Kosmiczny spektakl zaczyna się jutro. „Pierścień Ognia” nad Antarktydą to dopiero wstęp do roku pełnego cieni

Już jutro, 17 lutego, ziemska gwiazda "zgaśnie" na ponad dwie minuty podczas rzadkiego zaćmienia obrączkowego. Choć Polska nie znajdzie się w pasie cienia, to wydarzenie otwiera niesamowity sezon astronomiczny 2026 roku.

Kosmiczny spektakl zaczyna się jutro. "Pierścień Ognia" nad Antarktydą to dopiero wstęp do roku pełnego cieni

W świecie astronomii rok 2026 zapowiada się jako jeden z najbardziej ekscytujących okresów w ostatniej dekadzie. Zanim jednak spojrzymy w stronę długo wyczekiwanego, letniego widowiska w Europie, kosmos przygotował dla nas „przystawkę” o niezwykłej urodzie. Już jutro, 17 lutego 2026 roku, dojdzie do pierwszego w tym roku zaćmienia Słońca. Choć większość z nas nie zobaczy go na własne oczy, patrząc przez okno, waga tego wydarzenia jest ogromna. Jeśli chcesz być na bieżąco z kalendarzem astronomicznym i wiedzieć, kiedy patrzeć w niebo, zaglądaj regularnie na topflop.pl – Twoje centrum wiedzy o wszechświecie i nie tylko.

To, co wydarzy się w ciągu najbliższej doby, to tzw. zaćmienie obrączkowe. Jest to zjawisko subtelniejsze niż zaćmienie całkowite, ale przez wielu uważane za bardziej artystyczne. W momencie kulminacyjnym tarcza Księżyca znajdzie się centralnie na tle tarczy Słońca, ale jej nie zakryje w całości. W efekcie na niebie zapłonie perfekcyjny, świetlisty okrąg – słynny „Pierścień Ognia”.

Czym jest jutrzejsze „Wyjątkowe Zaćmienie”?

Zjawisko, o którym informuje serwis Hub.pl, jest specyficzne z kilku powodów. Po pierwsze, ze względu na swoją lokalizację. Pas obrączkowości, czyli strefa, z której będzie można zobaczyć idealny pierścień, przebiega przez jedne z najbardziej niedostępnych rejonów naszej planety – Antarktydę.

Mimo że dla przeciętnego obserwatora z Europy brzmi to jak informacja o zdarzeniu w innej galaktyce, dla naukowców i „łowców zaćmień” (ang. eclipse chasers) jest to gratka. Hub.pl donosi, że w fazie maksymalnej nasza gwiazda dzienna „zgaśnie” na ponad 2 minuty. Dokładniej rzecz ujmując, Księżyc, znajdujący się w pobliżu swojego apogeum (punktu na orbicie najdalszego od Ziemi), będzie wydawał się optycznie mniejszy niż Słońce. Nie będzie więc w stanie zablokować całego światła, pozostawiając jasną obwódkę.

Dlaczego „zgaśnie” tylko częściowo?

Warto wyjaśnić mechanikę tego zjawiska, by zrozumieć różnicę między tym, co czeka nas jutro, a tym, co wydarzy się w sierpniu. Orbita Księżyca wokół Ziemi nie jest idealnym kołem, lecz elipsą. Średnia odległość Srebrnego Globu od nas to około 384 400 km. Jednak jutro, 17 lutego, Księżyc będzie znajdował się dalej niż zwykle. Ta „drobna” różnica w dystansie, rzędu kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy kilometrów, ma kluczowe znaczenie dla obserwatora na Ziemi.

Gdy Księżyc jest daleko, jego tarcza na nieboskłonie ma mniejszą średnicę kątową. Słońce, będące wciąż w tej samej odległości, wydaje się większe. To właśnie ta dysproporcja tworzy efekt obrączki. Jutrzejsze zaćmienie będzie trwało relatywnie krótko w swojej fazie centralnej – nieco ponad 120 sekund to moment, w którym „ogień” będzie domknięty.

Kto zobaczy „Pierścień Ognia”?

Niestety, polscy miłośnicy astronomii będą musieli obejść się smakiem lub skorzystać z transmisji internetowych. Pas cienia przejdzie przez Ziemię Wilkesa na Antarktydzie. Częściowe fazy zaćmienia – gdzie Słońce wygląda jak nadgryzione ciastko – będą widoczne z południowych krańców Oceanu Indyjskiego, a także, przy bardzo sprzyjających warunkach, z południowych krańców Australii czy Nowej Zelandii.

Jednak w dobie cyfrowej lokalizacja fizyczna przestaje być barierą. Największe agencje kosmiczne, w tym NASA, oraz obserwatoria zlokalizowane na stacjach polarnych, planują transmisje na żywo. Dzięki temu, siedząc wygodnie w fotelu w Warszawie, Krakowie czy Gdańsku, będziemy mogli uczestniczyć w tym spektaklu.

Preludium do wielkiego finału w sierpniu 2026

Jutrzejsze wydarzenie jest jednak tylko preludium. Rok 2026 jest wyjątkowy w kalendarzu astronomicznym, ponieważ oferuje nam rzadką sekwencję zjawisk. O ile lutowe zaćmienie jest „dla pingwinów i naukowców”, o tyle 12 sierpnia 2026 roku czeka nas prawdziwe trzęsienie ziemi – pierwsze od dekad całkowite zaćmienie Słońca widoczne w Europie kontynentalnej.

Analizując jutrzejsze zjawisko, nie sposób nie wybiec myślami do lata. Wtedy to cień Księżyca przetnie Islandię, północną Hiszpanię i Baleary. To właśnie tam miliony Europejczyków będą świadkami momentu, w którym dzień zamieni się w noc. Jeśli więc przegapicie jutrzejszą transmisję z Antarktydy, koniecznie zaznaczcie w kalendarzach datę sierpniową.

Różnica skali i emocji

Porównując te dwa wydarzenia – lutowe i sierpniowe – widzimy potęgę geometrii nieba. Jutro Księżyc jest „za mały”, by zakryć Słońce. W sierpniu będzie wystarczająco blisko Ziemi (blisko perygeum), by zakryć tarczę słoneczną w 100%. Różnica psychologiczna jest kolosalna. Zaćmienie obrączkowe jest ciekawe wizualnie, ale nie powoduje zapadnięcia ciemności. Zaćmienie całkowite, które czeka nas latem, to zjawisko totalne: spadają temperatury, cichną ptaki, na niebie pojawiają się gwiazdy, a wokół czarnego dysku Księżyca rozbłyska korona słoneczna – delikatna atmosfera naszej gwiazdy, normalnie niewidoczna dla ludzkiego oka.

Naukowy wymiar cienia

Dlaczego naukowcy tak bardzo ekscytują się jutrzejszym wydarzeniem, skoro trwa ono tylko nieco ponad dwie minuty? Zaćmienia, nawet te obrączkowe, są doskonałą okazją do badań górnych warstw atmosfery Ziemi, a dokładniej jonosfery.

Gdy strumień promieniowania słonecznego zostaje nagle odcięty (lub drastycznie zredukowany), w jonosferze dochodzi do gwałtownych zmian w gęstości elektronów. To z kolei wpływa na propagację fal radiowych. Badanie tych zaburzeń pozwala lepiej zrozumieć, jak nasza planeta reaguje na „kosmiczną pogodę”. Stacje badawcze na Antarktydzie są idealnym miejscem do takich pomiarów, ponieważ są wolne od zakłóceń elektromagnetycznych generowanych przez wielkie miasta.

Co więcej, precyzyjne pomiary czasu trwania zaćmienia pozwalają na milisekundową kalibrację modeli orbitalnych Ziemi i Księżyca. Każde zaćmienie to test dla naszej matematyki i fizyki nieba – test, który zazwyczaj zdajemy celująco, przewidując moment zjawiska co do sekundy.

Bezpieczeństwo obserwacji – zasada uniwersalna

Choć jutrzejsze zaćmienie nie będzie widoczne w Polsce, warto przypomnieć żelazną zasadę bezpieczeństwa, która przyda się każdemu turyście planującemu wyjazd na południe w sierpniu. Nigdy nie patrz bezpośrednio na Słońce bez certyfikowanych filtrów.

W przypadku zaćmienia obrączkowego (takiego jak jutrzejsze), Słońce nigdy nie jest w pełni zakryte. Nawet ten wąski „pierścień ognia” emituje wystarczająco dużo promieniowania UV i podczerwonego, by trwale uszkodzić siatkówkę oka w ułamku sekundy. Zwykłe okulary przeciwsłoneczne, klisze rentgenowskie czy zadymione szkiełka nie dają żadnej ochrony. Jedynym bezpiecznym sposobem są okulary z folią mylarową (atest ISO 12312-2) lub obserwacja metodą projekcyjną (rzutowanie obrazu Słońca przez lunetę na białą kartkę).

Jeśli planujecie oglądać jutrzejszą transmisję online, wasze oczy są oczywiście bezpieczne – to monitory wykonają za was „czarną robotę” przetwarzania obrazu.

Antarktyda – widownia dla wybranych

Wyobraźmy sobie scenerię, w jakiej rozegra się jutrzejszy spektakl. Białe, bezkresne pustkowia Antarktydy, lodowce Ziemi Wilkesa i słońce wiszące nisko nad horyzontem (pamiętajmy, że na półkuli południowej trwa teraz lato). W tej surowej scenerii czarna tarcza Księżyca powoli wsuwa się na Słońce. Światło przybiera niesamowitą, metaliczną barwę, a cienie stają się nienaturalnie ostre.

To doświadczenie niemal mistyczne. Nieliczni polarnicy, którzy będą mieli szczęście (i odpowiednią pogodę), zobaczą coś, co przypomina krajobraz z innej planety. Warto pamiętać, że pogoda na Antarktydzie jest kapryśna. Nawet w środku lata potężne wiatry katabatyczne i zamiecie mogą w jednej chwili zasłonić niebo. Dlatego każda udana obserwacja z tego rejonu świata jest podwójnym sukcesem.

Co dalej? Kalendarz zaćmień na najbliższe lata

Patrząc w przyszłość, wkraczamy w „Złotą Erę” zaćmień dla Europy i okolic. Po jutrzejszym wstępie i sierpniowym spektaklu w Hiszpanii (2026), czeka nas rok 2027. Wtedy to, 2 sierpnia, dojdzie do tzw. „Zaćmienia Stulecia” nad Afryką Północną. W Egipcie, w okolicach Luksoru, Słońce zgaśnie na oszałamiające 6 minut i 23 sekundy.

To właśnie te trzy wydarzenia:

  1. 17 lutego 2026 (jutro) – obrączkowe (Antarktyda),
  2. 12 sierpnia 2026 – całkowite (Islandia, Hiszpania),
  3. 2 sierpnia 2027 – całkowite, rekordowo długie (Egipt), tworzą triadę, która elektryzuje społeczność astronomiczną. Jutrzejszy dzień jest symbolicznym otwarciem tego rozdziału.

Podsumowanie: Dlaczego warto spojrzeć w ekran?

Można by zapytać: „Po co ekscytować się czymś, co dzieje się na drugim końcu świata?”. Odpowiedź jest prosta – żyjemy w czasach globalnej wioski, także w wymiarze naukowym. Zaćmienia Słońca to jedne z nielicznych momentów, kiedy mechanika nieba staje się widoczna gołym okiem. Przypominają nam o naszej pozycji w kosmosie – na małej, błękitnej planecie, krążącej wokół życiodajnej gwiazdy, w towarzystwie wiernego satelity.

Jutro, 17 lutego, natura da nam pierwszy w tym roku pokaz swojej precyzji. Choć „ziemska gwiazda zgaśnie” tylko częściowo i tylko nad lodami Antarktydy, warto śledzić doniesienia i zdjęcia, które zaleją internet. To piękny wstęp do emocji, które czekają nas latem, gdy cień Księżyca padnie znacznie bliżej naszych granic. Przygotujcie się, bo rok 2026 w astronomii właśnie nabiera tempa.

Udostępnij