Dlaczego muzyka Hansa Zimmera tak działa na widza

Hans Zimmer napisał muzykę do „Gladiatora", „Incepcji" i „Diuny". Wyjaśniamy, na czym polega jego styl i dlaczego tak mocno działa na widza.

Dlaczego muzyka Hansa Zimmera tak działa na widza

Hans Zimmer dostał Oscara dwa razy — w 1995 roku za „Króla Lwa”, a w 2022 za „Diunę”. Między tymi nagrodami napisał muzykę do kilkudziesięciu filmów, które wielu widzów rozpoznaje już po pierwszych taktach: „Gladiatora”, „Piratów z Karaibów”, trylogii o Batmanie, „Incepcji” i „Interstellar”. Jego sposób pracy da się opisać dość precyzyjnie — i to tłumaczy, dlaczego ta muzyka tak mocno działa na emocje.

Napięcie zbudowane na jednym dźwięku

W „Incepcji” cała ścieżka wyrasta z jednego utworu. Zimmer spowolnił piosenkę Édith Piaf „Non, je ne regrette rien”, która w filmie jest sygnałem do przebudzenia ze snu, i z jej rozciągniętych dźwięków wyprowadził tempo całej muzyki. Stąd te wolne, ciężkie uderzenia blachy, które później skopiowały dziesiątki filmowych zwiastunów.

W „Dunkierce” napięcie nie słabnie ani na chwilę, bo kompozytor sięgnął po złudzenie akustyczne zwane tonem Sheparda — dźwięk, który sprawia wrażenie, że bez końca się wznosi. Pod spodem słychać tykanie zegarka, nagranego i wplecionego w partyturę, żeby widz przez cały seans czuł upływający czas.

Organy zamiast smyczków

„Interstellar” miało brzmieć inaczej niż typowy film o kosmosie, więc zamiast rozbudowanej sekcji smyczkowej instrumentem centralnym stały się wielkie organy piszczałkowe. Zimmer nagrał je w londyńskim kościele Temple Church. To brzmienie — bliższe katedrze niż statkowi kosmicznemu — nadaje obrazowi ton powagi i skali, którego nie dałoby się osiągnąć samą orkiestrą.

Od „Króla Lwa” do „Diuny”

W „Gladiatorze” Zimmer połączył orkiestrę z wokalem Lisy Gerrard, co nadało muzyce rys obrzędowy i żałobny. Przy „Diunie” poszedł dalej: część instrumentów zbudowano od zera, a ludzki głos przetworzono tak, żeby nie dało się rozpoznać jego źródła — chodziło o muzykę brzmiącą jak z obcej planety. Ta sama zasada wraca w wielu jego pracach: mniej łatwych melodii, więcej barwy i rytmu, które trzymają widza w napięciu.

Najlepiej słychać to na żywo

Nagranie studyjne oddaje tylko część efektu. Pełną skalę — wielogłos orkiestry, wolumen blachy, drżenie niskich rejestrów — słychać dopiero w sali koncertowej. 12 stycznia 2027 roku Lords of the Sound zagra w Łodzi koncert z programem „The Music of Hans Zimmer”, w którym znajdą się utwory z „Diuny”, „Incepcji”, „Gladiatora”, „Interstellar”, „Króla Lwa” i najnowszego Bonda „No Time to Die”. Wydarzenie odbędzie się w klubie Wytwórnia przy ulicy Łąkowej 29, a orkiestrę poprowadzi dyrygent Shahrokh Fathizadeh.

Udostępnij