Polski internet krwawi ortografią. Raport 2025 ujawnia nowego „króla” błędów

Polski internet krwawi ortografią. Raport 2024 ujawnia nowego „króla” błędów

Przez lata symbolem językowej niechlujności w sieci było słynne „napewno” czy „wogóle”. Jednak najnowsze dane pokazują fascynującą, choć niepokojącą zmianę warty. Polacy wciąż toczą nierówną walkę z ortografią, ale front walki przeniósł się na zupełnie nowe wyrazy, a skala zjawiska liczona jest w milionach.

Język ewoluuje, to fakt niezaprzeczalny, ale czy ewolucją można nazwać masowe ignorowanie podstawowych zasad pisowni? Analizując najnowsze doniesienia ze świata cyfrowego, można odnieść wrażenie, że pośpiech i autokorekta w smartfonach zamiast pomagać, często usypiają naszą czujność. Tegoroczna edycja badania przeprowadzonego przez Nadwyraz.com we współpracy z portalem Polszczyzna.pl przyniosła wyniki, które dla purystów językowych mogą być trudne do przełknięcia. Przeanalizowano setki tysięcy wzmianek w mediach społecznościowych, forach i portalach, by wyłonić niechlubną czołówkę wyrazów, które sprawiają nam największy ból głowy.

„Coniemiara” detronizuje weteranów

Do tej pory w internetowych dyskusjach o błędach królowały pomyłki w pisowni łącznej i rozdzielnej popularnych partykuł. Tymczasem rok 2024 przyniósł niespodziewanego lidera. Zostało nim wyrażenie „co niemiara”, które internauci uparcie zapisują jako jeden wyraz – „coniemiara”. Statystyki są bezlitosne: aż 49,97% wszystkich użyć tej frazy w sieci to zapis błędny. Oznacza to, że rzucając monetą, mamy taką samą szansę na orła, jak na to, że trafimy na poprawną polszczyznę w tym przypadku.

Tuż za nim uplasowało się „notabene”, często rozbijane niepotrzebnie na dwa słowa („nota bene”), co stanowi blisko 36% błędnych zapisów. Podium zamyka błąd, który od lat wywołuje dreszcze u polonistów – „żygać” zamiast „rzygać”. W tym przypadku ponad 31% internautów zapomina, że ta fizjologiczna czynność w języku polskim wymaga „rz”. Jak informuje portal Wirtualne Media, w pierwszej dziesiątce znalazły się również takie „kwiatki” jak „apropos” (zamiast à propos), „nienajlepszy” (zamiast nie najlepszy) oraz bolesne dla oka „złodzieji” (zamiast złodziei). Co ciekawe, dawny lider rankingów – „napewno” – spadł na dalszą pozycję, co może sugerować, że wieloletnie kampanie edukacyjne w końcu przynoszą minimalne efekty.

Gdzie polszczyzna cierpi najbardziej?

Raport rzuca również światło na to, gdzie najłatwiej potknąć się o błąd ortograficzny. Nie jest zaskoczeniem, że liderem pod względem liczby błędów pozostaje Facebook. To tam toczą się najgorętsze dyskusje polityczne i społeczne, a w ferworze walki na klawiaturze poprawność schodzi na drugi plan. Platforma X (dawny Twitter) również generuje ogromną liczbę pomyłek, co wymuszone jest specyfiką krótkich, szybkich komunikatów publikowanych „tu i teraz”.

Zaskakująco dobrze – przynajmniej w teorii – wypadają YouTube i TikTok. Nie wynika to jednak z wyższej kultury językowej użytkowników tych serwisów, lecz ze specyfiki medium. Tam dominuje obraz i dźwięk, a tekst w opisach czy komentarzach jest często zredukowany do minimum lub zastąpiony ciągiem emotikonów, które trudno uznać za błąd ortograficzny, choć z pewnością nie wzbogacają one polszczyzny.

Szybkość komunikacji wrogiem poprawności

Eksperci wskazują, że główną przyczyną tak dużej liczby błędów (analiza objęła ponad 245 milionów słów!) nie jest brak edukacji, lecz zmiana sposobu, w jaki konsumujemy i tworzymy treści. Pisząc na małym ekranie smartfona, w biegu, często ignorujemy podpowiedzi słownika lub bezrefleksyjnie akceptujemy błędne sugestie autokorekty. Błędy takie jak „invitro” (zamiast in vitro) czy „conieco” (zamiast co nieco) wynikają z tendencji do ekonomizacji języka – chcemy przekazać treść jak najszybciej, oszczędzając nawet spację.

Obserwujemy zjawisko, w którym błąd powielany tysiące razy zaczyna wyglądać znajomo. Efekt „czystej ekspozycji” sprawia, że widząc po raz setny słowo „wziąść” czy „pisze” (zamiast jest napisane), nasz mózg przestaje rejestrować to jako anomalię. To niebezpieczny trend, bo o ile język potoczny rządzi się swoimi prawami, o tyle przenikanie tych błędów do komunikacji oficjalnej czy biznesowej może świadczyć o postępującym upadku standardów komunikacyjnych. Warto więc, zanim klikniemy „wyślij”, poświęcić tę jedną sekundę na przeczytanie własnego tekstu – dla higieny własnej i cudzej.

Udostępnij