalny rynek logistyczny rządzi się swoimi prawami.
Jak informuje portal Gazeta.pl, InPost „ruszył na podbój rynków, ale napotkał szklany sufit”. O co dokładnie chodzi? Mimo posiadania lepszej technologii i bardziej lubianego przez klientów produktu (Paczkomaty), skala inwestycyjna wymagana do pokonania zasiedziałych graczy we Francji, Wielkiej Brytanii czy krajach Beneluksu okazała się gigantyczna.
Budowa sieci logistycznej to nie tylko postawienie maszyn. To centra sortownicze, flota, tysiące pracowników i miliardy euro „przepalane” na marketing, by zmienić przyzwyczajenia konsumentów. W 2024 i 2025 roku InPost osiągał świetne wyniki, przekraczając barierę miliarda przesyłek rocznie i stawiając więcej maszyn za granicą niż w Polsce. Jednak w starciu z kapitałem amerykańskim czy niemieckim, polski „jednorożec” wciąż był graczem wagi średniej, który próbował boksować w wadze ciężkiej.
FedEx wchodzi do gry: Szczegóły transakcji
Informacja o przejęciu InPostu przez konsorcjum, w skład którego wchodzi amerykański gigant FedEx oraz fundusz Advent International, wstrząsnęła rynkiem. Wartość transakcji szacowana jest na około 7,8 miliarda euro, co przekłada się na cenę 15,60 euro za akcję.
Struktura nowego akcjonariatu ma wyglądać następująco:
- FedEx: 37% udziałów
- Advent International: 37% udziałów
- A&R Investments (Rafał Brzoska): 16% udziałów
- PPF Group: 10% udziałów
Dla FedExu jest to ruch strategiczny. Amerykanie od lat próbują skuteczniej konkurować w Europie z DHL-em i DPD. Przejęcie TNT kilka lat temu było krokiem w tym kierunku, ale dopiero technologia InPostu i sieć „ostatniej mili” oparta na automatach paczkowych daje im realną przewagę konkurencyjną w sektorze B2C. FedEx zyskuje to, czego brakowało mu najbardziej – gęstą, efektywną sieć odbioru dla klienta indywidualnego. InPost zyskuje zaś nieograniczone zaplecze finansowe i dostęp do globalnej sieci logistycznej FedExu.
Czy Rafał Brzoska traci kontrolę?
To pytanie zadają sobie dziś wszyscy. Rafał Brzoska, wizjoner i twarz firmy, pozostaje w grze z pakietem 16% akcji. W oficjalnych komunikatach podkreśla, że transakcja ta jest „wynikiem sukcesu w Polsce” i paliwem do dalszego rozwoju. Jednak w kuluarach mówi się o trudnych negocjacjach.
Niektóre doniesienia medialne sugerują, że decyzje na pewnym etapie mogły zapadać bez bezpośredniego udziału założyciela, co rodzi spekulacje o tzw. hostile takeover (wrogim przejęciu), które ostatecznie zamieniło się w porozumienie. Niemniej jednak, pozostanie Brzoski w akcjonariacie (nawet mniejszościowym) sugeruje, że inwestorzy rozumieją, iż InPost bez jego DNA mógłby stracić swoją innowacyjną duszę.
Dla Brzoski to moment słodko-gorzki. Z jednej strony – to gigantyczny exit i potwierdzenie, że zbudował firmę o światowej wartości. Z drugiej – InPost przestaje być „firmą Brzoski” w takim sensie, w jakim był nią przez ostatnie 20 lat. Teraz będzie częścią korporacyjnej machiny, gdzie decyzje zapadają w Memphis (siedziba FedEx) i Bostonie (siedziba Advent).
Dlaczego „szklany sufit” był tak twardy?
Warto przyjrzeć się bliżej problemom, które doprowadziły do tej decyzji. Ekspansja zagraniczna InPostu, choć imponująca liczbowo, była niezwykle kosztowna.
- Koszty kapitału: W środowisku wysokich stóp procentowych (które utrzymywały się przez lata 2023-2025), finansowanie długu potrzebnego na stawianie tysięcy maszyn stało się drogie.
- Protekcjonizm rynkowy: W krajach takich jak Francja czy Niemcy, lokalni gracze i regulatorzy nie zawsze witali polskiego innowatora z otwartymi ramionami.
- Wojna cenowa: Aby zdobyć rynek w UK, InPost musiał oferować niezwykle konkurencyjne stawki, co drenowało marże wypracowywane na niezwykle dochodowym rynku polskim.
Analitycy wskazują, że InPost stanął przed wyborem: albo zwolnić tempo i stać się „tylko” regionalnym liderem Europy Środkowo-Wschodniej z kilkoma przyczółkami na Zachodzie, albo sprzedać część niezależności, by móc grać o pełną stawkę globalną. Wybrano bramkę numer dwa.
Reakcja rynków i przyszłość e-commerce
Giełda zareagowała na wieści euforią, choć kurs szybko dostosował się do ceny wezwania (ok. 15,60 EUR). Dla inwestorów, którzy kupowali akcje podczas dołków w 2024 roku, jest to okazja do realizacji solidnych zysków. Dla tych, którzy wchodzili podczas debiutu w 2021 roku po 16 EUR – jest to szansa na wyjście z twarzą (blisko ceny emisyjnej) po latach turbulencji.
Z perspektywy klienta, wejście FedExu może oznaczać nowe usługi. Możemy spodziewać się integracji przesyłek międzynarodowych FedEx z Paczkomatami na niespotykaną dotąd skalę. Wysyłka paczki z Paczkomatu w Warszawie bezpośrednio do maszyny w Nowym Jorku czy Dubaju? To, co wczoraj wydawało się odległą przyszłością, dziś staje się technicznie możliwe.
Co dalej z marką InPost?
Kluczową niewiadomą pozostaje branding. Czy żółte maszyny znikną, przemalowane na fioletowo-pomarańczowe barwy FedExu? Mało prawdopodobne. Marka InPost jest w Polsce i wielu krajach Europy zbyt silna (Love Brand). Eksperci przewidują model hybrydowy – zachowanie brandu InPost jako marki konsumenckiej („powered by FedEx”), podczas gdy FedEx skupi się na logistyce korporacyjnej i zapleczu.
Data 9 lutego 2026 roku kończy pewną epokę. Epokę romantycznego wzrostu polskiego startupu, który rzucił wyzwanie światu. Zaczyna się epoka pragmatycznej, globalnej konsolidacji. InPost przebił szklany sufit, ale po drugiej stronie nie ma już wolności – jest potężna, korporacyjna struktura. Czy polska innowacyjność przetrwa w amerykańskich procedurach? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – Paczkomaty stały się właśnie towarem eksportowym numer jeden polskiej gospodarki, a Rafał Brzoska, niezależnie od dalszych losów, przeszedł do historii jako ten, który tego dokonał.