„Niewierny Tomasz” — tak mówimy o kimś, kto się upiera, że nie uwierzy, dopóki nie zobaczy. Brzmi jak przytyk. A gdyby tak spojrzeć na to odwrotnie? Że to pochwała dla kogoś, kto nie łyka bajek i chce dowodów? Bo właśnie taki był pierwowzór tego powiedzenia — i właśnie dlatego apostoł Tomasz jest patronem zaskakująco współczesnym.
Zanim jednak wrócimy do wątpiącego apostoła, garść konkretów. Tomasz ma imieniny w wielu terminach; jednym z nich jest 22 września.
Dlaczego dat jest tyle
Kiedy imię nosi kilku świętych, kalendarz szybko się zapełnia — i tak jest z Tomaszem. Świętować można między innymi 28 stycznia (to dzień Tomasza z Akwinu), 7 marca, 22 czerwca, 3 lipca, 22 września czy 21 grudnia. Najpopularniejszy jest 3 lipca, wspomnienie Tomasza Apostoła, ale wrześniowa data ma się dobrze i również figuruje w kalendarzach.

Przy takim wyborze najprościej po prostu spytać zainteresowanego — w większości rodzin jeden dzień przyjął się jako „ten właściwy” i nie ma co go zmieniać. Wrześniowy termin ma zresztą dobre sąsiedztwo: dzień wcześniej świętuje inny apostoł, Mateusz, a 16 września — Edyta.
Bliźniak — i to dosłownie
Znaczenie tego imienia jest zaskakująco konkretne, bez cienia poetyckiej mgły. Tomasz pochodzi z aramejskiego — z języka, którym mówił Jezus i jego uczniowie — od słowa toma, czyli po prostu „bliźniak”.
Ta prostota ma jednak ciekawą drogę za sobą. Z aramejskiego imię przeszło do greki jako Thomas, stamtąd do łaciny, a potem rozeszło się po całej Europie, zmieniając w każdym języku ostatnie głoski. Nasze rodzime „Tomasz”, z tym charakterystycznym „sz”, to polski wariant tego samego, dwa tysiące lat starego słowa. Symbolicznie „bliźniak” bywa czytany jako dwoistość, umiejętność widzenia obu stron sprawy — co, jak się zaraz okaże, pasuje do najsłynniejszego Tomasza wyjątkowo trafnie.
Rehabilitacja niewiernego
Apostoł Tomasz przeszedł do języka przez jedną scenę. Kiedy pozostali uczniowie donieśli mu, że widzieli zmartwychwstałego Jezusa, on nie klasnął w dłonie z radości. Powiedział, że nie uwierzy, dopóki sam nie zobaczy i nie dotknie ran. I stąd — „niewierny Tomasz”, nasze podręczne określenie na każdego sceptyka.

Warto jednak zobejrzeć tę postać życzliwiej, bo powiedzenie krzywdzi apostoła. Tomasz nie był cynikiem ani szydercą. Był kimś, kto najważniejszych rzeczy nie chciał przyjmować na słowo — chciał się o nich przekonać osobiście. W czasach, gdy zalewają nas plotki, fałszywe newsy i „ktoś mi mówił”, taka postawa nie jest wadą, lecz cnotą. Nic dziwnego, że Tomasz został patronem ludzi poszukujących prawdy: tych, którzy wolą sprawdzić, niż uwierzyć na piękne oczy.
Jest w tej historii jeszcze druga część, o której rzadziej się pamięta. Ten sam człowiek, który zaczął od wątpienia, według tradycji zaniósł potem wiarę wyjątkowo daleko — aż do Indii, gdzie do dziś istnieją wspólnoty odwołujące się do jego misji. Sceptyk okazał się jednym z najodważniejszych wędrowców wśród apostołów. Wątpienie nie zamknęło go w miejscu; popchnęło go dalej niż większość.
Drugi wielki Tomasz
Imię ma jeszcze jednego giganta, tym razem ze świata myśli. Tomasz z Akwinu, filozof i teolog z trzynastego wieku, zbudował system, na którym do dziś opiera się znaczna część katolickiej teologii i który wykłada się na uczelniach całego świata. Jest patronem studentów, uczonych i szkół, co dorzuca imieniu wyraźnie „profesorski” rys.

Zestawienie obu patronów jest zresztą wymowne. Tomasz Apostoł chciał dotknąć, żeby uwierzyć. Tomasz z Akwinu całe życie godził wiarę z rozumem. Każdy inaczej, ale obaj uczynili z tego imienia znak dążenia do prawdy przez myślenie, a nie wbrew niemu.
Pół miliona Tomaszów
Trudno o imię bardziej zadomowione w Polsce. Nosi je ponad pół miliona mężczyzn — według rejestru PESEL około 533 tysięcy — co stawia je w ścisłej czołówce najczęściej spotykanych imion męskich w kraju. Szczyt popularności przypadł na lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte, więc statystyczny Tomasz to dziś mężczyzna dojrzały, choć samo imię nadaje się rzadziej niż kiedyś. Kto ciekaw dokładnych danych, znajdzie je w zestawieniach Ministerstwa Cyfryzacji na portalu dane.gov.pl.
Ta ogromna „populacja” sprawia, że Tomaszów spotkasz wszędzie i w każdej roli — a w codziennym życiu prawie żaden z nich nie jest pełnym „Tomaszem”. Dla kolegów to „Tomek”, tak naturalny, że brzmi niemal jak osobne imię; w domu bywa „Tomciem” albo „Tomusiem”, a znajomi z zagranicy skrócą go bez wahania do międzynarodowego „Toma”. Bo Tomasz podróżuje łatwo: Anglik czy Niemiec powie Thomas, Włoch Tommaso, Hiszpan Tomás, Czech Tomáš. Pod każdą z tych form kryje się ten sam aramejski bliźniak sprzed dwóch tysięcy lat.
Życzenia dla Tomasza
Skoro patron kazał sprawdzać, zanim uwierzy, można się tym bawić — albo zostawić żart na boku i napisać po prostu ciepło.

Ton oficjalny, na kartkę: „Szanowny Panie Tomaszu, życzę zdrowia, pomyślności i pewności w podejmowaniu decyzji — oraz ludzi wokół, którym można ufać bez sprawdzania.”
Cieplej, do bliskiej osoby: „Tomaszu, życzę Ci mnóstwa dobrych dni i tego, żebyś nigdy nie musiał wątpić w to, co dla Ciebie najważniejsze. Zdrowia i spokoju.”
Do kolegi, zaczepnie: „Tomek, wszystkiego najlepszego! Oby dowody na to, że będzie dobrze, przychodziły same — bez konieczności sprawdzania.”
Żartem, prosto z patronatu: „Tomaszu, jesteś patronem wszystkich, którzy chcą zobaczyć, zanim uwierzą — więc masz dziś prawo żądać dowodów na udaną zabawę. Oto one: sto lat, zdrowie i beczka szczęścia. Sprawdzone!” Na SMS wystarczy: „Sto lat, Tomku — zdrowia i pomyślności!”.
Jest coś budującego w tym, że najpopularniejsze imię wśród polskich mężczyzn ma za patrona nie triumfatora bez skazy, lecz człowieka, który miał odwagę wątpić — i który właśnie dzięki temu doszedł najdalej. Niezły wzór do noszenia na co dzień.
Kalendarz imienin i kolejne teksty z tej serii znajdziesz na Wiedza dla Wszystkich.