Powiedz „Aleksander”, a niemal każdemu stanie przed oczami ten sam obraz: młody macedoński król na koniu, podbijający pół świata. Skojarzenie słuszne — ale kryje się w nim drobny paradoks. Imię jest bowiem starsze niż Aleksander Wielki. Zanim on się urodził, nosiła je już postać z „Iliady”.
O tym za moment. Najpierw praktyka: Aleksander ma imieniny w wielu terminach, a jednym z nich jest 13 września.
Kiedy świętować — i dlaczego dat jest tyle
Aleksandrów-świętych było w historii Kościoła sporo, więc i kalendarz oferuje spory wybór. Wśród częściej wskazywanych dni są 26 lutego (wspomnienie Aleksandra, patriarchy Aleksandrii), 18 marca, 3 maja, 13 września i 11 października. W praktyce która data „przypadnie” konkretnemu Aleksandrowi, zależy zwykle od rodzinnej tradycji — najprościej po prostu spytać.

Wrzesień wypada zresztą w dobrym towarzystwie: dzień po Aleksandrze świętuje Szymon, a 15 września — Kamil.
Obrońca ludzi
Aleksander przyszedł z greki, z formy Aleksandros. Składają się na nią dwa człony: aleksein — „bronić”, „odpierać” — oraz aner, w dopełniaczu andros, czyli „mężczyzna”, „człowiek”. Zestawione razem dają „obrońcę ludzi”, „tego, który odpiera wrogów”. Nie zdobywcę, warto zauważyć, lecz właśnie obrońcę — imię mówi o ochronie, nie o podboju, choć historia obróciła je w stronę tego drugiego.
I tu wracamy do owego paradoksu. W „Iliadzie” Homera imię Aleksandros nosi jako drugie nie kto inny jak Parys — trojański książę, przez którego wybuchła wojna. Oznacza to, że imię krążyło po greckim świecie na długo przed narodzinami macedońskiego króla. On je rozsławił, owszem, ale nie wymyślił. Nosił je już bohater najstarszego eposu Europy.
Człowiek, który dał imieniu skrzydła
A jednak bez tego jednego Aleksandra imię nie zawędrowałoby tak daleko. Aleksander Wielki, syn Filipa II Macedońskiego, w niespełna trzydzieści lat podbił połowę znanego wówczas świata — od Grecji przez Egipt i Persję aż po granice Indii. Gdziekolwiek dotarł, zostawiał ślad: zakładał miasta, z których niejedno nazwał własnym imieniem (najsłynniejsza Aleksandria w Egipcie trwa do dziś), i roznosił grecką kulturę po trzech kontynentach.

Efekt był taki, że imię „Aleksander” rozjechało się razem z jego armią i już nigdy nie wróciło do jednego kraju. Do Polski dotarło w średniowieczu i — co rzadkie — nigdy naprawdę nie wyszło z mody. Nosili je królowie (Aleksander Jagiellończyk), komediopisarze (Aleksander Fredro, autor „Zemsty”), malarze (Aleksander Gierymski) i prezydenci. Trudno o imię, które równie gładko przechodziłoby przez wszystkie epoki i wszystkie role.
Aleksander dzisiaj
I dziś imię trzyma się mocno — należy do tych klasycznych wyborów, które nie starzeją się i nie nudzą, regularnie plasując się wysoko wśród imion nadawanych chłopcom. Kto ciekaw dokładnej pozycji w rankingu, znajdzie ją w danych Ministerstwa Cyfryzacji na portalu dane.gov.pl, opartych na rejestrze PESEL. Ma zresztą praktyczną zaletę, którą docenia niejeden rodzic: brzmi dostojnie w pełnej formie, a jednocześnie daje całą chmurę ciepłych zdrobnień.

Bo pełnego „Aleksandra” na co dzień słyszy się rzadko. Najczęściej jest po prostu „Olkiem” — swojsko i bez trudnej do wymówienia dla malucha głoski „r” — albo „Alkiem”. W domu bywa „Olusiem” czy „Oleczkiem”, a wśród znajomych z zagranicy skróci się do międzynarodowego „Alexa” lub rosyjskiej „Saszy”. Ta ostatnia forma zaskakuje niejednego: trudno na pierwszy rzut oka uwierzyć, że „Sasza” i „Aleksander” to jedno imię, a jednak. Za granicą Aleksander czuje się jak u siebie wszędzie — Alexander po angielsku i niemiecku, Alessandro po włosku, Alejandro po hiszpańsku.
Warto dodać, że imię ma też swoją połówkę żeńską — Aleksandrę, czyli „obronicielkę ludzi” — ze zdrobnieniami Ola i Sandra. Aleksander i Aleksandra dzielą dokładnie ten sam grecki rdzeń, różniąc się tylko rodzajem.
Życzenia dla Aleksandra
Skoro imię mówi o obronie i sile, można się do tego odwołać — albo puścić oko w stronę słynnego zdobywcy.

Ton oficjalny, na kartkę: „Szanowny Panie Aleksandrze, życzę zdrowia, pomyślności i powodzenia we wszystkich przedsięwzięciach — oraz siły, by bronić tego, co dla Pana najważniejsze.”
Cieplej, do bliskiej osoby: „Aleksandrze, życzę Ci, żeby nigdy nie zabrakło Ci ludzi, których warto bronić, i takich, którzy obronią Ciebie. Zdrowia, spokoju i samych dobrych dni.”
Do kolegi, lekko: „Olek, wszystkiego najlepszego! Świata podbijać nie musisz — wystarczy, że będzie Ci się dobrze wiodło. Zdrowia i luzu!”
Żartem, prosto z historii: „Aleksandrze, Twój imiennik podbił pół świata przed trzydziestką — Ciebie z tego dziś rozgrzeszam. Wystarczy podbić własny weekend: sto lat, zdrowie i żadnych wypraw wojennych!” Na SMS starczy: „Sto lat, Olku — zdrowia i pomyślności!”.
Jest coś budującego w imieniu, które przez trzy tysiące lat, od Homerowego Parysa po dzisiejsze przedszkola, ani na moment nie straciło swojego sensu. Wciąż znaczy to samo, co wtedy: obrońcę. Zdobywcy przeminęli — obrona została.
Kalendarz imienin i kolejne teksty z tej serii znajdziesz na Wiedza dla Wszystkich.