Pożary w Kanadzie 2026 doprowadziły do powstania rozległej chmury dymu, która przemieściła się nad Wielkie Jeziora, Środkowy Zachód, północno-wschodnie stany USA oraz część wybrzeża Atlantyku. W czwartek 16 lipca kanadyjskie służby odnotowywały 858 aktywnych pożarów, w tym 111 uznanych za nieopanowane. Największy wpływ na jakość powietrza miały ogniska w Ontario, Manitobie i Saskatchewan — informuje redakcja TopFlop, powołując się na dane Canadian Interagency Forest Fire Centre oraz ustalenia Reutersa.
Dym nad USA objął obszar zamieszkany przez dziesiątki milionów ludzi. Szczególnie trudne warunki występowały w Chicago, Detroit, Minneapolis, Pittsburghu, Nowym Jorku i Toronto. W części miast indeks jakości powietrza osiągał poziomy oznaczane jako niezdrowe, bardzo niezdrowe lub niebezpieczne. Do 18 lipca liczba aktywnych pożarów w Kanadzie wzrosła do 955, a w samym Ontario ogień strawił około 655 tys. hektarów.
Gdzie płoną największe pożary w Kanadzie
Największa koncentracja aktywnych ognisk znajdowała się w rozległych, słabo zaludnionych obszarach północnej i zachodniej Kanady. Szczególnie intensywną aktywność odnotowano w północno-zachodnim Ontario, gdzie pożary stały się głównym źródłem dymu przemieszczającego się nad Wielkie Jeziora i dalej na południe.
Sytuacja obejmowała przede wszystkim:
- Ontario — setki tysięcy hektarów spalonych terenów, pożary na północy i północnym zachodzie prowincji oraz ewakuacje odległych społeczności;
- Manitobę — liczne ogniska w suchych obszarach leśnych, z których dym kierował się ku środkowej Kanadzie i stanom USA;
- Saskatchewan — pożary na terenach borealnych, utrudniony dostęp ekip gaśniczych;
- części Kolumbii Brytyjskiej, Alberty i Quebecu, gdzie również działały służby pożarnicze i obowiązywały lokalne ostrzeżenia.
Znaczna część pożarów rozwijała się w miejscach oddalonych od dróg i większych miejscowości. Ograniczony dostęp oznaczał, że interwencje wymagały użycia samolotów, śmigłowców oraz specjalistycznych zespołów transportowanych drogą lotniczą.
Kanadyjski rząd federalny przygotowywał operacje ewakuacyjne dla odizolowanych społeczności, między innymi w rejonie Fort Hope w Ontario. Transport lotniczy był konieczny ze względu na brak bezpiecznych połączeń drogowych oraz zmieniający się kierunek ognia.
„Nie ma żadnych ograniczeń dotyczących wydatków, gdy chodzi o ochronę mieszkańców Ontario” — powiedział premier Ontario Doug Ford 18 lipca, komentując działania służb i skalę operacji przeciwpożarowej.
Aktualne rozmieszczenie ognisk można śledzić na oficjalnej stronie CIFFC. Satelitarną mapę pożarów i dymu publikuje również amerykańska agencja NOAA w systemie Hazard Mapping System. System wykorzystuje dane satelitarne do wykrywania aktywnych źródeł ciepła oraz określania zasięgu lekkiego, średniego i gęstego dymu.
Jak dym dotarł nad USA
Główna chmura powstała nad północno-zachodnim Ontario i centralną Kanadą. Następnie została skierowana przez dominujący przepływ powietrza na południe i południowy wschód. Najpierw objęła okolice Wielkich Jezior, w tym Michigan, Wisconsin, Minnesotę, Illinois, Indianę i Ohio. Później dym przemieścił się w kierunku Pensylwanii, stanu Nowy Jork, New Jersey, Nowej Anglii i regionu środkowego Atlantyku.
Amerykańskie Weather Prediction Center podało, że dym z pożarów w zachodniej części Ontario nadal będzie docierać nad Stany Zjednoczone. Kolejna porcja zanieczyszczeń miała kierować się na południe znad Wielkich Jezior ku Środkowemu Zachodowi. Jednocześnie nad północnym wschodem USA oczekiwano stopniowej poprawy, ponieważ front atmosferyczny miał wypchnąć starszą chmurę nad Atlantyk.
Kierunek transportu dymu wyznaczały trzy podstawowe czynniki:
- cyrkulacja północna i północno-zachodnia nad Wielkimi Jeziorami;
- przechodzenie frontu chłodnego przez północno-wschodnie USA;
- mała ilość opadów i suche paliwo leśne w rejonach pożarów.
W części regionów dym nie pozostawał wyłącznie wysoko w atmosferze. Warstwa zanieczyszczeń była płytka i skoncentrowana blisko powierzchni ziemi, co zwiększało stężenia cząstek w powietrzu, którym oddychają mieszkańcy. Taki układ odnotowano między innymi w Minnesocie i rejonie Wielkich Jezior.

Dym widoczny jako mleczne niebo nie zawsze oznacza najwyższe stężenie zanieczyszczeń przy ziemi. Największe zagrożenie występuje wtedy, gdy cząstki PM2.5 zostają uwięzione w dolnej warstwie atmosfery i nie mogą szybko się rozproszyć.
Jakość powietrza gwałtownie się pogorszyła
Największy problem stanowiły cząstki PM2.5, czyli drobiny o średnicy nieprzekraczającej 2,5 mikrometra. Są one na tyle małe, że mogą docierać głęboko do płuc. To właśnie ich stężenie stanowi podstawę ostrzeżeń związanych z dymem pożarowym.
W Detroit odnotowano jeden z najwyższych wskaźników zanieczyszczenia wśród dużych miast świata. Bardzo złe warunki panowały również w Chicago, Toronto, Minneapolis, Pittsburghu i Nowym Jorku. W 18 stanach USA wydano alerty jakości powietrza, a w części Nowego Jorku poziom zanieczyszczenia został zaklasyfikowany jako bardzo niezdrowy.
Skala AQI stosowana przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska obejmuje następujące przedziały:
- 0–50 — jakość dobra;
- 51–100 — umiarkowana;
- 101–150 — niezdrowa dla grup wrażliwych;
- 151–200 — niezdrowa;
- 201–300 — bardzo niezdrowa;
- powyżej 300 — niebezpieczna.
Aktualne pomiary dla poszczególnych stanów i miast są dostępne na oficjalnej platformie AirNow oraz na Fire and Smoke Map. Serwis łączy informacje ze stacji pomiarowych, czujników oraz danych dotyczących aktywnych pożarów.
„Wraz ze wzrostem poziomu dymu rośnie ryzyko dla zdrowia. Należy ograniczyć czas spędzany na zewnątrz” — przekazało Environment and Climate Change Canada w ostrzeżeniach obowiązujących 18 lipca dla części Ontario.
Kanadyjskie ostrzeżenia wymieniały jako możliwe objawy podrażnienie oczu, nosa i gardła, ból głowy oraz kaszel. Przy większej ekspozycji mogły pojawić się świszczący oddech, ból w klatce piersiowej lub silny kaszel. Szczególną ostrożność zalecono osobom starszym, kobietom w ciąży, dzieciom, osobom z chorobami przewlekłymi oraz pracownikom wykonującym obowiązki na zewnątrz.
Wiatr i opady zdecydują o dalszym zasięgu chmury
Prognoza na weekend przewidywała rozdzielenie chmury na kilka stref. Nad północno-wschodnimi stanami USA przechodzący front i burze miały stopniowo przesunąć dym nad Atlantyk. Największej poprawy oczekiwano od sobotniego wieczoru do niedzieli.
Jednocześnie kolejna fala dymu miała zejść na południe z Ontario nad Wielkie Jeziora i Środkowy Zachód. Weather Prediction Center prognozowało wzrost koncentracji dymu w tym regionie, choć późniejsza chmura kierująca się ku północnemu wschodowi miała być mniej intensywna od tej obserwowanej w połowie tygodnia.
„Dodatkowy dym z kanadyjskich pożarów przesunie się na południe przez Wielkie Jeziora w kierunku Środkowego Zachodu, podczas gdy na wschodzie oczekiwana jest poprawa jakości powietrza” — podało amerykańskie Weather Prediction Center w prognozie z 18 lipca.
Interaktywną prognozę przemieszczania się dymu publikuje FireSmoke.ca. Model BlueSky Canada przedstawia przewidywane stężenia PM2.5 przy powierzchni ziemi na kolejne dwa dni. Autorzy systemu podkreślają, że prognoza jest eksperymentalna i zależy między innymi od wykrywania pożarów przez satelity, danych o emisjach, przewidywanego wiatru i rozwoju sytuacji atmosferycznej.
Na 18 lipca głównym źródłem zanieczyszczeń pozostawały pożary w zachodniej i północno-zachodniej części Ontario. Front chłodny i burze miały poprawić warunki nad Nowym Jorkiem, New Jersey i Nową Anglią, lecz mieszkańcy rejonu Wielkich Jezior oraz Środkowego Zachodu nadal musieli monitorować komunikaty o jakości powietrza. Ostateczny zasięg chmury zależał od prędkości wiatru, wysokości warstwy dymu, intensywności nowych ognisk i lokalnych opadów.
Warto przeczytać także nasz kolejny materiał, w którym szerzej wyjaśniamy podobny temat: Gdzie w Polsce dzień jest najdłuższy? Różnica między północą a południem przekracza godzinę