Rok 2026 w branży gier wideo rozpoczął się od mocnego uderzenia, na które fani wirtualnej grozy czekali od kilku lat. Dziewiąta, pełnoprawna odsłona kultowej serii od japońskiego studia Capcom zadebiutowała na rynku, stawiając przed graczami zupełnie nowe wyzwania. Redakcja portalu topflop.pl z uwagą śledzi najważniejsze premiery, by dostarczać rzetelnych, pozbawionych emocjonalnego szumu informacji. Najnowsza produkcja ma stanowić kulminację trzydziestoletniego dziedzictwa gatunku survival horror. Gra nie tylko czerpie garściami z własnej, bogatej historii, ale również odważnie wyznacza nowe standardy dla całej branży, prezentując jakość, do której inni deweloperzy będą musieli równać przez kolejne lata.
Powrót weterana i narodziny nowej bohaterki
Fundamentem narracyjnym najnowszej odsłony jest system podwójnych protagonistów. Capcom powraca do sprawdzonego schematu znanego chociażby z podcyklu Revelations, jednak tym razem realizuje go z niespotykanym dotąd rozmachem. Z jednej strony mamy do czynienia z postacią doskonale znaną – Leonem S. Kennedym. Agent DSO (Division of Security Operations) to weteran niezliczonych starć z bronią biologiczną. Jego ewolucja na przestrzeni lat jest imponująca – od naiwnego policjanta z drugiego Resident Evil, aż po znużonego, niezwykle skutecznego wojownika.
Z drugiej strony twórcy wprowadzają całkowicie nową postać, która ma stanowić przeciwwagę dla brutalnej siły Leona. Jest nią Grace Ashcroft, analityczka wywiadu FBI. Co niezwykle istotne dla wieloletnich miłośników serii, Grace jest córką Alyssy Ashcroft, ocalałej dziennikarki znanej z klasycznego „Resident Evil Outbreak”. Jak informuje redaktor Wesley LeBlanc, to właśnie ten dualizm stanowi o sile napędowej całej opowieści. Osobiste dramaty Grace, uwikłanej w poszukiwania prawdy o przeszłości swojej matki, idealnie przeplatają się z misją o globalnym znaczeniu, w której stawką jest bezpieczeństwo świata. Historie obojga bohaterów zostały splecione z taką precyzją, że żadna z perspektyw nie wydaje się zdominowana przez drugą, a każda zmiana sterowanej postaci przynosi świeżość.
Rozgrywka: Dwa oblicza przetrwania
Największym osiągnięciem projektantów jest to, że kampanie Leona i Grace nie różnią się wyłącznie modelami postaci i dialogami – to w zasadzie dwa fundamentalnie odmienne doświadczenia, połączone w spójną całość. Sekwencje, w których przejmujemy kontrolę nad analityczką FBI, to ukłon w stronę najbardziej klasycznego, purystycznego survival horroru. To tutaj powracają klaustrofobiczne przestrzenie, ciągły niedobór amunicji oraz konieczność pedantycznego zarządzania ekwipunkiem. Gracz zmuszony jest do skrupulatnego przeszukiwania szuflad, łączenia ziół w lecznicze mikstury i rozwiązywania skomplikowanych zagadek przestrzennych. Odnajdywanie błyszczących klejnotów, by otworzyć sekretne drzwi, czy naprawa skrzynek bezpiecznikowych w upiornym ośrodku medycznym budują napięcie, które momentami staje się wręcz przytłaczające.
Dla kontrastu, etapy z udziałem Leona to istny popis dynamicznej akcji, przypominającej najlepsze momenty z czwartej, zremasterowanej odsłony cyklu. Doświadczony agent Kennedy eliminuje hordy przeciwników z precyzją zawodowca, a sam system walki pozwala na wykorzystanie elementów otoczenia oraz brutalnych ciosów w zwarciu. Ta przeplatanka wolnego, metodycznego strachu i szybkiej, uwalniającej adrenalinę akcji sprawia, że gra nie nuży ani przez chwilę. Capcom wyciągnął lekcję z własnych błędów przeszłości – nie pozwala, by akcja zdominowała grozę, ani żeby ciągłe napięcie doprowadziło gracza do skrajnego wyczerpania.
Technologiczny majstersztyk na miarę dziewiątej generacji
Warto zwrócić szczególną uwagę na warstwę technologiczną. Omawiany tytuł jest pierwszą główną grą z serii zbudowaną od podstaw wyłącznie na konsole dziewiątej generacji (PlayStation 5, Xbox Series X/S), komputery PC najnowszej klasy oraz system Nintendo Switch 2. Porzucenie starszych platform pozwoliło inżynierom pracującym na autorskim silniku RE Engine rozwinąć skrzydła. Kluczowym elementem oprawy wizualnej jest implementacja zaawansowanego śledzenia promieni (ray tracing). Globalne oświetlenie, realistyczne odbicia w kałużach zrujnowanego Raccoon City oraz perfekcyjnie odwzorowane cienie rzucane przez snop latarki w ciemnych korytarzach kreują atmosferę, której po prostu nie dałoby się osiągnąć przy użyciu standardowych metod rasteryzacji.
Optymalizacja również stoi na najwyższym, flagowym poziomie. Posiadacze najmocniejszych konsol i odpowiednich ekranów z technologią VRR (Variable Refresh Rate) mogą cieszyć się rozgrywką w wysokich rozdzielczościach, przy klatkażu sięgającym nawet 120 klatek na sekundę. Z kolei udźwiękowienie to osobna kategoria mistrzostwa. Muzyka w bezpiecznych pokojach zapisu (Save Rooms) ponownie przynosi upragnione ukojenie, podczas gdy dźwięki otoczenia – skrzypiące deski, odległe jęki czy kroki w wyższych partiach budynków – stanowią integralną część mechaniki przetrwania, ostrzegając gracza przed niewidzialnym jeszcze zagrożeniem.
Harmonizacja trzydziestu lat historii
Tytułowe słowo „Requiem” – oznaczające utwór żałobny – niesie ze sobą głęboki ładunek symboliczny. Dla uniwersum, które od 1998 roku nieustannie rozbudowywało swoją mitologię wokół korporacji Umbrella, wirusa T i zrujnowanego Raccoon City, nowa produkcja wydaje się być momentem domknięcia pewnej wielkiej epoki. Scenarzyści nie uciekają od dziedzictwa serii. Wręcz przeciwnie, eksplorują dawne wątki, nadając im ostateczny sens. Widok powojennych, niemal postapokaliptycznych zgliszcz Raccoon City budzi ogromne pokłady nostalgii, ale jest to nostalgia podana z niezwykłym wyczuciem smaku i szacunkiem do gracza.
To, w jaki sposób twórcy połączyli klasyczne elementy znane z rezydencji Spencera z nowoczesnym tempem rozgrywki, zasługuje na najwyższe uznanie w branży. Otrzymaliśmy produkt, który nie tylko stanowi doskonałą grę samą w sobie, ale jest swoistym hołdem dla całego gatunku. Zbalansowanie skrajnych emocji, doskonała reżyseria, bezbłędna technologia oraz fascynujący powrót starych i nowych bohaterów udowadniają, że japoński gigant znajduje się obecnie w szczytowej formie twórczej. Dalsze perspektywy dla tego typu produkcji wydają się wręcz nieograniczone, a zawieszenie poprzeczki jakościowej na tak wysokim poziomie bez wątpienia zdefiniuje kierunek, w którym będzie podążać cały rynek wysokobudżetowych horrorów interaktywnych.